Masaż kocich łap

Masaż Lomi Lomi Nui to nie żadne hawajskie hokus-pokus. A jednak wystarczy jeden zabieg, by zmniejszyło się napięcie w karku, nogi stały się bardziej elastyczne, a umysł wyciszył.

Hawajski masaż Lomi Lomi Nui pokazał mi życie od zupełnie nowej stronyHawajski masaż Lomi Lomi Nui pokazał mi życie od zupełnie nowej strony. Dwie godziny wyciszenia, odprężenia, relaksu przy dźwiękach hawajskiej muzyki, z dotykiem, pod którym roztapiają się nie tylko napięcia dnia codziennego, ale i głębsze, ukryte stresy. Miałam wrażenie, że zdejmowano ze mnie warstwa po warstwie to, czego już nie potrzebowałam! Z oczu płynęły mi łzy radości i wzruszenia. Wcześniej bardzo się garbiłam. Byłam spięta i schowana w sobie. Ale po masażu przez parę dni chodziłam wyprostowana, bo tak było mi najwygodniej. Dzięki temu po raz pierwszy doświadczyłam prawdziwego oddechu, a to z kolei bardzo poprawiło jakość mojego życia! – opowiadała jedna z moich klientek, Monika.

Moje życie przed pierwszą sesją masażu również przypominało emeryturę. Utrata smaku i barw. Ciepłe kapcie i bezruch. Do tego bolał mnie każdy centymetr ciała, lekarze nie wiedzieli, co mi dolega, a w wieku 25 lat brałam już trzy tabletki na nadciśnienie i jedną na serce… W pewnym momencie racjonalna, poukładana Agnieszka, którą wtedy byłam, miała już dość samej siebie, bólu, tabletek i mądrych głów w białych kitlach. Potrzebowałam ukojenia, a znane mi środki nie pomagały. Z pomocą przyszedł stary, dobry internet…

Cud na zawołanie

Trudno jest opisać sam masaż. To tak jakby opowiadać, jak smakuje owoc mango, nigdy go nie jedząc – nie odda się esencji. Ja w trakcie pierwszej sesji miałam wrażenie, że się przepoczwarzam. Zupełnie jakby masażysta ściągał ze mnie dłońmi starą skórę i pomagał mi ponownie się narodzić. Towarzyszyły temu bóle mięśni, fala wspomnień i uczucie cudownej ulgi, że wreszcie nic nie muszę. Nikt ode mnie niczego nie chciał, nikim nie musiałam się zajmować. Masaż wydał mi się tańcem, pełnym pasji i miłości – mojej do samej siebie i drugiego człowieka do mnie. Masażysta dzielił się tym, co miał, a ja pierwszy raz poczułam prawdziwą, bezwarunkową miłość. Zobaczyłam, że można cieszyć się swoim ciałem, że można czuć się pięknie, bez kompleksów, wolna – choć przez chwilę.

reklama

Po wyjściu z gabinetu na każdym kroku zaskakiwała mnie intensywność doznań. Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, że świat ma kolory, a nie jest szary… I postanowiłam dążyć do tego, by zdarzało mi się to częściej.Pół roku wzbraniałam się przed pójściem na kurs masażu. Ciężko mi było wyobrazić sobie siebie dotykającą obce ciała. „Przecież jestem dziennikarzem, człowiekiem słowa, większość czasu spędzającym przed komputerem albo na rozmowach z ludźmi, a nie na ich dotykaniu”, myślałam, „to nie dla mnie”. Ziarno Lomi jednak już we mnie zakiełkowało i cały czas rosło, nie pozwalając o sobie zapomnieć. A kiedy stało się sporą rośliną, nie mogłam dłużej ignorować głosu, który nakazywał mi zrobić coś ze swoim życiem. I tak znalazłam cudownych nauczycieli Lomi Lomi Nui, Danutę i Jerzego Adamczyków, którzy zatroszczyli się o mnie jak o własne dziecko, nakarmili miłością, a potem wypuścili w świat, bym leciała wolno.

Nie miałam ani grosza na kurs, ale bardzo chciałam w nim uczestniczyć. A kiedy mówi się wszechświatowi: TAK, on potrafi czynić cuda. Zakręcił więc rogiem obfitości i w ciągu dwóch tygodni wpłynęła na moje konto dokładnie taka suma, jakiej potrzebowałam! Zapłacono mi zaległe honorarium za książkę. Starczyło jeszcze na stół do masażu. Magia zaczęła pracować na moją korzyść. Całą sobą wpadłam w ten hawajski świat dotyku, bezwarunkowej miłości i transformacji. Zrezygnowałam z regularnej pracy, by dać sobie szansę pójścia inną ścieżką. Już nie rozumu, ale serca. Półtora roku po pierwszym kursie byłam instruktorem masażu.

Kahunowie i święty ogień

Dosłownie „lomi” znaczy: ugniatać, uciskać. W wolnym tłumaczeniu to „dotyk miękkiej łapy zadowolonego kota”. Ale na Hawajach mianem lomi określa się masaż. A powtarzając jakieś słowo, Hawajczycy zwielokrotniają jego moc. „Lomi lomi” to tak jakby „masaż masaż”, czyli coś zdecydowanie więcej niż masaż. Hawajskie „nui” oznacza: jedyny w swoim rodzaju, ważny, szczególny.

Pierwotnie masaż Lomi Lomi Nui praktykowano wyłącznie w świątyniach, a wykonywali go kahuni, czyli uzdrowiciele. Masowany kładł się na kamiennym ołtarzu, podgrzewanym od spodu świętym ogniem. Sam masaż zaś nie przypominał zabiegu, ale podniosłą uroczystość przy akompaniamencie uzdrawiających pieśni i modlitw. Był czymś w rodzaju rytuału inicjacji, przygotowania do nowego etapu życia. Lomi Lomi Nui oczyszcza ciało i umysł z tego, co zbędne, a w to miejsce przynosi nową energię, siłę, gotowość do zmian.

Nie każdy mógł doświadczyć tego kociego dotyku. Był on zarezerwowany wyłącznie dla ważnych osób w społeczeństwie. Często przed podjęciem trudnych decyzji masowano władców przez wiele godzin, a nawet dni. Tak długo, aż mieli czyste ciało i umysł. Wtedy byli gotowi wydać osąd najlepszy z możliwych.

Źródło: Wróżka nr 2/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020