Miała już 25 lat. Najwyższy czas, żeby założyć rodzinę. Z tym był problem. W szkole pracowały same kobiety. Dwóch panów od wf-u zostało dawno rozdrapanych. Postanowiła, że zapisze się na kurs spadochronowy. Może tam pozna fajnego chłopaka.
Obrączka wszystko naprawi
Od razu przypadli sobie do serca. Remigiusz był już po rozwodzie. Żona wyjechała do USA na staż do kliniki lekarskiej i przysłała pozew o rozwód. Zgodził się. Zawsze w małżeństwie jedno kocha bardziej niż drugie. Remigiusz pracował z osobami, które nigdy nie skoczyłyby same ze spadochronem, a bardzo chciały tego doświadczyć. Od razu zaproponował ślub. Nawet nalegał. Chciał nowego małżeństwa, znów obrączki na palcu, która naprawiłaby tamten związek przez nowy.
Poszli do ołtarza po trzech miesiącach znajomości. Pierwszy ślub Remigiusza był huczny, więc tym razem postanowili z Alą, że będzie skromnie, w górach. Zaproszą tylko rodziców i znajomych. Siostra Remka była świadkiem. Alina miała wrażenie, że nie jest zadowolona ze ślubu brata. Wyglądała na złą i naburmuszoną. W siedem dni po ślubie ktoś umówiony na skok nie przyszedł na lotnisko. Remigiusz zadzwonił do żony, że może ona chciałaby z nim skoczyć. Byłoby to jeszcze jedną atrakcją ślubną. Ale Alina musiała zostać w szkole. – Skoczę sam – powiedział mąż. I to były jego ostatnie słowa, które słyszała.
W godzinę później dostała wiadomość z lotniska. Zdarzył się wypadek. Spadochron Remka nie otworzył się. Zginął na miejscu. Ala była zdumiona, że nie cierpi po jego śmierci, jak powinna. Miała nawet do siebie o to pretensje. Zadzwoniła siostra Remka i kazała się jej wynosić z mieszkania. Ale Alina powiedziała, że to nie jej wina, że mąż zginął. Dzieci nie miał, więc mieszkanie przechodzi na nią. Siostra rzuciła słuchawkę.
{google_adsense}
Jaka kobieta tu rządziła przed nią
Jędrzeja poznała na koloniach. Był wychowawcą tak jak ona. Upewniła się, że nie ma żadnego ryzykownego zawodu. Pracował jako urzędnik w ministerstwie. Skończył prawo. Nie uprawiał sportów ekstremalnych, a nawet żadnych. Czasem wyjeżdżał na spływ kajakowy. To wszystko. Nigdy nie miał żony. Jest po trzydziestce, młodszy od niej o dwa lata. W sam raz. Zaprosił ją do siebie. Mieszkał w dziupli, a nie w mieszkaniu. Wszędzie były książki. Na regałach, w stertach przy ścianach zwały książek odziedziczonych po dziadku poli-glocie. Do tego łóżko i stolik. Straszna ciasnota. W miniłazience pełno damskiej bielizny. Ale nie śmiała zapytać, jaka tu rządziła przed nią kobieta.
Książki postanowili oddać do antykwariatu i biblioteki w szkole, w której pracowała. Dziuplę zdecydowali się wynająć. Wszystko rozsądnie, z namysłem, po kolei. Zawsze była perfekcjonistką. Z biegiem miesięcy przywiązała się do Jędrka. Był nieprawdopodobnie czuły i delikatny. Całkowite przeciwieństwo Remka. Wysoki, szczupły, nie tak jak tamten, który wyglądał jak atleta, zwalisty chłop-szafa. Zauważyła, że kiedy wraca wcześniej ze szkoły, a jego jeszcze nie ma, czuje się nieswojo, jakby za nim tęskniła. Seks mieli umiarkowany, nie to co z Remkiem, któremu zawsze było mało i mało. Fajnie się żyło. Chodzili do teatrów, on zawsze w kamizelce i w fantazyjnym fularze pod szyją. Na noc smarował się jej kremem. Bardzo ją to śmieszyło. Zaczęli myśleć o dziecku. – Pana Boga za nogi złapałam – zwierzyła się koleżankom.
Kim jest ta trzecia?
To się stało na przełomie wiosny i lata. Zadzwoniła siostra Remka: – Czy twój nowy mężczyzna, z którym mieszkasz w moim mieszkaniu, ma siostrę?
– Nie, nie ma – Alina z trudem zapanowała nad sobą.
– Bo widzisz, właśnie przed chwilą zobaczyłam w kawiarni jakąś dziewczynę. Bardzo jaskrawo umalowaną. A widziałam kiedyś ciebie z twoim nowym chłopem w teatrze. Jak mogłaś zostać z kimś takim po Remku? Ale do rzeczy. Twój mąż ma charakterystyczne ruchy rąk, gdy gestykuluje. Ta panna w kawiarni, wymalowana jak dziwka, ma identyczne. Więc to pewnie siostra.
