Najnowsza historia ludzkości nie toczy się kołem, ale kółkami i rolkami. Szczególnie wiosną, kiedy zaczyna się sezon na rowery, rolki i hulajnogi.
Oczywiście, że człowiek, który wymyślił pierwsze koło, był idiotą – stwierdził kiedyś amerykański komik Sid Ceasar. – Geniuszem był natomiast ten, kto wymyślił pozostałe trzy – dorzucił. Faktycznie, pojedyncze kółko na niewiele się nam zda. Jeśli jednak dołączymy do niego choćby jedno dodatkowe, to możemy skonstruować sobie zgrabny pojazd. Tym z kolei udamy się na daleką wyprawę albo przewieziemy ciężkie towary. Koło to rozwój transportu, a zatem handlu i cywilizacji. Bez niego nie byłoby XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej i w konsekwencji pociągów czy samochodów. I wreszcie – nigdy nie mielibyśmy przyjemności jazdy na rowerze czy wrotkach.
Z Mezopotamii czy z Małopolski?
Wynalazca koła pozostaje oczywiście anonimowy. Wiadomo, że pierwsze pojazdy poruszały się na płozach. Do transportowania ciężarów używano pni powalonych drzew. Na ich walcowatej podstawie składano ładunek i popychano go do przodu. Praca była męcząca, bo co i rusz trzeba było przekładać pnie z tyłu na przód „pojazdu”. Ale w tej właśnie metodzie można dopatrywać się początków koła. Przez lata uznawano, że ojczyzną koła jest Mezopotamia.
Na rysunkach i glinianych tabliczkach z Ur znaleziono schematy dwukółek i wozów. Najstarsze datuje się mniej więcej na 3100 lat p.n.e.Czas pojawienia się pierwszego koła nie jest przypadkowy. Ludzkość zaczęła prowadzić osiadły tryb życia, a hodowla i rolnictwo w dużej mierze zastąpiły myślistwo i zbieractwo. Dawniej człowiek wiecznie wędrował. Teraz osiadł i obrastał w przedmioty. Udomowił bydło i zaprzągł je do pracy. Zaczął składować plony, wymieniać towary, a to z kolei wymagało środka transportu.
{google_adsense}
Teoria o mezopotamskim pochodzeniu koła przetrwała do połowy lat 70. ubiegłego wieku. Wtedy to we wsi Bronocice, leżącej na południe od Krakowa, archeolodzy natrafili na pozostałości osady neolitycznej. Jednym ze znalezionych przedmiotów była waza ozdobiona schematycznym rysunkiem wozu z czterema kołami i jarzmem. W okolicy wykopano również kości bydła, na którego rogach znaleziono ślady zaprzęgania. Precyzyjne badanie metodą radiowęglową wykazało, że waza jest starsza od znalezisk mezopotamskich o całe 500 lat!
Być może więc spryciarz, który wymyślił koło, żył właśnie na terenie Polski. Ma to sens, bo samo koło to jeszcze nie wszystko. Żeby jeździć najprostszym nawet wózkiem, potrzebne są odpowiednie warunki. Dlatego też, w kwestii wykorzystania koła, Egipt był „opóźniony” o wiele stuleci – po pustyni jeździć się nie dało, a wygodny transport zapewniały łodzie na Nilu. Tymczasem Środkowa Europa pod względem „nawierzchni” jest ukształtowana korzystnie.
Kwadratura koła
Pierwsze koła były drewniane i pełne, bez szprych. Ich zrobienie wymagało talentu i ogromnego nakładu pracy. Można by pomyśleć, że przecież nie ma nic łatwiejszego – wystarczy odpiłować „plaster” drewna z pnia i gotowe. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, człowiek nie znał wówczas metalu, z jakiego byłby w stanie zrobić odpowiednio wytrzymałą piłę. Używano więc siekierek. Po drugie zaś, drewno cięte w poprzek słojów natychmiast się rozwarstwia i taki pojazd nie ujechałby nawet kilometra. Dlatego też dawne koła robiono z precyzyjnie łączonych ze sobą, odpowiednio przyciętych desek. Dopiero wiele setek lat później pojawiły się koła otwarte, ze szprychami.
Technologia produkcji wymagała znalezienia odpowiednich kawałków drewna i nadawania im kształtu na mokro. Dzięki rozpowszechnieniu się wynalazku koła transport ruszył z kopyta. Również dosłownie, bo przecież trzeba było do wozu zaprząc zwierzę pociągowe. Budowano dwukółki, rydwany, wozy mniejsze i większe. Zmieniały się technologie i materiały, ale po całym świecie jeździły podobnie działające zaprzęgi. Wynalezienie maszyny parowej, a potem silnika napędzanego benzyną czy elektrycznością zmieniło tylko tyle, że w odstawkę poszły konie, osły oraz woły. Ale człowiek to zmyślne stworzenie, więc nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił innych środków transportu, w których podstawą działania jest koło.
Klasyczny dwukołowy bicykl nie był bezpieczny. Siedzący wysoko rowerzyści mieli kłopoty z zapanowaniem nad wywrotnym pojazdem. Jednym ze sposobów zwiększenia stabilności bicykla było dodawanie dodatkowych kół.
Wydaje się, że w historii koła dojechaliśmy już do mety. Nic bardziej mylnego. Nowoczesne rowery i buty z rolkami dowodzą, że ludzka pomysłowość jest nieograniczona.
Na tropie jednośladu
W roku 1976 świat obiegła sensacyjna wiadomość o odnalezieniu nieznanych rysunków Leonarda da Vinci. W restaurowanym przez mnichów manuskrypcie zwanym „Codex Atlanticus” znaleziono szkic… roweru. Normalnego, dwukołowego, z łańcuchem, pedałami i kierownicą.
