Diabeł tkwi w słodzikach

Cukier czy sztuczny słodzik? Jeden diabeł! Na szczęście Matka Natura przychodzi z pomocą wielbicielom słodkiego smaku.

Całkiem niedawno w restauracji byłam świadkiem sceny jakby żywcem wyjętej z serialu komediowego. Siedząca przy stoliku dziewczyna o dość obfitych kształtach z zadowoleniem zamawiała chyba najbardziej kaloryczne dania z karty: firmowy hamburger podawany z plastrem bekonu, duże frytki i sos śmietanowy. A na deser ciastko francuskie z konfiturą.

– Co do picia? – zapytał kelner. – Cola light! – powiedziała, akcentując ostatnie słowo. – Przykro mi, ale nie mamy napojów dietetycznych – grzecznie oznajmił wysoki brunet. – To mnie jest przykro! – odpowiedziała poirytowana. – Nie będę piła coli z cukrem. Nie zamierzam przytyć! – wykrzyknęła i wyszła.

Wybieranie produktów „bez cukru" to pierwszy pomysł, jaki przychodzi do głowy osobom, które chcą się odchudzić. Metoda wydaje się racjonalna, bo opiera się na matematyce – chodzi o różnicę dostarczanej energii. Jeśli zamiast zwykłego napoju wypijesz ten z dodatkiem substancji słodzących, odejmujesz z diety konkretną liczbę kalorii. A więc bilans energetyczny pod koniec dnia będzie korzystny. Tym bardziej, jeśli cukier do herbaty czy miód (niestety, jest bardziej tuczący niż kryształ z buraków!) zastąpisz sztucznym słodzikiem. Kalorii zero, a słodki smak pozostaje. Rozwiązanie wydawałoby się genialne. W teorii. Bo w praktyce ludzie wcale łatwiej nie chudną.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek

Jeśli cukier, który kojarzy się z przyjemnością, zastąpimy sztucznym dosładzaczem, nasz mózg potraktuje to jako wyrzeczenie. I żeby zrekompensować nam straty, będzie podsuwał „grzeszne" myśli, np.: „nie odmawiaj sobie tych frytek, skoro pijesz już napój light". Ulegniemy – z odchudzania nici, a dodatkowo ucierpi psychika (patrz: dziewczyna z restauracji).

reklama


A jeśli zaciśniemy zęby i rzeczywiście uda nam się ograniczyć kalorie w diecie? Może nawet schudniemy, ale specjaliści od zdrowego odżywiania i tak nie będą z nas zadowoleni. Bo używając słodzików zamiast cukru, tak naprawdę nie zmieniamy nawyków dietetycznych. Wciąż jemy i pijemy „ulepki" i nie dajemy sobie szans na docenienie gorzkich i kwaśnych smaków czy polubienie wody mineralnej. Jedzenie niskokalorycznych smakołyków nie poprawi też sytuacji „cukrowych ćpunów". Bo to, co naprawdę nas uzależnia, to przyjemność z jedzenia słodyczy.

Zastępując więc burak cukrowy syntetyczną substancją, zwaną np. aspartamem, nie leczymy się z nałogu, a jedynie zmieniamy rodzaj „narkotyku", często zresztą na gorszy.

Od sztucznej słodyczy do cukrzycy

O tym, że nadmiar cukru w diecie to najprostsza droga do tej choroby, wiedzą nawet dzieci. Łatwo to zrozumieć – po zjedzeniu batona poziom glukozy we krwi nagle wzrasta. Aby go obniżyć, organizm wydziela hormon – insulinę. A ta nakazuje komórkom, aby odebrały część energii i... po sprawie. Do czasu, bo kiedy skoki glukozy są częste i gwałtowne, tworzy się tzw. oporność na insulinę. Zmęczony organizm po prostu odmawia nieustannej interwencji. A brak insuliny sprawia, że cukru we krwi jest za dużo. Grozi nam cukrzyca!

Wydawałoby się, że produkty „zero cukru", które nie podwyższają poziomu glukozy we krwi, będą dla nas zbawienne. Niestety, to pułapka – twierdzą naukowcy z Państwowego Instytutu Zdrowia i Poszukiwań Medycznych we Francji, którzy przez 14 lat śledzili sposób odżywiania się ponad 66 tys. Francuzek. Z ich badań wynika, że napoje bez kalorii zwiększają aż o 60 proc. ryzyko zachorowania na cukrzycę w porównaniu z tymi, do których sypano cukier. Jak to możliwe?

Wytłumaczenie jest tylko jedno: natury nie da się oszukać. Gdy bierzesz do ust coś słodkiego, mózg wysyła sygnał do trzustki: „uwaga, idzie cukier, trzeba zaopatrzyć się w insulinę". A ta natychmiast produkuje ów hormon. Tymczasem zamiast cukru – zjadasz słodzik. Glukoza we krwi nawet nie drgnie. I jak ma się czuć biedny organizm? Oszukany! A że potrafi się przystosować do nowych warunków, po pewnym czasie hamuje produkcję insuliny. W tej sytuacji mamy prawie jak w banku, że powiększymy grono osób zagrożonych cukrzycą.

Co z tym aspartamem?

Ten najpopularniejszy chemiczny słodzik wydawał się genialnym wynalazkiem. Jest prawie 180 razy słodszy od cukru, a nie ma kalorii.

Odkrył go chemik poszukujący leku na wrzody żołądka. W laboratorium ubrudził sobie palec i niechcący go oblizał! Okazało się, że substancja jest nie tylko megasłodka, ale i tania w produkcji. Zaczęto więc dodawać ją masowo do żywności light (na opakowaniach ma kod E951). I sprzedawać w formie tabletek, jako zamiennik cukru.

Źródło: Wróżka nr 9/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube