Małe litery Średnie litery Duże litery

Gwiazdka z kawałkiem serca

Dawanie to wielka radość. Jeśli nie znasz jej smaku, niewiele wiesz o miłości.

Gwiazdka z kawałkiem sercaW filmie „Konwój” jest taka scena – on ma imieniny, ona zaprasza go do siebie i sadza na krześle, znika na moment, a za chwilę wchodzi do pokoju obwiązana jedynie wstążką. Piękny nagi prezent! Ciekawe, co mu dała w następnym roku... Bo tak to jest z prezentami – żeby zachwycały, trzeba je dobrze wymyślić i, niestety, za każdym razem inaczej, powtórki zabronione!!! Ta świadomość zawsze mnie paraliżuje, gdy zbliżają się święta i nadchodzi straszny moment, kiedy JUŻ NAPRAWDĘ MUSZĘ COŚ KUPIĆ.

Normalnie i rozsądnie można by tak: jej perfumy, coś z biżuterii lub szal. Jemu: krawat, skarpetki i wodę po goleniu. Zapach ładny, skarpetki ciepłe, szal w pięknym kolorze. Wszystko się przyda. Jesteśmy zadowoleni. Sprawa z głowy. Tylko czegoś tu brakuje. Wzruszenia, zachłyśnięcia, poczucia, że jesteśmy dla drugiej strony wyjątkowi, Bo skoro ktoś, z kim jesteś blisko, nie znalazł sposobu, jak odkryć tajemnicę twoich pragnień, nie znaczysz dla niego zbyt wiele. Do tego potrzebne są tylko dwie rzeczy: miłość i uważność.

Świąteczni detektywi
– Zaraz po ślubie mąż dawał mi niesamowite prezenty, potrafił  niemal czytać w moich myślach. Raz dostałam pod choinkę   bilet na koncert kapeli, ktorej on nie znosił, a ja uwielbiałam… Dziś mówi: „Kup sobie coś sama, ja nie mam na te głupstwa czasu” – opowiada Iwona, superzadbana czterdziestka. Ona kupuje mu pod choinkę książkę albo perfumy, bo przecież nie zapakuje w bibułkę filmów pornograficznych, które on w tajemnicy przed nią ogląda… Tak się porobiło. Andrzej nie daje żonie pieniędzy na prezent dla niej samej.
{google_adsense}
– Na początku listopada wyciągam ją na przechadzkę po galerii handlowej pod pretekstem obejrzenia świątecznych dekoracji – zdradza pomysł na trafione prezenty. – I uważnie ją obserwuję. Jak się rozpływa w uśmiechu, kiedy mierzy sukienkę. Albo jak dotyka torebkę i wzdychając, odkłada ją z powrotem na półkę ze słowami: „Piękna, ale za droga”. Widzę, przy czym stoi dłużej i jakie perfumy wącha z rozmarzeniem. A dzień później idę i kupuję to, co uznała za zbyt drogie, zbyt luksusowe. Święta są tylko raz w roku!

Jego żona, Justyna, robi dokładnie to samo. Tyle że ona obserwuje Andrzeja przez cały rok. Życzenia wyłapuje między słowami. Kiedyś wymyśliła prezent gwiazdkowy, gdy latem siedzieli na pomoście w Gorzałkach, na Mazurach. Andrzej moczył wędkę. Kiedy ryba zaczęła brać, on zziajał się przy kołowrotku. Szczupak zerwał się z żyłki i dał nura w toń. – O rany, gdybym miał lepszy sprzęt, byłaby kolacja – mruczał ze złością.
– Sprzęt? A jaki dokładnie? – spytała niewinnie. I zapamiętała, co powiedział. Pół roku później jej mąż z wypiekami na twarzy rozwijał długi pakunek. – Skąd wiedziałaś? – zaskoczony i zachwycony patrzył na Justynę. – Nic ci nie mówiłem! Milczała, szczęśliwa, że niespodzianka się udała.

Pary, które są czujne na swoje potrzeby przez cały rok, wiedzą nie tylko, co na pewno przyda się drugiej stronie, ale przede wszystkim, o czym ona skrycie marzy.
Jagoda podczas ubiegłorocznych świąt też zrozumiała, że jej mąż zrobił wszystko, żeby na długo, jeśli nie na całe życie, zapamiętała tę chwilę. Żeby poczuła, ile dla niego znaczy. I wiedziała, że jest gotowy spełniać jej marzenia.

