Próg tajemnicy

Czy pogrążony w śpiączce człowiek czuje? Myśli? Co rejestruje, zapamiętuje, rozumie jego mózg i czy kiedykolwiek będziemy to wiedzieć? O tym, jak pomóc uśpionym, mówi psycholog Jarosław Józefowicz.

Próg tajemnicy Czym jest śpiączka?

W większości świata obowiązuje model medyczny. Jego wyznacznikiem jest założenie, że z człowiekiem w śpiączce nie ma kontaktu. Z różnych przyczyn – cukrzycy, zatrucia, udarów czy urazów mózgu, zawału – jest on pogrążony w śpiączce i medycyna stawia sobie za cel wyrwanie go z tego stanu. Stopień „niebycia” mierzony jest w skali Glasgow, która określa reakcje na dotyk oraz odpowiedzi werbalne i ruchowe. Określane są one w przedziale od 3 do 15 jednostek – gdzie 3 oznacza najgorsze rokowanie, a 15 najlepsze.

Inaczej podchodzą do śpiączki psychologowie pracujący, tak jak Ty, metodą psychologii zorientowanej na proces.

Tak. Mówimy, że śpiączka to odmienny stan świadomości. Różnica znacząca – bo dla nas to nie jest niebyt. Zakładamy, że taki człowiek cały czas jest obecny swoim wnętrzem, psychiką, duszą. Mierzymy ten stan w określonej skali: pełnej świadomości, jednej drugiej świadomości, jednej czwartej świadomości i pełnego transu. Tak skonstruowana skala nie służy zaetykietowaniu pacjenta, tylko temu, by zaznaczyć terapeucie miejsce, w którym człowiek może się znajdować. Najistotniejsze w naszym podejściu jest to, że on cały czas jest obecny i stoi u progu tajemnicy swojego życia. U progu możliwości zbliżenia się do swojej Jaźni, czyli i świadomości, i nieświadomości. Właśnie poprzez śpiączkę człowiek ma okazję zbliżyć się do tej warstwy nieświadomej.

Po co ma się do niej zbliżyć?

W trakcie życia poruszamy się najczęściej tylko w obrębie warstwy świadomej, a ta nieświadoma próbuje do nas przemówić poprzez problemy w relacjach, przez sny i choroby. My ją marginalizujemy, odpychamy, nie poświęcamy jej uwagi. Na przykład czasem spotykamy twardych ludzi, którzy potrafią wygrać z całym światem. Możemy przypuszczać, że podobnie podchodzą do samych siebie. Zadaniowość, osiąganie maksymalnych efektów to ich sposób życia, ich świadome działanie. W takich przypadkach tym, co jest nieświadome, co potrzebuje zaistnieć, jest wrażliwość, delikatność, uważność na swoje wewnętrzne potrzeby.

reklama

Gdy wpadamy w stan śpiączki, proporcje zostają odwrócone. Nie mamy dostępu do świadomości, natomiast jesteśmy wrzuceni do części, która dobijała się do nas przez całe życie. Jeśli praca terapeuty oraz lekarzy się powiedzie i pacjent się wybudzi, ma szansę wrócić do świadomości z zasobami, które odkrył podczas przebywania w śpiączce i wnieść je do swojego życia, żyć pełnią. To naprawdę fascynujące. Kiedy na ludzi w śpiączce patrzyłem z punktu widzenia przeciętnego człowieka, widziałem nieco przerażające w swym bezruchu ciała oplecione rurkami. Teraz podchodzę jak do skarbu. Patrzę na nich jak na tajemnicę, do której szukam dostępu.

Co wiemy o pracy mózgu ludzi w śpiączce?

Tak naprawdę niewiele. Ze śpiączką ściśle związane są takie terminy, jak śmierć mózgu czy stan wegetatywny. Oddają one nastawienie nurtu medycznego do tego typu procesów. Wydaje się, że osoba pogrążona w śpiączce jedynie trwa w otępieniu, zbliżając się do nieuchronnego końca. My natomiast wychodzimy z założenia, że człowiek w śpiączce ma do czynienia z głębokimi procesami wewnętrznymi i duchowymi. Według nas praca z tymi wymiarami, dopełnianie ich ma sens. I w dużej części pomaga ciału dojść do zdrowia. Później rehabilitacja przynosi lepsze efekty. Taki człowiek nie działa z pozycji ofiary, której cudem udało się uniknąć śmierci, lecz z pozycji osoby mającej dostęp do swego wnętrza, chcącej spróbować życia w nowym wymiarze.

Co z punktu widzenia psychologii można zrobić dla ludzi w śpiączce?

Naszym zadaniem jest towarzyszenie im i pomoc w odkrywaniu tego, co się z nimi dzieje. Większość z nich jest pewnie tym głęboko przerażona. Ludzie ci są postawieni wobec spraw do tej pory im niedostępnych. Warstwa, która się do nich przebija, w świadomym życiu była całkowicie marginalizowana. Prawdopodobnie potrzebują na zewnątrz przewodnika, który potrafi dać im wsparcie, poprowadzić w tak trudnym procesie.

Jak?

Przede wszystkim za pomocą komunikacji niewerbalnej, która jest naszą podstawową zasadą pracy z ludźmi w śpiączce. Uważamy, że pracują oni bardzo ciężko, by dać nam jakieś sygnały, skontaktować się. Wszystko, co robią, całe ich zachowanie jest przekazem, tylko że niewerbalnym. Napięcie mięśni, zmiana oddechu, drgnienie palców. Jeżeli ktoś zaczyna reagować na nasze działanie, patrzymy, co to za sygnały. Czy poruszenie dłoni jest znakiem aprobaty, czy wręcz przeciwnie. Kiedy obserwujemy ruchy gałek ocznych, możemy przypuszczać, że pacjent ma jakieś obrazy, że coś mu się marzy, coś widzi. Ale pamiętajmy, że on jest nieświadomy. Tak jak czasem my – wiemy, że mamy kołowrót myśli, ale nie potrafimy ich pojedynczo nazwać.