– A wiesz – powiedziała Ala – on rzeczywiście ma przyrodnią siostrą. Zapomniałam o niej.
Słuchawkę można już było odłożyć.
Coś ją tknęło. Zadzwoniła do biura, w którym pracował Jędrzej. Zapytała o niego. – To Jędrek jeszcze do pani nie dojechał? Wyszedł dziś wcześniej. Powiedział, że musi jechać do pani do szpitala – usłyszała. Kłamie, pomyślała Alina. Gardziła mężczyznami, którzy kłamią. Gdzieś w szufladzie leżał klucz do jego dziupli. Pobiegła tam bez tchu. Wśród książek zaczęła szukać listów, zdjęć, jakichś dowodów, że nadal utrzymuje kontakt z tą dziewczyną, której ubrania leżały w łazience. Zza regału wyciągnęła dwie peruki. Pewnie ta jego baba przechodziła chemioterapię. Może utrzymuje tę znajomość z litości – układała w głowie coraz dziwniejsze scenariusze.
Pas do pończoch i dwa staniki
Kiedy wróciła do domu, Jędrzeja nadal nie było. Zaczęła więc przekopywać szuflady z jego rzeczami. W jednej z nich, pod stertą swetrów i t-shirtów, znalazła pas do pończoch, pończochy, damskie majtki i dwa staniki. Boże, pomyślała, to fetyszysta. Co ja mam za szczęście – najpierw zwariowany spadochroniarz, a teraz miłośnik damskich majtek.
Zadzwonił telefon. To była znów siostra Remka. Miała rozbawiony głos. – Jeśli chcesz poznać tę pannę z kawiarni, o której mówiłam, to ona cały czas tam siedzi. Piękny widok, nie ma co. Pojechała natychmiast. Przy stoliku, w śmiesznej sukience do połowy uda, w peruce w kolorze marchwi, siedział Jędrzej. Nawet jej nie spostrzegł. Coś wesoło szczebiotał do dwóch równie upacykowanych kobiet. Wybiegła z kawiarni. Na ulicy zwymiotowała.
Kiedy wróciła do domu, od razu rzuciła się do szafy. W furii wyrzucała na podłogę wszystkie jego rzeczy. Później zapakowała je do dwóch kartonów. Na wierzchu ułożyła damskie rzeczy z szuflady. Dopiero wtedy opadła bez sił na fotel. Wrócił po kilku godzinach, w dobrym humorze. – Podobno odwiedziłeś mnie w szpitalu? – powiedziała. – Kłamiesz, chyba zawsze mnie okłamywałeś. Czy zasługuję na to, żeby bliski mi człowiek mnie oszukiwał? Zabieraj te kartony i wracaj do swojej dziupli. Bez słowa zabrał jedno z pudeł i wyszedł z mieszkania. Zaczęło walić jej serce, raz silniej, raz słabiej. To chyba arytmia, pomyślała. Chodziła od ściany do ściany, nie mogąc usiedzieć w miejscu.
{google_adsense}
Majtki na tablicy
Zadzwonił telefon. Znów siostra Remigiusza: – Miałaś, przynajmniej dotąd, nieposzlakowaną opinię w szkole, prawda? Świetny nauczyciel, moralnie bez zarzutu, wzór stawiany innym. Nie chcę już mieszkania, Alusiu, które prawnie jest twoje, ale moralnie moje. A może zgodzisz się je zamienić? Bo ja mam dużo mniejsze. I będziemy kwita. Pamiętaj, teraz o etat w szkole, jeśli się go straci, jest naprawdę trudno, nie sądzisz? A przecież może się tak zdarzyć, Aluniu, że go stracisz. – Jędrek jest najwspanialszym mężczyzną na świecie! – krzyknęła do słuchawki. – Chciałabyś mieć takiego. Ale nie będziesz, bo nikt nigdy cię nie chciał i nie będzie chciał. I więcej do mnie nie dzwoń, bo odłożę słuchawkę.
Zaczęła płakać. Serce waliło jej coraz mocniej. Dostała dreszczy. Nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok z narastającym poczuciem koszmaru. Wstała i znów chodziła od ściany do ściany, ze zdziwieniem uświadamiając sobie, że nawet w połowie nie cierpiała tak po śmierci Remigiusza. Z trudem powlokła się do szkoły. W klasie na tablicy przyczepione taśmą klejącą wisiały damskie majtki. Zapytała, kto to zrobił. Ale dzieci nie wiedziały. Kiedy weszły do klasy, matki już tam były. Myślały, że tak trzeba. Że to jakaś pomoc lekcyjna.