Oto miała dowód. Z pudła opakowanego w biały papier w gwiazdki wyjmowała delikatne filiżanki. Skąd znalazł się pod choinką jej prezent życia? Kremowe filiżanki Rosenthala z cieniutkim pomarańczowym paskiem. Dzbanek do kawy i cukiernica. Właśnie takie wypatrzyła na Allegro. Teraz, gdy przed nią stały, były piękniejsze niż te, które widziała w internecie. Myślała, że nigdy nie będzie jej stać na taki luksus. Ich nie będzie stać. A teraz stoją tu, na świątecznym stole.

– Skąd wiedziałeś? – wyszeptała. Nic nie mówił, ale świetnie było widać, jak bardzo się cieszy.
Dużo później Jagoda dowiedziała się, że Daniel tak długo zamęczał jej przyjaciółkę pytaniami o to, co mogłoby jej sprawić radość, że tamta w końcu mu powiedziała: „Kup jej filiżanki Rosenthala. Przecież marzy o nich od lat, tylko są potwornie drogie, więc nic ci nie mówiła!”.

Wyszoruj zęby, kochanie!
Kruchą porcelanę każdy przyjmie. Ale co z rewelacyjną emulsją na łysienie? Skutecznymi tabletkami na cellulit? Markową frezarką do pięt? Trzeba się naprawdę dobrze znać, żeby wręczyć tak intymny, osobisty prezent. W dodatku mówiący co nieco o naszych niedostatkach… Grażynę aż zatrzęsło, kiedy jej mąż tuż po przełamaniu się opłatkiem wręczył jej karnet na pobyt w spa.

– Już ci się nie podobam? – wrzasnęła i pobiegła popłakać do kuchni. Przybyło jej ostatnio siwych włosów, zmarszczek i czuła się okropnie staro, a tu jeszcze taki cios prosto w serce… Bo to  oczywiste – gdyby uważał, że wygląda dobrze, nie przyszłoby mu do głowy fundować jej upiększania!

Jurek osłupiał. Tłumaczył, że spa poleciły mu dziewczyny w pracy, a ona przecież ostatnio narzekała, że bolą ją plecy. I że w ogóle ma wszystkiego dosyć. Chciał, żeby się zrelaksowała, odetchnęła Ale im bardziej się tłumaczył, tym bardziej robiło się jej przykro… Więc jak to, ma ją już za taką starą, schorowaną i nieapetyczną babę, której laski z jego biura muszą szukać sanatorium? I święta diabli wzięli, bo przeszło jej dopiero koło sylwestra. A Jurek kierował się niczym innym jak troską o nią. Bo miłość można także przecież wyrazić i w ten sposób.Trzeba tylko pomyśleć jeszcze o nastroju obdarowywanej osoby, poznać jej obawy i lęki…

– Najpierw aż mnie zatrzęsło – wspomina Agata – kiedy mój Grzesiek kupił mi pod choinkę… elektryczną szczoteczkę do zębów! Pierwsze, co zrobiłam, jak ją rozpakowałam, to… przejechałam sobie językiem po zębach. Matko Boska, mam brudne? O co chodzi? I spojrzałam na niego zakłopotana. A on zapamiętał, że kiedyś o takiej marzyłam. Drogiej i porządnej. Trochę mi było przykro, że nie jest to nowy zapach Niny Ricci, ale tydzień po świętach perfumy kupiłam sobie sama. Były przecenione prawie o 50 procent. A szczoteczkę mam do dziś, jest świetna! Gdy mamy pewność, że druga strona nie obrazi się z powodu prezentu, za którym kryje się sugestia, a nasze intencje są czyste, możemy zaryzykować. Przysłowie, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło, nie zawsze się sprawdza. Bo żadnego piekła, oprócz wieczornych szlochów, w domu Moniki i Antka nie było.

