Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Archiwum » 2002 » 10 » Babę po babsku
Babę po babsku
Wymyśliłam genialną broń. Nie zabija, nie rani, a boli. Działa tylko na idiotki. Być może na idiotów również, tego nie sprawdzałam. Zróbcie to za mnie.
Otóż los mnie pokarał niejaką Bożenką, koleżanką z pracy. Co prawda ją
pokarał bardziej, bo jest smętnym czupiradłem. Sęk w tym, że ona o tym
nie wie, więc dobry humor jej nie opuszcza. Wręcz uważa się za Lady Di.
Wysuwa do przodu swoje wątłe jedynki, uzyskane metodą wpychania
skarpetek za stanik i ma się za Pamelę Anderson. Wąskie usta obrysowuje
brązową kredką centymetr wokół ich linii, po czym wypełnia je krwistą
pomadką i wydyma. Czuje się zapewne jak Marylin Monroe. Resztki rudych
włosów zarzuca do tyłu w przekonaniu, że Rita Hayworth
do pięt jej nie dorasta I nieustannie nam wszystkim opowiada, jak trudne życie ma piękna
kobieta. Zwłaszcza, gdy jest mężatką. Otóż wyobraźcie sobie wy wszystkie, że takie cudo idzie z mężem na przyjęcie. I cóż się dzieje?
Mężczyźni przestają jeść, przestają zajmować się swoimi partnerkami,
zapominają o interesach i jak zahipnotyzowani wpatrują się w… Bożenkę.
Aż jej nieprzyjemnie, bo przecież cóż mąż sobie pomyśli! Gdyby jeszcze
była wolna, to dałaby któremu nadzieję, ofiarowując w darze kartkę z adresem e-maila (nieaktualnym od 3 miesięcy). Ale mężatka musi być
okrutna dla adoratorów. Cóż, jeśli umierają potem tygodniami z tęsknoty, ona nic na to nie poradzi. Chociaż martwi się, bo oprócz
wielkiej urody, ma równie wielkie serce.
I jeżeli sobie myślicie, że ja teraz kpię i przesadzam, jesteście w ogromnym błędzie. Ten papudrok dzień w dzień zatruwał nam życie takimi
opowieściami. My baby, wiedziałyśmy, że toto łże zwyczajnie, ale nasi
koledzy mieli inne zdanie. Wiecie, jak się dzisiaj pracuje w wielkich
firmach: na wielkiej hali siedzi kilkadziesiąt osób. Wszyscy wszystkich
widzą i słyszą, nic się nie da ukryć. Mówisz jedno słowo do jednej
osoby, a ono wpada do kilkudziesięciu par uszu. I swoje robi. Bożenka mówiła i jej słowa powoli swoje robiły. Nasi koledzy zaczynali
inaczej na nią patrzeć. Bo jeśli inni faceci tak się o nią biją, to ona
coś musi w sobie mieć. Zaczęli się jej przypodobywać, reszty jakby nie zauważali. Dziewczyny szeptały po kątach, ale nic nie mogły zdziałać.
Bożenki nie można było nawet na kłamstwie przyłapać. Gdy chwali się, że
mężczyźni "pożerają ją wzrokiem"
to spróbuj jej udowodnić, że kłamie.
Siedziałam najbliżej Bożenki. Pewnego dnia przybiegłam do pracy cała w euforii, bo miałam niezwykły sen. Śniła mi się moja dusza. Wyszła sobie
ze mnie i zwinęła się w kłębek na wielkiej drewnianej łopacie, którą
się wsadzało do pieca chlebowego. Wiedziałam, że moja dusza potrzebuje
ciepła, więc upiekłam ją w tym piecu. Byłyśmy obie szczęśliwe. Byłam
pod tak wielkim wrażeniem snu, że dzień pracy zaczęłam od: "Słuchajcie,
słuchajcie, co mi się dzisiaj w nocy śniło…" Opowiadałam podekscytowana, wszyscy się skupili wokół mnie.
Najpierw słuchali uważnie, potem komentowali. Gdy opadły emocje,
spojrzałam niechcący w bok, na Bożenkę. Siedziała jakaś cicha i wściekła. To mi dało do myślenia.
Następnego dnia musiałyśmy się dowiedzieć, że na wczorajszym przyjęciu
na Zamku pewien minister (od spraw unijnych - dodała Bożenka szeptem)
nie spuszczał z niej oczu. Na tego typu przyjęcia ministrowie
przychodzą z małżonkami. Żona tego pana oczami chciała ją zabić.
Minister zaszarżował na całego i podał Bożence półmisek z owocami,
narażając się śmiertelnie żonie.
Koledzy nie zdążyli się dowiedzieć, czy ministrowa zemdlała, czy wybrała raczej pyskobicie rywalki. Opowieść przerwałam ja.
- Ale miałam dzisiaj sen - przebijam się donośnie. - Śni mi się, że
lecę samolotem, samolot się rozbija, ja się uratowałam, ale jestem
ranna. Odnajduje mnie marokański książę Omar i zanosi na rękach do swojego pałacu. W odległej komnacie tego pałacu odkrywam, że mieszka
tam Taylor, żona Ridge'a z serialu "Moda na sukces". Książę mówi do mnie: "Nie przejmuj się tym, moja ukochana, tamto to tylko gra.
