„Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy?”, pytała w połowie lat 70. Danuta Rinn. I sama sobie odpowiadała – nie ma, nie ma!
Wtedy jeszcze daleko było do kryzysu silnej płci. Wciąż funkcjonował supermęski kanon: maniery Jamesa Bonda, umysł Stirlitza, mięśnie Janosika, serce Kmicica. Ten wzorzec zakwestionowano w latach 90. Podano w wątpliwość wszystko, co dotąd uważano za typowo męskie i typowo żeńskie: podejście do życia, wrodzone umiejętności, wrażliwość, reakcje na stres, zachowanie, wygląd. Wszystko się wymieszało i stanęło na głowie.
Dobitnie widać to, a przede wszystkim słychać w filmie „Baby są jakieś inne” Marka Koterskiego. Dwaj niewydarzeni faceci wygłaszają smętno-komiczne konstatacje. Starają się znaleźć powody niefartów, jakie nieustannie stają się ich udziałem. Zwalają je – jakże inaczej! – na swoje partnerki.
Jedyne, co im pozostało z samczych zachowań, to „męskie” przeklinanie. Rzekomi inteligenci wulgaryzmami zastępują znaki przestankowe, żeby sobie dodać jaj. No, ale kobitki nie gorsze – załatwiają potrzeby fizjologiczne w męskiej toalecie, nie racząc nawet przymknąć drzwi. To przecież naturalne! Słowem – baby, owszem, są jakieś inne. Ale faceci też.
– Przez pierwsze dwa tygodnie panie w firmie na wyprzódki robiły mi kawę, zanim nie zorientowały się, że nie jestem chłopcem – zwierzyła mi się eks-studentka. Obdarzona przez naturę androgyniczną urodą, dodatkowo komplikuje rozpoznanie płci biseksualnym strojem. Ta dziewczyna to symbol współczesności. Nie chodzi o wygląd, lecz o wymieszanie elementów żeńskich i męskich w zakresie psychiki, zachowania, obyczajów. I wymianę społecznych ról.
Panowie coraz częściej odkrywają w sobie damskie cechy. I coraz odważniej się do tego przyznają. Ci zaś, którzy upierają się przy wzorcu sexy macho, stają się pociesznie anachroniczni. Tom Jones to już przeżytek minionej epoki.
{google_adsense}
Po zakończeniu zdjęć do „Ślicznotek” Patrick Swayze miał już tak serdecznie dość bycia kobietą, że…
spalił swoje wszystkie filmowe kostiumy i kosmetyki.
Kiedyś facet przebrany za babę gwarantował efekt komiczny. Greps, znany z teatru bulwarowego, znakomicie sprawdził się w komedii „Pół żartem, pół serio”. Pod koniec lat 50., kiedy film powstawał, w USA kobiety były kobiece, a faceci męscy. Arcydzieło Billy’ego Wildera opiera się na absurdzie – Josephine (Tony Curtis) i Daphne (Jack Lemmon) uchodzą za dziewczyny, pomimo wyraźnie niekobiecych gestów i reakcji. Prostoduszni Amerykanie dawali się nabrać na atrybuty kobiecości: sukienka, wysokie obcasy, uszminkowane usta. Kwintesencją tej komedii (o wiele bardziej dwuznacznej, niż zwykło się sądzić) jest scena, kiedy Daphne wyznaje adoratorowi, że jest mężczyzną. „Nobody’s perfect”, słyszy w odpowiedzi. Dziś można to zinterpretować tak: nikt nie jest doskonały, kto nie znajduje w sobie elementów drugiej płci.
Potem pojawiło się jeszcze wiele filmów z facetami w spódnicach. Dustin Hoffman jako „Tootsie”, Robin Williams w roli „Pani Doubtfire”, Patrick Swayze jako drag queen w „Ślicznotkach”, Jude Law w roli topmodelki w „Rage”. Im bliżej współczesności, tym postaci stawały się mniej śmieszne. A potem przebieranki przeniosły się z ekranu na inne dziedziny kultury. Już całkiem na poważnie.
Z machizmem rozprawiają się artyści. Dorota Nieznalska (ta sama, która stanęła przed sądem za „profanację krzyża”) podważyła mit mężczyzny-opoki, silnego, rozważnego i moralnego opiekuna słabszych. Na fotografii zatytułowanej „Potencja” sportretowała umięśnionego faceta w pozie przypominającej „Myśliciela” Rodina. Jej model nie podpiera ręką podbródka, tylko zaciska dłoń w pięść. Drobna zmiana sprawia, że z bohatera uosabiającego refleksyjne podejście do życia mężczyzna u Nieznalskiej zamienia się w agresywnego prymitywa. Takiego, który nie popieści, lecz przywali.
Chyba że trafi na godnego przeciwnika. Jak Kuba Bąkowski, kolejny artysta komentujący płciowe zamieszanie, który zmierzył się – fizycznie! – ze słabszą płcią. I przegrał. W serii zdjęć widzimy go ćwiczącego wespół z Agatą Wróbel. „Kruszyna” nawet się nie poci, podczas gdy artysta pada z wysiłku. „Kobieta mnie bije”, powinien zapłakać jak Maksio z „Seksmisji” Machulskiego. Ale przecież chłopaki nie płaczą… A damy deliberują – gdzie ci mężczyźni?
Monika Małkowska
krytyk sztuki, dziennikarka, grafik
fot. East News
dla zalogowanych użytkowników serwisu.