– Chcę wierzyć, że ubiegłoroczny prezent dostałam z miłości, a nie dlatego, że Antek nie mógł już na mnie patrzeć – wyznaje Monika, która rok temu dobijała do dziewięćdziesiątki. Dziś waży już tylko 73 kilogramy. – Bo kiedy wyjęłam z zielonej koperty, ukrytej między gałęziami choinki, karnet na wizytę u dietetyka i drugi do klubu sportowego dla kobiet, poczułam nagle falę gorąca zalewającą mnie od stóp do głów. Ale nic, uśmiechałam się przez całą Wigilię, dopiero jak poszliśmy do łóżka, pękłam. „Masz mnie dosyć! – rozryczałam się jak dziecko. – Myślisz jak inni, że wyglądam jak kaszalot!”. A Antek był spokojny, rzeczowy: „Jeszcze tak nie wyglądasz, ale jeśli nic nie zrobisz, to tak się stanie! Zależy mi na tobie. Kocham cię, więc daję ci coś więcej niż kolejną książkę albo pierścionek”.

– Dostałam prezent życia – ocenia teraz. – Samą siebie. Zdrowszą i odmienioną. Gdyby nie Antek, nie wiem, czy miałabym na tyle siły, żeby zrobić krok do przodu. I ten podarunek, choć okrutny, bo wytykający mi to, co mnie najbardziej bolało – moją tuszę, wyszedł na mi dobre. Może nawet uratował moje małżeństwo?


Salsa na święta
W poszukiwaniu idealnego podarunku zapominamy, że istnieje jeszcze inny rodzaj daru. Dla dwojga. Przecież stanowimy parę. A wspólny prezent wzmacnia miłość, jednoczy. Jeśli go dobrze wymyślimy, będzie jak jazda na tandemie: blisko, zabawnie i w jednym rytmie. Bo co by było, gdybyśmy rzucili wszystko i poszli na kurs salsy? On nigdy nie chciał? Słoniowe nogi? Ale może płyta z muzyką taneczną pod choinką i rzucona mimochodem uwaga: „Myślę, że jakbyś trochę potrenował, to byłbyś lepszy od Maseraka”, pomoże? No i fakt, że kurs tańca to prezent świąteczny, nada mu inną rangę. Nawet ci, którzy się do tej pory od niego wykręcali, teraz dadzą się ponieść.

Taki prezent to nie fanaberia, ale inwestycja w związek. Tych, którzy są ze sobą blisko, taniec zbliży jeszcze mocniej, a dla par, w życie których wkradł się chłód, być może będzie lekarstwem na uzdrowienie. W filmie „Życie od kuchni” wspólne gotowanie zrodziło miłość, choć na początku nic tego nie zapowiadało. On wygryzł ją niemal z szefowania w restauracji, ona go szczerze nie znosiła. Ale od zupy do makaronu, od pieczeni do deseru – tak to się zaczęło... Może książka kucharska, wspólne gotowanie to szansa i dla nas?

– Wspólny kurs gotowania był najlepszym pomysłem na prezent, jaki kiedykolwiek powstał mi w głowie – zwierza się Magda. – Oboje kochamy włoską kuchnię, ale do tej pory tylko ja przygotowywałam jedzenie. Intuicyjnie. Trochę z przepisów, trochę z podpatrywania dań w restauracji. Żeby nauczyć się gotować profesjonalnie, wpadło mi do głowy, kiedy trzeci dzień z rzędu biegałam po sklepach w poszukiwaniu oryginalnego portfela i krawata, który pasowałby do nowej koszuli męża.

Wszystko było albo brzydkie, albo za drogie. Zrezygnowana i zmarznięta weszłam do kawiarni na herbatę. Ale zanim weszłam, zobaczyłam ogłoszenie o kursie gotowania dla par, który prowadził Włoch. Cena nie była niska, ale też nie zwalała z nóg. Ponadto wszyscy absolwenci kursu dostawali stałą zniżkę do jednej z lepszych włoskich restauracji w mieście. To był pomysł! To samo powiedział mąż Magdy, gdy ich własnoręcznie zrobione tortellini zrobiły furorę podczas karnawałowego przyjęcia dla znajomych. Teraz nie jedzą w firmowych barkach. Po pracy pędzą do domu, żeby coś razem ugotować. Wspólnie przygotowane potrawy smakują inaczej. Gwiazdkowy prezent zmienił ich życie.

Boże Narodzenie może być idealnym momentem do zrobienia czegoś, na co nie ma czasu w ciągu roku. My też możemy znaleźć ten jeden najważniejszy podarunek dla najbliższej osoby. Wystarczy zacząć słuchać. Obserwować. I kochać.