Na przerwie wezwała ją dyrektorka. Dostała od kogoś esemesa, że jedna z nauczycielek mieszka ze zboczeńcem. To, po pierwsze, jest groźne dla dzieci, a po drugie, czy to dobry dla nich przykład? – To prawda, jestem w związku ze zboczeńcem – powiedziała Alina. – Może mnie pani zwolnić. Nie będę dochodziła swoich praw w sądzie. Wybiegła z gabinetu, nawet nie wracając po płaszcz do pokoju nauczycielskiego. Byle szybko do domu.
Zapadła w kilkugodzinny kamienny sen. Kiedy się obudziła, było już ciemno. W internecie znalazła ich stronę. Transwestyci. Wymieniali uwagi, jak się malować, czym najlepiej depilować nogi. I jak ułożyć męskie przyrodzenie, żeby nie sterczało spod minispódnicy. Znów zwymiotowała. Weszła pod prysznic. Stała pod wodą tak długo, aż zbielała jej skóra.
Perełki wśród żon
Jędrzej przysłał esemesa, że przyjdzie po drugie pudło. Jeśli Alina nie chce go widzieć, niech wyjdzie z mieszkania. Usiłowała podnieść się z fotela, ale zupełnie opadła z sił. Był blady jak ściana. Mówił z trudem. Przeprasza za kłamstwa. Po raz pierwszy w życiu kogoś tak pokochał. Bał się ją utracić i dlatego dalej brnął w kłamstwa. Chciał mieć z nią dziecko. Także po raz pierwszy w życiu. Powie całą prawdę. Musi przebierać się od czasu do czasu w damskie rzeczy. Bardzo pragnął założyć, kiedy się kochali, biustonosz. Ale nie śmiał. Usiłował z tym walczyć, ale się nie da.
Jego koledzy z tą samą skłonnością mają żony, które to rozumieją. Doceniają, że są dobrymi mężami. Tworzą grupę wsparcia. Spotykają się często, podtrzymują na duchu, wymieniają uwagi. Zakładają, że ich mężowie mają pewne dziwactwa. Ani zdrada, ani wódka czy inna prawdziwa plaga. Szmaty, tylko damskie szmaty. Mężowie mówią o nich perełki. Perły wśród żon. Ale nie wszystkie tak się zachowują. Niektóre brzydzą się i uciekają.
Jak teraz Alina od niego. Wyszedł do przedpokoju i przyniósł białą różę z czarną wstążeczką. Boże, pomyślała Alina, taką samą położyła do grobu Remigiusza. Więc może jej zmarły mąż przekazał ją teraz Jędrzejowi. Bo jak to inaczej wytłumaczyć? Identyczna róża na długiej łodydze z listkami błyszczącymi jak lakierowane i czarna wstążeczka. Jędrzej zawiązał ją pewnie na znak żalu po związku, który właśnie się rozpada.
Też mi kobieta od siedmiu boleści
Podniósł pudło i zbierał się do wyjścia. Zauważyła, że na powiekach ma resztki cieni. Nagle zaczęła się śmiać. Nie umie nawet porządnie zmyć makijażu, pomyślała. Też mi kobieta od siedmiu boleści. Błyskawicznie dokonała obrachunku. Ma 35 lat. Nie znajdzie lepszego partnera niż ten. Wyobraziła siebie samą w czterech ścianach, chorą z samotności.
Nie umiała być sama. Wyrosła w domu dziecka. Nigdzie żadnej rodziny. Trzymali ją w sierocińcu, aż skończyła studia. Potem wymarzona praca w szkole. Przeraziła się naprawdę. Również tego, że kiedy wyszedł z pierwszym pudłem, zaczęła za nim bardzo tęsknić. Chyba nigdy za nikim w życiu bardziej nie tęskniła. Może więc jednak powinna spróbować, przełamać się, przywyknąć. Musi.
Wyszła na balkon. Stał na ulicy z pudłem, jakby na nią czekał. Padał śnieg. – Wracaj – krzyknęła. – Przeziębisz się, stojąc tak bez ruchu na mrozie. Rzucił pudło na ulicę i bez tchu wbiegł po schodach, nie czekając na windę. – Nie mogę ci obiecać, że nie będę tego robił. Wszystko, ale tego nie – powiedział. Bez słowa poszła do kuchni i nastawiła wodę na herbatę. Nie wiedziała, o czym ma teraz mówić. A milczenia by nie zniosła. – Czy znałeś może siostrę mojego męża, Remigiusza? – spytała, by coś powiedzieć. – Znałem – odpowiedział. – Hania była moją dziewczyną przed tobą. Nie umiałem jej pokochać, musieliśmy się rozstać. Te rzeczy w łazience należą do niej. Nigdy nie chciała ich odebrać.
Barbara Pietkiewicz
dla zalogowanych użytkowników serwisu.