Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
kalinafree
Jak mozna skontaktowac sie z wróżką Beata?Czwartek, 05 maja 2011, 19:34
Strona główna » Archiwum » 2006 » 08 » Czarodziejka z Kazimierza
Dalekowschodni mędrcy mieli sporo racji: nie ma problemów, z którymi umysł człowieka nie potrafi sobie poradzić – mówi Beata. – Tę pewność zawdzięczam właśnie kartom tarota.
Odnajduję w nich stale, dla siebie i dla innych, najdoskonalsze odpowiedzi.
– Życzliwe słowa, jeśli tylko płyną z głębi serca, mają moc wielkich zaklęć – zapewnia Beata.
Z zaklęciami w jej własnym życiu bywało jednak różnie. Kiedyś się ich bardzo obawiała. Musiała zostać wiedźmą. To było od niej niezależne, odziedziczyła zdolności po mamie, dobrej i mądrej jak wróżki z bajki, ale też po babce czarownicy. Tajemniczej, dziwnej i bezwzględnej kobiecie.
Matkę swojego biologicznego ojca widziała tylko raz. Była dzieckiem, kiedy ojciec, już po rozstaniu z mamą Beaty, jak za sarmackich czasów porwał córkę z domu w Krakowie i wywiózł gdzieś w lasy, pod granicę z Białorusią. Beata zapamiętała zubożały, drewniany dworek, w którym niepodzielną władzę dzierżyła stara, siwa kobieta. Służyli jej mężczyźni – mąż i synowie, drżała przed nią cała okolica. Ludzie obawiali się zaklęć wiedźmy, mocy jej ziół zbieranych w lesie przy pełni księżyca, obawiali się nawet jej myśli. Podejrzewali o kontakty z diabłem.
– We mnie także budziła strach i wstręt – przyznaje Beata. – Może dlatego, że sypiała na piecu na niewyprawionych, baranich skórach, że wciąż kogoś lub coś zaklinała. I przeklinała.
I może dlatego, że babka zmuszała wnuczkę do uczestnictwa w krwawych rytuałach, w polowaniach i świniobiciach. Potem karmiła ją czerniną – zupą z krwi zabitego zwierzęcia.
Czwartek, 05 maja 2011, 19:34
Piątek, 28 stycznia 2011, 15:40
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.