Sonia Ross
{google_adsense}

Prezentowe przesądy

Jeśli wolimy dmuchać na zimne, lepiej powstrzymajmy się od kupowania niektórych rzeczy. Oto lista przedmiotów zakazanych:

Zegarek – podobno odmierza czas, który pozostał do końca znajomości. Wersja makabryczna mówi nawet o czasie, jaki został do śmierci obdarowanego. Może lepiej nie ryzykować?
Perły – nawet te sztuczne, wręczone przez mężczynę kobiecie, wróżą łzy i nieszczęście. Niektórzy twierdzą nawet, że zapowiadają tragedię.
Buty – gdy je komuś damy, obdarowany niechybnie odejdzie z naszego życia.
Chusteczki – jeśli nawet są eleganckie i z monogramem, zapowiadają płacz spowodowany zakończeniem znajomości. Lub rozpacz z innego powodu.
Ostre przedmioty – zapomnijmy o scyzorykach, nożach kuchennych, nożyczkach i ogrodowych tasakach. One jak nic przetną nić przyjaźni łączącą nas z obdarowanym.
Portfel (pusty) – wróży biedę, niedostatek i nieszczęście. Ale jest ratunek: wystarczy włożyć do niego kilka groszy i wróżba się nie spełni.

Gwiazdka z kawałkiem sercaGwiazdy mówią, kto lubi dawać, a kto lubi brać


Baran daje spontanicznie i szczodrze, nie licząc na wzajemność. Zresztą po pięciu minutach zapomina, że coś komuś podarował. Zwykle tego nie planuje, po prostu widzi rzecz, która, jego zdaniem, idealnie nadawałaby się dla męża, siostry czy znajomego. Problem w tym, że właśnie jego zdaniem. Inni niekoniecznie muszą je podzielać, ale tego Baran już nie rozumie.

Byk uwielbia dostawać prezenty, a im droższy i bardziej luksusowy podarek, tym lepiej dla niego. On nie ma problemu z zasadą wzajemności, uważa, że skoro ofiarodawcę stać, to jego sprawa. Sam ostatni sięga do kieszeni, jeśli trzeba na przykład dołożyć się do prezentu dla kolegi z pracy. Za to na siłę wciska niepijącym znajomym domowe wino własnej roboty.

Bliźnięta nie zwracają uwagi na cenę. Potrafią wydać całą pensję na jeden prezent dla dalekiego znajomego, nie martwiąc się, czy starczy im pieniędzy, żeby kupić coś najbliższym. Jeśli nie mają za co kupić – zrobią coś samemu. Nie mają także problemu z braniem, ale należy pamiętać, że dla nich zabawna grafika czy piosenka są więcej warte niż kaszmirowy sweter.

Rak to zdecydowany dawca. Niemal masochistyczą przyjemność sprawia mu odejmowanie sobie od ust, byle tylko dać swojej rodzinie. Nie kupi sobie butów, choć stare zupełnie się rozleciały i całą zimę musi chodzić w adidasach, jeśli małżonek będzie cieszyć się najnowszym modelem notebooka. Radość w oczach tych, których kocha, to dla niego najwyższa nagroda.

Lew ma szeroki gest. Nie potrzebuje okazji, by obdarować tego, kogo kocha, lubi i ceni. Dużo czasu spędza wyszukując podarki – nie mogą być sztampowe i banalne, w myśl zasady: mój prezent świadczy o mnie. W zamian nie oczekuje wiele. Wystarczą mu hołdy, pochwały i wyrazy wdzięczności. Najlepiej w gazecie na pierwszej stronie.

Panna daje chętnie, pod warunkiem, że nie musi wydać na prezent zbyt wiele. To typ, który puszcza dalej zeszłoroczne prezenty. Sama wzbrania się przed otrzymywaniem podarków, tłumacząc, że to zbędny wydatek i naprawdę nie trzeba było. Choć w głębi duszy liczy na to, że pewnego dnia ktoś odgadnie jej najskrytsze życzenia i od stóp do głów obsypie ją prezentami.

