Szczaw zebrany na łące

Kuba Kuroń wierzy, że wszystko, co żyje, ma w sobie moc – także warzywa i zioła. I od nas tylko zależy, ile jej pobierzemy. Ale żeby w kuchni za bardzo nie odjechał, z góry patrzy mu na ręce zmarły ojciec, słynny kucharz Maciej Kuroń.

Zostałem mistrzem kuchni, podobnie jak Maciej Kuroń, mój ojciec. I podobnie jak dla niego, kuchnia stała się moją pasją. Na pewno często tak jest, że dziecko lekarza zostaje lekarzem, dziecko aktora – aktorem, a prawnika – prawnikiem. Wydawałoby się więc, że w mojej drodze życiowej nie ma nic dziwnego. Ale ona była mi przeznaczona. Chciałem robić coś innego, przez jakiś czas pracowałem na budowie i nawet mi się to podobało, ale to był tylko młodzieńczy bunt. 

Gdy sięgam głębiej pamięcią, gdy przypominam sobie chwile spędzane z ojcem w kuchni, to widzę, że zawsze coś mnie do tych smaków i zapachów ciągnęło. Już jako dziecko czułem w przyrządzaniu potraw jakąś magię. Nawet tych najprostszych. 

U nas gotowanie nigdy nie było zresztą czymś zwykłym, prozaicznym, ale tworzeniem, komponowaniem. Tu szczypta tego, tu tamtego, gałązka takiego, a nie innego ziela... Kucharz, oczywiście dobry kucharz, powinien być artystą. Jedni przeżywają niesamowite chwile, skacząc ze spadochronem, inni – zdobywając szczyty. Ja takie chwile przeżywam w kuchni. Naprawdę czuję wtedy adrenalinę.

Często najpierw sobie wyobrażam jakiś smak, prawie czuję go na języku. Potem wizualizuję potrawę. I wreszcie przystępuję do jej komponowania. Mam wtedy wrażenie, że jestem trochę malarzem, trochę muzykiem, a zwłaszcza wizjonerem. 

Smaki i zapachy dzieciństwa towarzyszą mi nieustannie. Ten cudowny podpiwek, który robiła moja prababcia i przechowywała w butelkach po mazowszance. Albo pachnące latem pomidory zrywane prosto z krzaka. I smak świeżego krowiego mleka oraz zbierająca się na nim śmietanka... Tego się nie da zapomnieć. Z takich prostych produktów moi przodkowie wyczarowywali najsmakowitsze potrawy. I tak jest do dziś. 

reklama


Niedawno pojechałem pod namiot z przyjaciółmi, by tak spędzić swój wieczór kawalerski. Żywiliśmy się tym, co pod ręką – szczawiem zebranym na łące, rybami złowionymi w jeziorze, sałatkami z dziko rosnących ziół. Początkowo koledzy patrzyli na moje poczynania kulinarne z niedowierzaniem, potem byli zachwyceni. Przyznali, że spędzili niezapomniane, wręcz magiczne chwile. 

Wiele zawdzięczam ojcu. On też wybierał prostotę, ale jego potrawy były ósmym cudem świata. Jego bigos to był majstersztyk. Wiem, że ojciec z góry patrzy mi na ręce, żebym za bardzo nie odjechał. Co prawda w kuchni, jak i w życiu, potrzeba nieco szaleństwa. Ale w tym szaleństwie musi być metoda. Sztuka dla samej sztuki to nie jest to, co mi odpowiada. 

Szukając smaków mojego dzieciństwa, wybieram produkty w gospodarstwach ekologicznych i na zaprzyjaźnionych straganach. Rozpoznaję, która marchewka jest nafaszerowana chemią, a która nie. Mam wyczulone zmysły. Wierzę, że wszystko, co żyje, także warzywa, owoce i zioła mają w sobie moc, którą nam przekazują. Ale od nas zależy, ile jej pobierzemy.

Jeśli będziemy z miłością traktować każdą roślinę, ona miłością nam się odpłaci. Również na talerzu. Dlatego nie jest bez znaczenia, w jaki sposób warzywa się przygotowuje do jedzenia. Jak się je kroi, w jaki sposób poddaje obróbce cieplnej itp. To samo dotyczy innych produktów. 

Poza tym potrawa przygotowana z miłością smakuje o wiele lepiej od przygotowanej bez uczucia. To nie znaczy, że nie zaglądam do supermarketów i nie jadam czegoś „na szybko". Dziś to byłoby niemożliwe. Staram się jednak żyć tak, by być blisko natury.

Już teraz mimo młodego wieku czuję się spełniony. Wiem, że piękne chwile można przeżyć w każdym miejscu i o każdej porze. Wierzę w przeznaczenie, czego dowodem jest moja kuchnia. Ale wiem też, że losowi czasami trzeba wyjść naprzeciw.

Jakub Kuroń, szef kuchni firmy Biesiada z Kuroniem Catering i Fundacji Kuroniówka, często gotuje gościnnie w różnych restauracjach. Swoje przepisy prezentuje w internecie. Razem z bratem Janem prowadzą w stacji kuchnia+ program „Kuroniowie rozgryzają". 

Spisała: Bożena Stasiak
fot. TV WORKING STUDIO DLA CANAL+ CYFROWY

Źródło: Wróżka nr 10/2014
Tagi:

Zobacz także

E-jedzenie: co oznaczają symbole E na etykietach?

E-jedzenie: co oznaczają symbole E na etykietach?

Sztuczne dodatki w wędlinach, serach czy słodyczach? Jest ich w sumie ponad 400 i kryją się pod wspólnym symbolem E. Okazuje się jednak, że nie każde E to trucizna. »

4 zasady diety dla zestresowanych

4 zasady diety dla zestresowanych

Stresu nie unikniemy. Dlatego trzeba wiedzieć, jak sobie z nim radzić. A odpowiednia dieta jest jednym ze sposobów. »

Gluten: wróg czy przyjaciel?

Gluten: wróg czy przyjaciel?

Poznaj fakty i mity na temat glutenu oraz diety bezglutenowej. »

Już w kioskach: Wrzesień 2017

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube
Wydanie specjalne 2/2017