Kiedy terapeuta zauważy taki sygnał, może powiedzieć: „Widzę, że ruszasz oczami, pewnie coś widzisz”. Może na to dostać zwrot – jakiś grymas, zaczerwienienie skóry. Wtedy docieka: „Widzę, że masz zaczerwienioną skórę, to coś, co kojarzy mi się z gwałtownością”. Następnie łapie kolejne sygnały, próbuje za nimi podążyć. To są sygnały minimalne, na przykład napięcie mięśniowe: ręka leży nieruchomo i nagle się usztywnia, oddech: może stać się pogłębiony, szybszy, spowolniony. Jeśli to są dobre tropy, rozwijamy je w pełną historię, tak by pacjent mógł przeżyć to, czego zabrakło w jego życiu. Dzięki temu otwiera się przestrzeń dla nowych doświadczeń i decyzji.

Czy możesz opowiedzieć o jakimś człowieku w śpiączce, z którym pracujesz?

W tej chwili pracuję z 20-letnim chłopakiem, który na skutek wypadku leży w śpiączce już półtora roku. Praca lekarzy, fizjoterapeutów, moja, a przede wszystkim niesamowite i godne podziwu zaangażowanie rodziny powodują, że jego stan stopniowo się poprawia. Początkowo powtarzały się ataki maksymalnego napięcia ciała, częste i silne ruchy spastyczne, ataki gorączki. Teraz wygląda jak normalny śpiący człowiek, gorączka ustąpiła, chłopak jest rozluźniony. Cały czas jednak komunikacja nawiązywana jest z trudem. To niezmiernie powolny proces, który nie wiadomo, jak się skończy. Teraz chłopiec zawieszony jest między życiem a śmiercią. Są momenty, kiedy wydaje mi się, że ze świadomością reaguje na moje zapytania i że ta praca jest celowa. Ale też dużo jest takich chwil, kiedy nie wiem, czy mu towarzyszę ze zrozumieniem i wsparciem.

Możemy powiedzieć coś o sukcesach w pracy terapeutycznej z takimi ludźmi?

Arnold Mindell, twórca naszej metody, pracował z setkami ludzi w śpiączce i tylko w przypadkach bardzo głębokiego uszkodzenia mózgu nie udawało mu się doprowadzić do wybudzenia. I wyglądało to zupełnie tak jak na filmach – nagłe powroty do tego świata, do świadomości. Kiedyś Mindell został poproszony o pomoc przez zdesperowany personel pewnego szpitala. Ich pacjent, pogrążony w śpiączce osiemdziesięciolatek, leżał w szpitalu od pół roku i przez większość tego czasu wydawał zupełnie niezrozumiałe, za to głośne dźwięki. Nie reagował na zwyczajowe interwencje i próby komunikacji. Mindell zaczął te dźwięki naśladować. Tak wspierany pacjent mógł pójść krok dalej. Po około pół godzinie zaczął wymawiać słowa, a nawet całe zdania. Stopniowo rozmowa się rozwijała.

Okazało się, że mężczyzna ten tkwił pomiędzy stanem ogromnej dyscypliny i poczucia obowiązku, które nie pozwoliły mu nigdy wziąć urlopu, a potrzebą odpoczynku. W wyniku interwencji psychologa procesu dostał pomoc przy zmianie swego nastawienia i – pogodzony ze sobą – odszedł. Jak pisze Mindell: „Stary człowiek zdecydował, że jedzie na wakacje”.

Praca z ludźmi w śpiączce może mieć również takie zakończenie. Nie stawiamy sobie zadania wybudzania pacjentów. Raczej pomagamy im dotrzeć do miejsca, w którym oni sami będą mogli podjąć świadomą decyzję, co dalej.
Człowieka w śpiączce nie traktujemy jak kogoś, kogo nie ma i kogo trzeba przywrócić do życia, tylko jak kogoś u progu tajemnicy. My tę tajemnicę pomagamy odkryć.


Aleksandra Malinowska



Jarosław JózefowiczJarosław Józefowicz
psycholog, absolwent społecznej psychologii klinicznej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Związany z Akademią Psychologii Zorientowanej na Proces, posiada rekomendacje Polskiego Towarzystwa Psychologii Procesu. Felietonista Musu – portalu psychologicznego dla kobiet.

 

Źródło: Wróżka nr 2/2009
Tagi:

Zobacz także

Dworskie sekrety: co robi królowa w swoim pokoju?

Dworskie sekrety: co robi królowa w swoim pokoju?

Wszystko, co dzieje się w prywatnych apartamentach Elżbiety II, otacza tajemnica. Czasem jednak z pałacu Buckingham wydostają się małe sekrety monarchini zdradzane przez jej osobistych służących. »

Las Aokigahara: idealne miejsce na koniec?

Las Aokigahara: idealne miejsce na koniec?

Las Aokigahara zawsze był tajemniczy. Wierzono, że mieszkają w nim duchy. Miejscowi trzymają się z daleka. Mówią, że kto zbytnio zapuści się w las, nigdy już nie wyjdzie. »

Żegnaj, smutku!

Żegnaj, smutku!

Historia Tamary pokazuje, że czasem można namalować swoją przyszłość z elementów przeszłości... »

Już w kioskach: 2018


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2019