Waga kocha dostawać prezenty i jak żaden inny znak potrafi oszacować ich wartość. Dobrze wie, za który prezent należy podziękować miłym słowem, a który wymaga rzucenia się na szyję. Bardzo dużą wagę przywiązuje do wzajemności. Nie lubi mieć długów, więc starannie wyszukuje podarunek dokładnie w cenie tego, który wcześniej od tej osoby otrzymała.

Skorpion to dawca. Ale... z pozoru. Rozdaje prezenty nierzadko zbyt drogie, by obdarowani mogli się zrewanżować. I o to Skorpionowi chodzi! W ten sposób przywiązuje ludzi do siebie, sprawia, że kierowani wdzięcznością i potrzebą odwzajemnienia, zrobią dla niego, co tylko zechce.

Strzelec jest i dawcą, i biorcą. Równie wielką radość sprawia mu wręczanie, co otrzymywanie. Podchodzi przy tym do tematu na luzie i nie przejmuje się, czy jego prezent komuś się spodobał, czy... go obraził.  Daje bezinteresownie, nie licząc na wzajemność. Dlatego prezent, który sam dostaje, jest dla niego zawsze miłą niespodzianką. Nawet dezodorant czy skarpetki.

Koziorożec bierze dużo, daje niewiele. Ma w oczach swoisty rentgen, którym prześwietla każdy otrzymany prezent. Nawet jeśli odetniesz metkę i starannie zamalujesz cenę, dobrze wie, ile co kosztowało. Jest trochę snobem. Bywa, że daje prezenty po to, by zaspokoić swoje ambicje czy wkupić się w łaski kogoś wysoko postawionego.

Wodnik nigdy nie pamięta o okazji, dlatego daje prezenty wtedy, kiedy ma taki kaprys albo właśnie jest „przy kasie”. Wybierając je, kieruje się sobie tylko zrozumiałą logiką. Liczy się dowcip i pierwsze wrażenie po rozpakowaniu. Lubi też dostawać prezenty, ale gdy te mu się nie podobają, powie o tym głośno i bez ogródek. Szczerość ponad wszystko!

Ryby uwielbiają spełniać marzenia swoich najbliższych, dlatego dają chętnie, a ich prezenty są zawsze przemyślane, od serca. Bez wahania oddadzą przyjacielowi ostatnią koszulę lub przygarną w potrzebie pod swój dach. Mają za to ogromny problem z braniem. Szczerze uważają, że nie zasługują na tyle szczodrości i dobroci, bo za mało się poświęcają. Ech...


Jak dają, to bierz!

Często jesteśmy podejrzliwi. Kiedy ktoś daje nam prezent, zastanawiamy się, co się za tym kryje. Skończmy z takim myśleniem, nauczmy się czerpać radość z brania, radzi dr n. med. Tomasz Srebnicki, psychoterapeuta z Centrum CBT.

Gwiazdka z kawałkiem sercaNiektórym ludziom łatwiej jest coś dać, niż wziąć. Dlaczego?
Może to wynikać z poczucia, że jesteśmy mniej ważni, niegodni… Kiedy mamy wrażenie, że nie zasługujemy na prezent i nie jesteśmy warci uwagi, będziemy się wzbraniać przed jego przyjęciem. Taka niechęć może także wynikać z lęku przed bliskością. Dla wielu osób bliskość wiąże się bowiem z zagrożeniem. Albo się boją, że zostaną skrzywdzeni, albo są przekonani, że sami mogą wyrządzić krzywdę. Niektórzy sądzą też, że zbytnia zażyłość sprawi, iż druga strona odkryje, jacy są naprawdę. I to nie pozwala im się otworzyć i przyjąć prezentu jako czegoś oczywistego.


A może jesteśmy skrępowani podarunkiem, bo sądzimy, że za chwilę będziemy się musieli zrewanżować?
To też możliwe. Możemy się wzbraniać, bo będziemy się obawiać, że w zamian za prezent ofiarodawca będzie od nas czegoś chciał, że będziemy musieli być mu wdzięczni. Jesteśmy społeczeństwem podejrzliwym. Prezenty, szczególnie te ofiarowywane bez okazji, mogą rodzić w nas myśl: „Oho, coś się za tym kryje. Czego on od nas chce?”. To wynika również z wychowywania się w takiej kulturze, w której zawsze, aby coś dostać, trzeba najpierw na to zasłużyć.

