Wszystko od nowa

Nową historię Ewy i Bartka, bo stara zakończyła się niespodziewanie 11 lat wcześniej, poznałam w jeden z zimowych, mroźnych wieczorów. Ewa przyszła do mnie i zanim rozłożyłam karty, zapytała, czy wiem, co znaczy francuskie powiedzenie esprit d'escalier.

– To sytuacja, kiedy trafna odpowiedź przychodzi do głowy poniewczasie – odpowiedziałam.
– Właśnie! Odpowiedź przyszła mi do głowy za późno, „już na schodach", jak to się mówi. Jedno zdanie mojego ukochanego, rzucone ot tak sobie, bez związku, przesądziło o naszym rozstaniu.

Oczywiście byłam ciekawa, co takiego powiedział Bartek, że pozbawił Ewę trafnej riposty, ale przede wszystkim wiary w jego miłość. „Ale ja się z tobą nie ożenię" – usłyszała, gdy zapinał suwak jej sukienki kupionej specjalnie na sylwestra. Te słowa ją zaskoczyły, oszołomiły do tego stopnia, że uciekła przed nimi, ukryła się w łazience, żeby nie zobaczył, że płacze.

Po chwili ogarnęła się, już miała gotową odpowiedź: „Pewnie dlatego nie chcesz mnie za żonę, że ostatnio przytyłam", ale już było po herbacie. Dla niej. Poczuła bowiem, że nie jest po prostu dość dobra, by on chciał spędzić z nią życie; że nigdy jej nie kochał tak, jak ona jego. Nie mogła sobie nawet przypomnieć, kiedy podczas czterech lat ich związku powiedział jej o swoich uczuciach...  

Dlatego składając Bartkowi noworoczne życzenia, dodała:

– A ja marzę o ślubie, weselu, białej sukni, o córeczce, więc chyba muszę poszukać kogoś, komu będzie ze mną po drodze.
– Ale o co ci chodzi? – zapytał zaskoczony. Może nawet już nie pamiętał, co jej powiedział parę godzin wcześniej.

Nie zatrzymał jej, gdy w Nowy Rok spakowała swoje rzeczy. Nie zadzwonił w następne dni, nie czekał na nią pod jej firmą, nie zjawił się u jej przyjaciółki Oli, gdzie się zatrzymała. Dużo później dotarły do Ewy plotki, że to Bartek... poczuł się przez nią oszukany, zdradzony i porzucony.

Powiedziałam wtedy Ewie, że ma przed sobą wyjątkowy rok. Że postawi pierwszy krok w kierunku nowego początku...

reklama


– Ile będzie tych kroków? – przerwała mi.
– Dziesięć lub jedenaście. Każdy długi jak rok. Ale już na początku będzie pani szczęśliwa, porzuci złe emocje, pozna nieznane uczucie, które pochłonie panią bez reszty.
– Nowa miłość? – zapytała zdziwiona. – To niemożliwe, nie potrafię przestać kochać Bartka.
– Nie widzę przy pani nowego mężczyzny – wyjaśniłam, patrząc w karty. – Ta nowa miłość to... pani dziecko.
– Dziecko? Bez partnera? – rozbawiłam ją. – Aż tak zdesperowana nie jestem, żeby sięgać do banku spermy, jeśli taki u nas w ogóle istnieje.

Zadzwoniła miesiąc później i powiedziała, że jest w ciąży... z Bartkiem! Ale on nigdy się o tym nie dowie.

Majka urodziła się w sierpniu. Ewa wiedziała od przyjaciół, że Bartek wyjechał do Australii. Od jego kuzyna – że niedawno się ożenił. I że żona jest Czeszką albo Słowaczką. Podobno pisze książki kulinarne. Długo walczyła ze sobą, by te nowe wieści o nim wyrzucić z głowy. W końcu się udało.

Przyszła do mnie w grudniu zeszłego roku. Taką miałyśmy od wielu lat świecką tradycję spotkań. Chciała wiedzieć, jaki będzie ten nowy rok dla niej i jej córki.

– Wyjątkowy – powiedziałam tak samo, jak jedenaście lat wcześniej. – Jeśli się zgodzisz, wszystko zacznie się od nowa. Staniesz oko w oko z miłością swojego życia.
– Chcesz powiedzieć, że spotkam się... z Bartkiem?

Potwierdziłam, a ona na to, że „nigdy, przenigdy". Dwa tygodnie później zadzwoniła do Ewy jej przyjaciółka Ola i powiedziała, że widziała się z Bartkiem, że wrócił do kraju, że od dawna jest sam, że pytał o nią. 

Chociaż brzmiały w uszach Ewy jej własne słowa „nigdy, przenigdy", zgodziła się na spotkanie z Bartkiem. To był miły wieczór. Ewa odgrzała pierogi z kapustą i grzybami, które ulepiła na Wigilię, podała peklowaną szynkę z kością i makowiec. Maja dzielnie im towarzyszyła, ale w końcu zasnęła. Bartek zaniósł ją do jej pokoju.

– Masz uroczą córkę – powiedział z nutką żalu.
– Nie zauważyłeś, że jest do ciebie podobna? – zapytała.

Osłupiał. Właściwe słowa przyszły do niego „dopiero na schodach". Francuzi mówią na to esprit d'escalier – przypomniała sobie. Przegadali potem wiele dni i nocy. Postanowili zacząć od nowa. Bo mimo upływu czasu ona wciąż była tamtą Ewą, a on tamtym Bartkiem. No i mieli Maję. 


Anna Złotowska 
fot. shutterstock 

Źródło: Wróżka, nr 1/2017
Tagi:

Zobacz także

Motyl opuszcza kokon

Motyl opuszcza kokon

Pozwól sobie marzyć, wyrwij się z kokonu. Najwyższa pora przeobrazić się w pięknego motyla. »

Miłości trzeba pomagać

Miłości trzeba pomagać

Jak pomóc losowi? Może wystarczy tylko uważniej się rozglądać – w pociągu, sklepie, w parku, by zauważyć miłość swojego życia? »

Rudy warkocz

Rudy warkocz

Beata znalazła na strychu zawinięty w płótno długi, rudy warkocz prababci. Od tego czasu zaczęły ją dręczyć koszmary... »

Już w kioskach: Sierpień 2017

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube
Wydanie specjalne 2/2017