Na własnej skórze

Są naukowcy, którzy na samych sobie przeprowadzają eksperymenty. Narażają własne życie, by wyjaśnić zagadki nauki. Szaleńcy to czy geniusze?

Michael Smith, student z Uniwersytetu Cornella, bada ewolucję pszczół. Wie o nich prawie wszystko i nieraz został przez nie użądlony. Pewnego razu owad ukłuł go nawet w jądro. Smith zdziwił się, że ukłucie wcale nie było tak bolesne. Zaczął przeglądać literaturę naukową, by się dowiedzieć, które miejsca na ciele człowieka są najbardziej wrażliwe na użądlenia pszczół. Ku swojemu zdziwieniu nie znalazł żadnej informacji na ten temat.

Natrafił jedynie na artykuł Justina Orvela Schmidta, entomologa z Instytutu Biologicznego Uniwersytetu Arizońskiego, który stwierdza, że natężenie bólu po użądleniu pszczoły zależy od miejsca ukłucia. I tyle. Smith postanowił więc wypełnić tę lukę w nauce. Łapał pszczoły i przykładał je do 25 wybranych miejsc na swoim ciele. Później oceniał natężenie bólu w skali od 1 do 10. Do każdej części ciała przykładał pszczoły po trzy razy i zawsze zaczynał od ukłucia na przedramieniu. Chodziło o to, by mieć punkt odniesienia i móc w miarę obiektywnie ocenić natężenie bólu.

Badania prowadził przez 38 dni. Potem w czasopiśmie naukowym „PeerJ" opublikował wyniki swoich eksperymentów. Ustalił, że najbardziej bolesne są ukłucia w nos, które określił jako „pulsujące i elektryczne", oraz w górną wargę i penis. Najmniej bolały zaś użądlenia w głowę, ramię i czubek środkowego palca stopy. Stawką w tych badaniach było życie.

reklama


Niektórzy naukowcy za próbę wyjaśnienia zagadek natury zapłacili najwyższą cenę. Aleksandr Bogdanow, rosyjski fizyk, filozof i ekonomista, szukał sposobu na wieczne życie. Zaczął przetaczać sobie krew pobraną od różnych ludzi. Wykonał 11 zabiegów, aż trafił na krew osoby chorej na gruźlicę i malarię. I zmarł.

Otto Lilienthal na skonstruowanych przez siebie szybowcach odbył kilka udanych lotów. Ale raz coś poszło nie tak. Miał wypadek, a dzień później już nie żył.

Również Thomasa Midgleya, inżyniera i wynalazcę freonu, zabił jego własny wynalazek. Skonstruował urządzenie – system lin i bloczków, które miało jemu, osobie przykutej do łóżka, pomagać samodzielnie się z niego podnosić. Pewnego razu uczony pociągnął niewłaściwą linkę i się udusił.

Na ratunek chorym

Pierwszym uczonym, który sam na sobie przeprowadzał doświadczenia, był Sanctorius z Padwy. Trzydzieści lat żył na skonstruowanej przez siebie wadze i regularnie ważył siebie oraz wszystko, co jadł i wydalał. Na podstawie tych pomiarów ukuł pojęcie „niedostrzegalnego oddychania". Jego eksperymenty wydają się czystym wariactwem, ale to one dały podstawy do badań nad metabolizmem.

Za szaleńca brano też Jonasa Salka, wynalazcę szczepionki przeciwko paraliżowi dziecięcemu, zwanemu chorobą Heinego-Medina lub polio. W 1955 roku jego preparatem zaczęto szczepić amerykańskie dzieci. Gdy podano ją 440 tys. maluchów, zaczęły się kłopoty. U 250 dzieci pojawiły się niegroźne powikłania, ale u 150 wystąpił częściowy lub całkowity paraliż. Jedenaścioro zmarło. Szczepionkę wycofano z rynku, a Salk zaczął ją udoskonalać.

Źródło: Wróżka nr 6/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020