Ale ten, kto odmawia przyjęcia, robi przykrość ofiarodawcy.
Dlatego jeśli podejrzewamy, że mamy kłopoty z braniem, zastanówmy się, z czego to wynika. Jestem niegodny? A właściwie dlaczego? Skoro ktoś wyszukał dla mnie prezent, przygotował coś dobrego do jedzenia, zrobił na drutach szalik, to widocznie uznał, że jestem ważny. Wezmę więc to z radością, żeby i on poczuł się dobrze. Przyjmując coś, wyrażamy swoją wdzięczność i miłość. Wtedy tamta osoba także czuje się obdarowana. Bo branie to też dawanie.
{google_adsense}

Najdziwniejsze prezenty świata

Fantazja plus pełny portfel równa się często… pomysł na nietuzinkowy prezent. Bo czy gdybyśmy nie mieli milionów na koncie oraz skłonności do ekscentryzmu, podarowalibyśmy przyjaciółce diamentowy pejcz? Raczej nie. Chyba że jesteśmy piosenkarką Lady Gagą. Bo to ona właśnie wpadła na ten pomysł – pejcz wręczyła swojej koleżance po fachu, Beyoncé. Ta sama Beyoncé dostała od swojego męża, Jaya-Z, wyspę. Nie czepiajmy się, nie taką znów wielką: tylko 12,5 ha.

Bogaczka Athina Onassis, choć mogła sprezentować narzeczonemu najnowszy model jaguara, dała mu… krowę medalistkę o wdzięcznym imieniu Esperanca, czyli Nadzieja. Okazuje się jednak, że wcale nie trzeba być multimilionerem, żeby kupić żonie w prezencie helikopter. Dowodem na to jest historia kierowcy tira, Mariusza Klaczyńskiego z Franciszkowa koło Świdnika. Na pamiątkę początku ich znajomości (poznali się podczas uprawiania skoków spadochronowych) sprezentował swojej żonie Marzenie śmigłowiec. Tajemnica jego przystępnej ceny leży w tym, że helikopter wyłącznie stoi, bo jest… makietą. Ale to wcale romantyzmu prezentowi nie ujmuje.

Podobną pasję – darowania sobie dziwnych prezentów, na przykład deski klozetowej czy zepsutych urządządzeń AGD, mieli dwaj kultowi aktorzy: Paul Newman i Robert Redford. Ten ostatni, znudzony opowieściami Newmana o rajdach, dał aktorowi na jego 50. urodziny rozbite porsche przewiązane czerwoną wstążką. Dwa tygodnie później wrócił do domu i znalazł skrzynkę z olbrzymią sztabą metalu.

Redford domyślił się, czyja to sprawka i… zlecił przetopienie tej bryły na ogrodową figurkę, którą kazał postawić w ogródku Newmana. Na metaloplastykę stawia też Roman Abramowicz, który obdarował swoją partnerkę Darię Żukową jej podobizną wyrzeźbioną przez Alberto Giacomettiego. Statuetka kosztowała rosyjskiego biznesmena 14 milionów dolarów. To się nazywa prezent!

Młode dobre małżeństwo

Które pary znają się lepiej: nowożeńcy czy małżonkowie z kilkudziesięcioletnim stażem? Z badań psychologów wynika, że partnerzy, którzy są razem od 40 lat, wiedzą o sobie mniej niż pary zaczynające dopiero wspólne życie. Młodsi (od 19 do 32 lat, ze średnim stażem w związku dwa lata) i starsi (od 62 do 78 lat, czas trwania związku średnio 40 lat i 11 miesięcy) odpowiadali na pytania dotyczące jedzenia, filmów i mebli kuchennych. Pary z pierwszej grupy zdecydowanie lepiej wiedziały, co lubi partner bądź partnerka.

Pobili stare dobre małżeństwa we wszystkich trzech kategoriach. Jak to wytłumaczyć? Naukowcy uznali, że najwyraźniej z czasem spada motywacja do wzajemnego poznania. Dr Benjamin Scheibehenne z uniwersytetu w Bazylei wyjaśnia: „Starsi partnerzy mogą poświęcać sobie mniej uwagi, bo uważają, że ich związek jest już mocny i okrzepły albo uznają, że już wiedzą o sobie wszystko”. Pamiętajmy o tym, kupując świąteczny prezent!

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi: