[ x ]

Nowe zasady dotyczące cookies:

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Tutaj dowiesz się, jak to zrobić. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookie oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies.

Lutowe motyle

W lutym przychodzi nadzieja na cieplejsze dni. Wszystko dzięki słońcu. Jest już wyżej i pozwala dłużej cieszyć się dniem. Ale gdy zachodzi…

Lutowe motyleNie wiem, jak mogą przeżyć noc cieniutkie nóżki sikorki czy dzwońca. To znaczy, niby wiem, ale nie umiem sobie tego wyobrazić. W porównaniu z sikorką jestem wielka, a i tak mi zimno. I to w futrzanych butach.

Najchętniej zabrałabym na noc do domu całą ptasią czeredę, stołującą się w karmniku za oknem. Ptaki jednak nie wykazują zainteresowania moją ofertą. I słusznie. Mam 11 kotów. Pozostaje sypać słonecznik do ptasiej jadłodajni. Dziennie wychodzi kilogram. Stołowników są setki.

Skąd wiem, kiedy wywiesić karmnik i rozpocząć „wydawanie posiłków”? Od ptaków. Tej jesieni pojawiły się na początku listopada. Tuż przed rzadkimi o tej porze opadami śniegu i mrozem. Pierwsze przyleciały bogatki. Siadły na parapecie z głośnym pytaniem: „Gdzie nasza stołówka? Mrozy idą! Szybko daj coś do głodnych dziobów!”.

Nie musiały czekać dłużej niż kilka minut. I jak co roku zaczęło się najpiękniejsze z zimowych widowisk. Bogatki mają ustalone rytuały podczas ucztowania. Stojące wyżej w hierarchii samce muszą być pierwsze. Inne ustępują im bez szemrania. Dzięki temu nie dochodzi do bójek. Pozornie wydaje się, że w karmniku panuje rozgardiasz. Migają czarne główki z białymi policzkami i prężą się żółte brzuszki z czarnym krawatem. Najlepiej uważnie obserwować właśnie ów krawat. U samców jest długi aż do podbrzusza, gdzie przechodzi w „slipki”. Samiczki „noszą” tylko cienką „aksamitkę”. Dominujący pan Bogatka ma szeroki krawat. Pręży pierś i wprawia skrzydła w drgania. Natychmiast znajduje się dla niego dogodne miejsce.

reklama

Ustępują wszyscy, ale nie modraszka. Cudna, niebieska sikorka stroszy swój maleńki czubek i choć też malutka, nie boi się brzucha z krawatem. Z impetem rusza na sporo od siebie większe bogatki i… przepędza je z karmnika. Robi się mały zamęt. Furkoczą skrzydełka i już wszystkie siedzą na pobliskim pigwowcu. Czekają, aż modraszka nasyci głód. Nie trwa to długo. Mignie niebieska mgiełka i już jej nie ma. W jednej chwili wracają bogatki.

Czasem przyleci sikora uboga. Drobniutka i nieśmiała. Skubnie tu, skubnie tam i odleci. Co innego mazurki, prawdziwi koneserzy ziarna. Ptaki te, zwane dawniej wróblami polnymi, zdecydowanie wolą prowincję. Są troszkę mniejsze od swoich miejskich kuzynów – wróbli. Mają brązową, a raczej kasztanową czapeczkę i prześliczny melanż na ciele. Dziś w moim ogrodzie gnieździ się ich aż kilkanaście par. Wszystko dzięki dokarmianiu. Gdy sprowadziłam się na wiejskie włości, przylatywała tylko jedna para. Nie żałowałam im niczego i dlatego mam spore stadko. Żerują zupełnie inaczej niż sikorki, które chwytają ziarno i przenoszą się na pobliską gałąź. Mazurek traktuje karmnik jak prawdziwą stołówkę, a nie fast food. Rozsiada się wygodnie i rozpoczyna konsumpcję. Spokojnie połyka ziarnko po ziarnku i nie rozprasza go sikorza gonitwa. Zresztą po co zużywać tyle energii na loty po każde ziarenko.

Mazurki to wyjątkowe ptaki. Dbają o higienę jak żadne inne. W ich gniazdach jest niewiele pasożytów, bo para rodzicielska przeprowadza regularną „dezynsekcję”, używając do tego tylko naturalnych środków. Gałązki wrotyczu i krwawnika skutecznie odstraszają pchły i innych krwiopijców. Poza tym gniazda mazurków są wymoszczone z prawdziwą precyzją. Dzięki temu pisklęta nie muszą obawiać się żadnych niewygód. Procentuje to ich doskonałą kondycją, gdy przychodzi opuścić rodzinne pielesze.

Nie ukrywam, że to moi ulubieni skrzydlaci bracia. Nie zrażają się, nawet gdy do karmnika wpycha się nasz największy łuszczak – grubodziób. Kolorowy jak rajski ptak, zachwyca czerwienią i pomarańczowym. Niespiesznie przystępuje do uczty. Jest spokojny i tylko rozmiary trochę przeszkadzają innym ptakom. Po jego wizycie trzeba uzupełnić menu. Nagle jak z podziemi przylatuje oliwkowa chmura. To dzwońce obsiadają karmnik niczym motyle kwiat. Ich zielonkawo-żółte pióra mienią się w lutowym słońcu jak niedojrzałe cytryny.

Siedzę przy stole i przed oczami mam ten magiczny ptasi świat. Wiem, że ptaki mogą przetrwać zimne noce tylko dlatego, że nie braknie im pokarmu. I właśnie to pozwala mi łatwiej przeżyć mroźne dni.


Dorota Sumińska
doktor weterynarii,
prowadzi popularne programy o zwierzętach.
fot. shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 2/2013
Tagi:

Zobacz także

Buba

Buba

Scenariusz był typowy: właścicielka suczki zmarła, rodzina nie chciała podjąć się opieki nad sierotą. »

Amiczka już czekała

Amiczka już czekała

Nasza suczka powitała mnie na tym świecie. Widziała mnie wcześniej niż mama! »

Śmierć za seks

Śmierć za seks

Niektóre zwierzęta umierają z miłości. Dla nich troska o własne geny i potomstwo jest silniejsza niż wola życia. »