Potrzebuję pieniędzy dla mojego sierocińca, bo kasa książęca jest
pusta. Ale astrolog już w dzieciństwie mi przepowiedział, że moim
przeznaczeniem jest biała lady z kraju nad Wisłą Jej imię będzie się zaczynało na A…".
Koledzy lekko zaszumieli z rozbawienia. Wtedy ja przeszłam do dalszego ataku. - Możecie powiedzieć, że oglądam za dużo seriali -
mówię. - Ale jest coś dziwnego. Ten sen powtarza mi się kilka razy w roku, od wielu, wielu lat. Pierwszy raz się pojawił, kiedy w Polsce
panował jeszcze komunizm i w telewizji były jedynie polskie seriale… To zrobiło wrażenie na wszystkich. Bożenka jakoś się skurczyła w sobie. Zwolniła się z pracy wcześniej, bo ją głowa bolała.
Przez następne dni życie w biurze koncentrowało się wokół mnie,
ponieważ miałam przypływ dziwnych snów. Niestety, wynikało z nich
jasno, że zaczęłam być adorowana przez duchy różnych mężczyzn, żyjących
i nieżyjących. Męczyło mnie to zwierzałam się, cóż oni wszyscy we mnie
widzą? Przecież nie wyróżniam się urodą. Ja chyba muszę coś w sobie
mieć...
Nasza Bożenka jakby lekko sczezła, schudła, zszarzała, przestała się odzywać. Czyżby przestała chodzić na przyjęcia? Minęły dwa miesiące. Aż tu od rana sensacja: przyszła pora i na Bożenkę. Macie pojęcie, jaki ona miała dzisiaj w nocy sen? Po prostu
nie do uwierzenia! W nocy odwiedził ją… o matko, sam nasz szef!
Odwiedził ją naturalnie we śnie i Bożenka poczuła się bardzo skrępowana
sytuacją. Co prawda, to tylko sen, ale jednak obok w łóżku śpi mąż.
Poza tym taka zażyłość szef-pracownik nie może dobrze wpłynąć na stosunki w pracy. Bożenka już dawno zauważyła, że szef patrzy na nią
innym wzrokiem niż na resztę koleżanek, ale nie sądziła, że posunie się aż tak daleko.
Żeby odwiedzać mężatkę we śnie! Rozejrzałam się dookoła: dziewczyny
były blade z wściekłości. Nasz szef to przystojny facet, niejedna sobie
co nieco obiecywała, a przynajmniej wyobrażała w marzeniach. A tu taki
kłamczuchowaty babsztyl zawładnął tą dziedziną! I choć wszystkie
wiedziałyśmy, co się za tymi słowami kryje, jednak nie wiadomo było,
jak z tym walczyć. Nie można było jej zarzucić, że kłamie, przecież jej
się to wszystko "tylko śniło". Nikt nie ma wpływu na swój sen.
Kombinowałam kilka dni. Wreszcie przyszłam do pracy z nową rewelacją. -
Wyobraźcie sobie tylko - zaczęłam podekscytowana. - Byłam wczoraj na seansie hipnozy regresyjnej. Ale się dowiedziałam o sobie, nie macie
pojęcia!
Okazało się, że wszystkie sny, choćby najpiękniejsze czy
najdziwniejsze, to jednak tylko sny. Ale gdy człowiek dowie się o sobie
prawdy, o swoich poprzednich wcieleniach, to dopiero robi wielkie
wrażenie. Ja na przykład nie miałam pojęcia, że byłam kiedyś tak piękną
i ważną kobietą, że mężczyźni pojedynkowali się o mnie, a nawet o mnie
toczyły się wojny. Bo skąd ja tak skromna dzisiaj, miałabym się tego
domyślać? Skąd mogłam wiedzieć, że mężczyźni umierali z miłości do mnie? Nawet mi aż przykro, gdy się dowiedziałam o tylu zdeptanych
męskich sercach. Bo to ja byłam…
Kleopatrą!
Cała hala zamilkła. A najgłośniej zamilkła Bożenka. Słyszałam jej
przyspieszony oddech. - No cóż - dodałam - tyle kobiet dzisiaj uważa,
że w poprzednim wcieleniu to one były Kleopatrą! Nawet mi do głowy nie przyszło, że prawda jest inna. Nie przypuściłabym w nagłębszym śnie, że
to ja… I prawdę mówiąc, nie jestem szczęśliwa z powodu tego odkrycia -
dodałam skromnie. - Cóż mi po mojej wielkiej urodzie, cóż mi po miłości
tylu mężczyzn, skoro tak młodo musiałam się rozstać z życiem. Wierzcie
mi - mówiłam obłudnie, patrząc na Bożenkę - wolałabym być zwykłą
wieśniaczką znad Nilu, szczęśliwie poślubioną prostemu rybakowi... Niejeden wieczór spędziłam z przyjaciółmi na obmyślaniu kolejnych
"wcieleń". Po jakimś czasie nie było to już potrzebne. Bożenka była
pokonana całkowicie. Nie mogła już walczyć moją bronią, ponieważ nie wierzyła w reinkarnację.
Agafia
Tagi:
kobiecość, kobiety, przyjaźń, regres hipnotyczny, reinkarnacja, sny