Pojawiają się tam, gdzie nie powinno ich być. Z roku na rok coraz więcej z nich wiosną przenosi się z lasów do miejskiej dżungli. Przyrodnicy nie mają wątpliwości, że to krzyk rozpaczy ginącego gatunku, który 50 milionów lat temu „wygryzł” dinozaury.
Sierściuch sztywnowłosy
Zoolodzy żartują, że wschodniego jeża europejskiego od zachodniego można odróżnić tylko tak, jak odróżniało się dwóch takich, co ukradli księżyc – po liczbie kolców. Wschodni ma ich około sześciu i pół tysiąca, zachodni – ponad osiem tysięcy. Tak naprawdę nie służą one wyłącznie urodzie. Dzięki kolcom jeże przeżyły ostatnie 30 milionów lat (tak, tak, jeże pamiętają nawet dinozaury) bez większych zmian budowy.
Choć wydaje się to niemożliwe, jeż nie jest w żaden sposób spokrewniony z kolczatką i jeżozwierzem – jest potomkiem zwykłej ryjówki. Kolce na jego grzbiecie zatem to nic innego jak włosy, które pokrywając się w wyniku ewolucji grubą warstwą keratyny, przekształciły się w zaporę nie do pokonania.
W chwili urodzenia kolce jeża są ukryte w pęcherzu pod skórą i dopiero później przebijają się na wierzch, a następnie sztywnieją. Co ciekawe, tak samo jak nasze włosy, kolce jeży „zużywają się” i są zastępowane nowymi (średnio co 18 miesięcy). Z powodu istotnej funkcji obronnej kolców ich wymiana przebiega stopniowo.
{google_adsense}
Kolczasta kula
Jeż jest zbyt duży, żeby skryć się wśród liści. Na obronę ma płaszcz z kolców. Kiedy uznaje, że grozi mu niebezpieczeństwo, stosuje pewną sztuczkę. Staje się niemożliwą do chwycenia najeżoną piłką. Aż do chwili, kiedy uzna, że niebezpieczeństwo minęło. Może to trwać nawet – jak dzieje się to podczas zimowej hibernacji – kilka miesięcy!
„Mechanizmem” zwijającym jeża w kłębek i jednocześnie ustawiającym kolce na sztorc jest olbrzymi mięsień płaszczowy musculus orbicularis, okrywający cały grzbiet i większość boków. Ale języczkiem u wagi są mięśnie brzucha.
Podczas zwijania sprawnie wciągają do środka kolczastej kuli głowę i nogi. Tak, by pozostała mała dziurka, przez którą bystre oczka i wrażliwy nosek będą mogły obserwować niebezpieczeństwo. Zwinięcie i rozwinięcie zwierzęcia trwa niewiele dłużej niż mgnienie oka.
Wszystkożerca, który nie jada jabłek
Jeż dźwigający na kolczastych plecach jabłko nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Mimo to obrazek taki pokutuje w literaturze (głównie dziecięcej) od I wieku naszej ery. Wymyślił go Pliniusz Młodszy. Rzymski biolog nie wiedział, że jeże nie tylko nie robią zapasów na zimę (bo całą ją przesypiają), ale też owoce jadają tylko wtedy, gdy są one… robaczywe!
Jeże bowiem są drapieżnikami. I nawet mleko jest dla nich zabójcze (krowie powoduje uszkodzenie wątroby, kozie – kamicę nerkową). Podstawą ich jadłospisu są owady, których w ciągu doby muszą zjeść około szklanki. Nie gardzą też jednak żabami oraz jajami i pisklętami. Na szkockich wyspach jeże zagroziły nawet przetrwaniu kilku gatunków i z tego powodu uznaje się je tam za szkodniki.
|
Jak lis do jeża |
|
Jak TO robią jeże? Z natury są samotnikami. Naukowcy zauważyli, że w miastach samce i samice jeży mieszkają w innych miejscach. Podczas gdy panowie wybierają okolice domów jednorodzinnych, samice preferują ogrody na tyłach bliźniaków. Choć często się spotykają, w pary wiążą się w maju. Zwykle na kilkanaście minut trwania aktu. Mogłoby się wydawać, że płaszcz z kolców na grzbiecie będzie utrudnieniem w sytuacji intymnej. I rzeczywiście, dawni przyrodnicy sądzili, że jeże kopulują, zwrócone do siebie brzuchami. Ale to nieprawda. Po krótkiej pogoni po trawie samiec pociera nosem kolce samicy, co wydaje się ją podniecać, choć ta ostrożność może oznaczać, że sprawia mu to ból. Czy podczas aktu samica opuszcza kolce, pozostaje kwestią sporną. Wygląda więc, że – jak w starym dowcipie – jeże kopulują bardzo ostrożnie. |
{google_adsense}
|
Urodzony komandos Dla jedzenia zrobią wszystko. Potrafią podskoczyć aż 70 cm, wspiąć się na wysokość pierwszego piętra i przepłynąć staw. Są szybkie, biegają nawet 7,5 km/h. Sęk w tym, że robią tylko to, na co mają ochotę i nie chcą się niczego nauczyć. |
Jeże na salonach
Wraz z migracją do miast jeże wtargnęły też do kultury popularnej. I to nie tylko w osobie Jeża Jerzego. W miarę, jak rozszerzała się ludzka wiedza na temat zachowań jeży, przestały one przypominać jeżową Mrugalską z baśni Beatrix Potter. Współczesny jeż nie jest już sympatyczną ciapą (jak to bywało w animowanych bajkach z demoludów: „Jak jeżyk zmieniał futerko”, „Jeż Kleofas”), ale pełnym życia i energii bohaterem z krwi i kości.
Jest gotów do bitki (jak znany z gier komputerowych, niebieskokolcy Sonic The Hedgehog) i wypitki (jak nasz Jeż Jerzy z komiksu, a ostatnio też animowanego filmu dla dorosłych). Ale jeże to nie tylko baśnie, gry, kino i komiks. Stanowią też inspirację dla sztuki użytkowej, czego najlepszym przykładem jest projekt pluszaka autorstwa Australijki Anne Geddes.
Ostatnio także jeże stały się oznaką statusu społecznego i dobrego stylu. I tak w Wlk. Brytanii żony piłkarzy i inne celebrytki zamieniły pieski chihuahua na pigmejskie jeże afrykańskie (krzyżówka jeża białobrzuchego i północnoafrykańskiego). Zresztą nie tylko na salonach jeż bywa gadżetem – popularna Superniania z tzw. karnego jeżyka uczyniła narzędzie do tresury dzieci.
Hubert Musiał
fot. Biosphoto/ East News, Biosphoto/ Mak Media Agency,
Nature Picture Library/ BeW, materiały prasowe, Shutterstock.com
dla zalogowanych użytkowników serwisu.