Zaznali miłości szczęśliwej


Filipowicz umarł w 1990 roku na raka płuc. Umarł w lutym, w swoim łóżku, we śnie. Umarł szczęśliwy, bo doczekał wolnej Polski, bo do końca była z nim ukochana kobieta. Wyjątkowo Wisława została u niego na noc. Położyli się razem spać. Obudziła się już tylko ona.

Nie rozpaczała, w każdym razie nie robiła tego publicznie. Napisała kilka wierszy.

Przyjmuję do wiadomości,
że – tak jakbyś żył jeszcze –
brzeg pewnego jeziora
pozostał piękny jak był. (...)
Na jedno się nie godzę.
Na swój powrót tam.

Była konsekwentna. Po śmierci Kornela nigdy nie pojechała do miejsc, gdzie bywali razem. Najbardziej przejmujący wydaje się wiersz Szymborskiej o czarnej kotce Mizi, która po śmierci pisarza, podobnie jak Wisława, długo nie mogła znaleźć sobie miejsca.

Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu (...).

Nigdy, na żadnym publicznym spotkaniu nie powiedziała tego wiersza na głos. Robiła wszystko, by swój ból po stracie ukochanego zachować wyłącznie dla siebie. Nie zawsze się udawało. Kiedy w 2008 roku w Palermo recytowała dla miejscowych studentów swój wiersz „Miłość od pierwszego wejrzenia", gdy wypowiedziała słowa: Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, / a księga zdarzeń / zawsze otwarta w połowie, głos nagle jej się załamał, z trudem ukryła wzruszenie.

Po wielu latach od śmierci Kornela Filipowicza Wisława Szymborska wyjawiła w trakcie wywiadu dla pewnej niemieckiej telewizji powody, dla których nigdy się do ukochanego nie przeprowadziła. – To był cudowny człowiek, świetny pisarz – powiedziała. – Nie mieszkaliśmy razem, bo nie przeszkadzaliśmy sobie. Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie.

reklama


Nigdy o nim nie zapomniała. W każdą kolejną rocznicę śmierci Filipowicza zapraszała do siebie wspólnych przyjaciół, na jego wspominanie. Angażowała się w wiele projektów, których celem było ocalenie od zapomnienia pamięci o nim.

W 1996 roku Wisława Szymborska dostała za swoją poezję Nagrodę Nobla. Odebrała ją w Sztokholmie. Jak to ona, nie potraktowała sprawy zupełnie poważnie. Bawiło ją, że udało jej się namówić króla Szwecji na wspólnego papieroska po uroczystości.

Gdy wróciła do Polski, zwierzyła się przyjaciołom, że bardzo żałuje, że tej całej hecy nie może zobaczyć Kornel. I że to on powinien dostać jako prozaik Nagrodę Nobla. I że gdyby to od Szymborskiej zależało, oddałaby mu te wszystkie splendory. – Zakochana kobieta gotowa byłaby ukochanemu nawet Nobla oddać – potwierdził tę historię pisarz Jerzy Pilch.

Lżej umierać

Wisława Szymborska zmarła w 2012 roku. Podobnie jak człowiek, którego pokochała z całego serca: zmarła w lutym, w swoim łóżku. Po prostu nie obudziła się. Podobnie jak on umarła na raka płuc.

Niedługo przed śmiercią wróciła do jednego ze swoich wierszy, najbardziej bliskich jej sercu.

Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.

Podobnie jak Kornel Filipowicz, tak i Wisława Szymborska, mimo ciężkiej choroby odeszli raczej lekko. Pewnie także dlatego, że zaznali miłości szczęśliwej. Choć nie wszyscy musieli o tym wiedzieć.

Sonia Jelska
Muzeum Literatury/East News,
SIPA/EAST NEWS, shutterstock

Przy pisaniu artykułu autorka korzystała m.in.: z książki Anny Bikont, Joanny Szczęsnej „Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele, sny", z tekstu tych samych autorek, opublikowanego w „Gazecie Wyborczej", z filmu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, poświęconego poetce, oraz z twórczości i różnych publicznych wypowiedzi Wisławy Szymborskiej.

Źródło: Wróżka nr 2/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube