Znaki do nas mówią

Iza otrzymała wyraźną wskazówkę, by zeszła na ziemię, wróciła do natury, do siebie.

 

Znaki do nas mówią

 

Pamięta mnie pani? Mam na imię Iza i byłam u pani cztery lata temu – mówiła radośnie od samych drzwi mojego gabinetu. – Dziś przyszłam, żeby pani podziękować. Natychmiast przypomniałam sobie nasze pierwsze spotkanie. Cztery lata temu Iza weszła do mnie na bosaka, a w ręce trzymała popsute sandały. Powiedziała, że zniszczyły jej się przed chwilą, tuż pod moim biurem. W jednym bucie obcas wszedł w szczelinę w chodniku i odpadł, a w drugim sandale urwały się paski. Pamiętam, że była tym bardzo poruszona.

– Jak to możliwe, że niemal w jednym momencie rozpadły mi się oba buty? – pytała. – To przecież nie mógł być zbieg okoliczności. Jeden but jeszcze bym rozumiała. Ale dwa? To na pewno jest jakiś znak, prawda? – dopytywała.

Iza otrzymała wyraźną wskazówkę, że nadszedł czas, by zeszła na ziemię, wróciła do natury, do siebie. Powiedziałam jej to, jak tylko zamilkła.

– Czuję się tak, jakbym była zawieszona w powietrzu, jakbym nie miała punktu zaczepienia – odpowiedziała. – Wciąż targają mną wątpliwości, w którą stronę pójść, co robić

reklama

– A czy przypadkiem, odkąd urodziłaś dziecko, nie przytłoczyło cię poczucie odpowiedzialności? – zapytałam. – Nie zaczęłaś się bać, że każdy twój ruch może zachwiać poczuciem bezpieczeństwa, którym chcesz je otoczyć? 

– Córka jest największą miłością mojego życia – odpowiedziała. – Zależy mi na tym, żeby chodziła do prywatnego przedszkola, żeby miała świetne wakacje. Mogę jej to zapewnić, bo mam dobrze płatną pracę. Osiągam sukcesy. Każdy na moim miejscu trzymałby się tego. Ale ja...

Zapomniałaś o sobie – wyjęłam jej z ust. – Czy przypadkiem nie tak samo jak twoja mama? Chyba idziesz jej śladem. 

– Moja mama to taki typ odpowiedzialny za cały świat – odparła Iza. – Zawsze pierwsza do ratowania i wspierania wszystkich. Zanim na świecie pojawiliśmy się ja i mój brat, ciągle jeździła na żagle. Marzyła, że opłynie świat. A potem skupiła się na swojej pracy księgowej. Myślę, że jest nieszczęśliwa. 

– Tak jak ty w swojej pracy, prawda? – zapytałam. 

– Mam dosyć układów, kłamstw, jestem zmuszona codziennie robić rzeczy, których nienawidzę, i udawać, że sprawia mi to przyjemność, cały czas chodzę w masce – zaczęła wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. – Kontroluję siebie i swoje emocje, żeby nie wybuchnąć, ale jestem coraz bardziej nabuzowana. Staram się wyciszyć, złapać poczucie równowagi, ale kiepsko mi to wychodzi. 

 

Babcia całe życie spełniała swoje marzenia

 

– Kim jest Franciszka? – przerwałam jej pytaniem.

– To moja babcia. Byłam do niej bardzo przywiązana. Zajmowała się mną, kiedy mama była w pracy. Często razem gotowałyśmy. Mam po niej zeszyt z przepisami, które są w rodzinie od pokoleń, i takimi, które babcia sama zebrała. Wycinała je z gazet, dostawała od koleżanek, czasem udawało jej się namówić jakiegoś kucharza do zwierzeń. Odziedziczyłam po niej pasję do gotowania. 

– Może warto połączyć pasję z pracą? – powiedziałam. – Franciszka ci pomoże, nie ma się co wahać – zapewniłam ją.

– Babcia czasami mi się śni – zdradziła. – Zawsze wtedy, kiedy jestem na zakręcie. Była matką mojego ojca. Mama twierdzi, że jestem do niej podobna. Babcia całe życie spełniała swoje marzenia, mimo że miała na głowie czwórkę dzieci i ogromne gospodarstwo. Nigdy nie odpuszczała, sam fakt, że przed siedemdziesiątką zaczęła śpiewać w chórze kościelnym, mówi, jak wielką miała energię.

– No więc i ty nie odpuszczaj. 

– Założę mały bar ze zdrowym jedzeniem – Iza aż klasnęła w dłonie, zapalając się do nowego pomysłu. – Gotuję teraz zdrowo, bo córka jest uczulona na gluten i laktozę, wyeliminowaliśmy też z diety mięso – wyjaśniła. 

– To będzie rewolucja w moim życiu, ale mam trochę odłożonych pieniędzy, spróbuję. 

– Czyli wracasz do natury, do siebie, słuchasz znaków – uśmiechnęłam się. 

Dzisiejsza Iza, która przyszła mi podziękować, promienieje radością. Przyniosła mi wegańskie ciastka ze swojego baru, ale bar to nie wszystko. Iza prowadzi kursy gotowania, ma kulinarnego bloga. Jest wziętą dietetyczką. Planuje wydać książkę o zdrowym żywieniu, w której oczywiście nie zabraknie kilku przepisów babci Franciszki. Widząc jej determinację i zapał, jestem pewna, że jej się uda. Złapała wiatr w żagle. Całkowicie oddała się swojej pasji.

Chcieć to móc, mówi stare porzekadło. Jakże prawdziwe.

 

Aida Kosojan-Przybysz 
poetka, piosenkarka i jasnowidz w czwartym pokoleniu, dar odziedziczyła po prababce.

Na ten temat

Źródło: Wróżka nr 9/2017
Tagi:

Zobacz także

Mąż pod choinkę

Mąż pod choinkę

W rodzinie Karoliny od trzech pokoleń szczęśliwe małżeństwa zaczynały się od oświadczyn w Wigilię. »

Tak łatwo się pomylić

Tak łatwo się pomylić

Kolejny raz upewniłam się, że nie wolno pochopnie oceniać ludzi. »

Ukryta prawda

Ukryta prawda

Anita miała żal do matki, że nie dała jej odsłuchać nagrania wcześniej. Może by inaczej pokierowała swoim życiem... »

Już w kioskach: Grudzień 2017


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2018