Od dzisiejszego bicykla różnił się tylko jedną rzeczą: kierownica przyczepiona była do piasty koła tak, że rowerem nie dało się skręcać. Sensacyjne odkrycie obiegło media. Zachwyt był tak wielki, że niemal zupełnie zignorowano sceptyczne głosy naukowców. Mit utrzymywał się dobre 20 lat, ale wreszcie, po solidnych badaniach udało się go obalić: rower da Vinci był oszustwem. Oryginalny rysunek przedstawiał po prostu dwa koła. Reszta została zgrabnie dorobiona.
Zarówno w renesansie, jak i przez następne stulecia, nikt nawet o rowerze nie pomyślał. Idea zrodziła się dopiero w 1816 roku, kiedy to erupcja indonezyjskiego wulkanu Tambora doprowadziła do ochłodzenia klimatu. W efekcie obniżenia temperatur i nieurodzaju w majątku niemieckiego barona Karla Draisa wymarły wszystkie konie. Aby zachować mobilność, późniejszy wynalazca maszynki do mielenia mięsa wymyślił więc nowy środek transportu. Zbudował z drewna ustrojstwo o dwóch jednakowych kołach, ramie i kierownicy. Podróżnik siadał okrakiem na ramie i odpychał się nogami.
{google_adsense}
Pojazd od nazwiska wynalazcy nazwano „drezyną” albo „rumakiem dandysa”. Nie zrobił kariery, bo nie był zbyt wygodny w użyciu. Ale natchnął kolejnych wynalazców. Jednym z nich był niejaki Kirkpatrick Macmillan, szkocki kowal. Kilkanaście lat po Draisie na drewnianej ramie zamontował dwa różnej wielkości ogumione metalowe koła. Napęd dawały pedały, doczepione do tylnej osi. Koło obracało się, gdy jeździec poruszał nogami do przodu i do tyłu. On sam przeszedł do historii jeszcze z jednego powodu: spowodował pierwszy wypadek rowerowy, potrącił dziecko. Nic złego się nie stało, ale i tak wyznaczono mu grzywnę wysokości 5 szylingów.
Potem poszło już z górki: około 1870 roku pojawił się welocyped, który miał wielkie przednie koło i maleńkie tylne. Koło było ogromne, aby łatwo przenosić energię z nacisku na pedały. Tyle tylko, że wystarczył byle kamień na drodze, żeby rowerzysta wylatywał szczupakiem prosto na bruk. Próbowano temu zaradzić, przesuwając małe koło na przód, ale wybrano rozwiązanie prostsze: montowano koła tych samych rozmiarów. W 1885 roku James Starley pokazał pojazd na jednakowych kołach, z przekładnią łańcuchową, wynalezioną zaledwie rok wcześniej. Dzisiejsze rowery niewiele się od niego różnią.
Wokalistka Maria Sadowska jest fanką rolek. Te nowoczesne mają kauczukowe kółka, których parametry można dobrać do swoich umiejętności. Łożyska z dodatkiem silikonu tłumią drgania.
Rolki w roli głównej
Nim jeszcze pierwszy rowerzysta wyruszył w trasę, mieszkańcy Holandii znaleźli sobie inną zabawę. Uwielbiali jeździć na łyżwach, ale latem nie było to możliwe. Około XVIII wieku nieznany wynalazca wpadł na nowatorski pomysł: przymocował do deseczki kilka drewnianych szpulek i całość przyczepił do butów. Tak powstały pierwsze wrotki. W 1760 roku Jean-Joseph Merlin, twórca instrumentów muzycznych, w ramach reklamy swoich wynalazków wyruszył na bal w butach z metalowymi kołami. Wjechał na salę, grając jednocześnie na skrzypcach, lecz stracił równowagę i wyrżnął w wielkie lustro.
To jednak nie zniechęciło innych, bo już w 1819 roku we Francji wydano pierwszy patent na wrotki, a w Niemczech wystawiono pierwszy balet na rolkach. 20 lat później w dużych pijalniach piwa zamówienia rozwoziły kelnerki w butach na kołach. Jednak dopiero w 1863 roku Amerykanin James Leonard Plimpton skonstruował wrotki, na których można było zawracać i jeździć do tyłu. Połączeniem pomysłów na rower i wrotki okazała się hulajnoga. A kiedy 30 lat później pozbawiono ją kierownicy, powstało coś zupełnie nowego: deskorolka.
Wynaleźli ją kalifornijscy miłośnicy surfingu, którzy swoje hobby chcieli przenieść na suchy ląd. W 1959 roku pojawiła się w sklepach pierwsza deskorolka. W pierwszej połowie lat 60. sprzedano ich miliony! Ale rozwój nowego sportu zahamowały doniesienia o licznych wypadkach. Jednak po około dziesięciu latach stagnacji tzw. skateboard wrócił na ulice. Zmieniono kształt deski i dopracowano sposób mocowania kół tak, by można było wykonywać cyrkowe niemal ewolucje. A Kalifornia do dziś jest światowym centrum skateboardingu.
***
W tym punkcie „kołowa” historia świata się urywa. Póki co nie wymyślono żadnego nowego środka transportu opartego na kole, który nie miałby w sobie czegoś z roweru, wrotek, deskorolki czy hulajnogi. Ciągle czekamy na odkrycie, które wywoła transportową rewolucję. Jakieś nowe koło…
Stanisław Gieżyński
fot. Forum, Shutterstock.com
dla zalogowanych użytkowników serwisu.