Zła energia kłamstwa

Małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci, duży kłopot – przychodzi mi na myśl powiedzenie, ilekroć klienci pytają o swoje pociechy. Przemknęło mi ono przez głowę, kiedy usiadła przede mną pani Bożena, wdowa po pułkowniku. I rzeczywiście chodziło o jej dwie córki. 

– Nie są już takie młode – mówiła. Ewa skończyła 37 lat, Ania 35. Martwię się, że nie wychodzą za mąż. Nawet nie mają stałych chłopaków. A są naprawdę atrakcyjnymi kobietami. Mój mąż był dla nich bardzo wymagający. Kiedy inne dziewczęta bawiły się, one musiały się uczyć. W domu panowała wojskowa dyscyplina. Żadnych kolegów, żadnych randek... 
– A gdzie jest pani syn? – przerwałam jej. 
– Nie mam syna – odpowiedziała zdumiona. 
– To może córki mają kuzyna – nie poddawałam się. – Widzę młodego mężczyznę z dwójką dzieci. Pani mąż o niego się bardzo martwił. 

Kawalerska tajemnica 

Moja klientka oblała się rumieńcem. 
– Niech pani mówi ciszej – syknęła. – Na korytarzu czeka na mnie Ania. Nie chcę, żeby usłyszała. Mój mąż miał nieślubnego syna. Córki nie mają o tym pojęcia. Dowiedziałam się o jego dziecku krótko po ślubie. Byłam już w ciąży. Bardzo to przeżyłam. Mąż tłumaczył, że to sprawa z czasów kawalerskich. Że mnie kocha i zabronił wracać do tematu. Wiem, że regularnie płacił na syna alimenty. Po raz pierwszy zobaczyłam go na pogrzebie męża... Jego matka utrzymywała przez te wszystkie lata kontakt z siostrą męża. To od niej dowiedział się o jego śmierci. To już dojrzały mężczyzna. Rzeczywiście ma dwoje dzieci i mieszka we Wrocławiu. 

reklama


– Myślę, że to cierpienie tamtej kobiety przeszkadza pani córkom ułożyć sobie życie. Nad ich losem wisi złowrogo kłamstwo. Dlatego mężowi nie było dane zobaczyć ich szczęścia. Przecież kiedyś skrzywdził czyjąś córkę. Ale teraz, po jego śmierci, los pani córek się odmieni... 

Kobieta zaczęła szlochać. Zobaczyła, jak było jej ciężko z tym kłamstwem. Mąż wmówił jej, że tak trzeba dla dobra córek. Przez lata żył w stresie. Mieli być rodziną bez skazy. On robił karierę, ona zajmowała się dziećmi. 

– Powinna pani powiedzieć córkom prawdę. Jeśli nie, zrobi to ktoś inny. I to nie będzie dobre. Ale widzę, że boi się pani męża nawet po jego śmierci. 
– Był starszy ode mnie o dziewięć lat. W domu to on rządził... – szepnęła. – Chciałam, żebyśmy powiedzieli córkom, że mają brata, kiedy starsza skończyła 18 lat, ale mąż się nie zgodził. Nie chciałam się sprzeciwiać, bo miał chore serce. 

Dobra wróżba  

Roztrzęsiona poprosiła mnie o wodę. Kiedy wyszłam po nią do kuchni, zobaczyłam w przedpokoju jej córkę. Anna była podobna do młodego człowieka z mojej wizji. Już wiedziałam, że za dwa lata bardzo zmieni się jej życie i będzie szczęśliwa. 

– Anna jest podobna do swego brata – powiedziałam, podając pani Bożenie wodę. A oboje do swojego ojca, prawda? 
– Też tak uważam – potwierdziła. 
– Ma pani numer telefonu do tego mężczyzny – bardziej stwierdziłam, niż spytałam. 
– Dał mi go następnego dnia po pogrzebie, kiedy zgodziłam się z nim spotkać. Powiedział, że służy pomocą, jeśli będę jej kiedyś potrzebowała. Ma na imię Rafał i jest lekarzem. Bałam się tego spotkania z nim. Że będzie może oczekiwał spadku po ojcu. Ale jemu nie chodziło o pieniądze. Wiedział, że siostry nie mają pojęcia o jego istnieniu. Już jako osiemnastolatek szukał kontaktu z ojcem. I się z nim spotkał. Ponoć rozmowa nie była przyjemna. Szkoda mi chłopaka, ale też szkoda córek. Myśli pani, że ta kobieta nas przeklęła? Mąż mi mówił, że wyszła za mąż, że się między sobą dogadali, i że tak jest lepiej dla dzieci. 

– To nie jest do końca prawda – przerwałam jej. – Ta dziewczyna go kochała. Był jej pierwszym mężczyzną. Miała nadzieję, że się z nią ożeni. Minęło kilka lat, zanim wyszła za mąż. Teraz wreszcie pani może oczyścić los swoich córek i całą rodzinę z kłamstwa. Prawda rozsypała się na kawałki, trzeba ją pozbierać. Dopiero potem przyjdzie szczęście. Jednak musi się pani zdecydować na ten krok do końca stycznia. 
– Urodziłam się w styczniu – szepnęła z uśmiechem. 
– Jest to dobry czas, aby zacząć nowe życie. Ale nie mogę pani do tego zmuszać. Proszę iść za głosem serca.  
Wychodziła pocieszona nadzieją, ale widziałam, że jest jej ciężko. 

Odmiana losu

Rok później wróciła do mnie z obiema córkami. Przyniosły mi kwiaty i zdjęcia Rafała z dziećmi. 
– Córki mi wybaczyły – zaczęła pani Bożena. – Są bardzo szczęśliwe, że mają brata. Okazało się, że Ania poznała fajnego mężczyznę i planują ślub. Tylko Ewa jest wciąż sama. 
– Już niedługo – powiedziałam, zwracając się do Ewy. – Na weselu siostry będziesz się bawiła z przystojnym kawalerem. Wpadnij do mnie z jego zdjęciem, zobaczymy wtedy, co dalej. 

Po ich wyjściu widziałam, że wreszcie idą prostą drogą do szczęścia. Zła energia kłamstwa, która kamieniem leżała na sercu ich ojca, straciła moc. Jestem pewna, że i on teraz śpi spokojnie snem wiecznym. 

Aida Kosojan-Przybysz
fot. archiwum prywatne 

Źródło: Wróżka nr 2/2015
Tagi:

Zobacz także

Znaki rozsypane jak puzzle

Znaki rozsypane jak puzzle

Czułam, że coś wisi w powietrzu, że coś muszę zrozumieć. „To musi być jakiś znak”. »

Jak działa przeznaczenie?

Jak działa przeznaczenie?

Magda miała się dopiero zetknąć z przeznaczeniem... »

O zachowaniu (nie tylko) przy stole

O zachowaniu (nie tylko) przy stole

W każdej rodzinie i każdym towarzyskim kręgu podczas świąt królują podobne dylematy. »

Już w kioskach: 2018


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2019

x