Jak działa przeznaczenie?

Jej mama i babcia w najważniejszym momencie życia zaufały przeznaczeniu. A Magda? Magda jeszcze się z nim... nie zetknęła.

 

Jak działa przeznaczenie?

 

Z takim pytaniem przyszła do mnie Magda, córka Marianny, wnuczka Małgorzaty. Czemu tak ją przedstawiam? Bo podczas każdej wizyty miałam wrażenie, że przychodzi  w duchowym towarzystwie tych dwóch bliskich sobie kobiet, których losy „rzucają długie cienie” na jej życie. Wkrótce poznałam ich historie, w których Magda szukała podobieństw czy wręcz wzoru. A przecież każda z tych kobiet jest inna. Coś jednak łączyło Małgorzatę i Mariannę – w najważniejszym momencie życia zaufały przeznaczeniu. A Magda? Magda jeszcze się z nim... nie zetknęła.

 

reklama

Historie miłosne

 

Małgorzata zakochała się w nieznajomym z pociągu relacji Warszawa-Budapeszt. Wiedziała, że prawdopodobnie nigdy go więcej nie spotka. A jednak w ostatniej chwili z jego powodu zerwała zaręczyny. Los ją za tę siłę uczucia wynagrodził. Nieznajomy okazał się debiutującym aktorem, z którym na wywiad wysłała dziennikarkę Małgorzatę jej gazeta. Do dziś są małżeństwem.

Ich jedyna córka Marianna nie była tak ciepłą, otwartą kobietą stawiającą na wartości rodzinne jak jej matka. Pewna siebie, wybredna w przyjaźniach, obrażalska i trochę szalona, ale jak Małgorzata szanowała podpowiedzi intuicji i wyroki losu. A on wskazał jej ukochanego wśród wielu kandydatów. Otóż Marianna pożyczyła przyjaciółce bransoletkę z czarnych pereł, odziedziczoną po prababce. Rzadko się z nią rozstawała, ale wtedy uległa. Więcej jej nie zobaczyła, bo przyjaciółka rodzinny klejnot... zgubiła! Po trzech latach Marianna zobaczyła bransoletkę w antykwariacie, w Londynie. Nie miała dość pieniędzy, by ją odkupić. Ale dzięki niej poznała młodego, przystojnego antykwariusza, z pochodzenia Polaka. Uznała, że to znak od losu. Zakochani wkrótce pobrali się w Polsce. A bransoletkę panna młoda dostała od teściów w prezencie ślubnym!

 

Zaufać intuicji

 

Z kart wynikało, że w kontaktach z ludźmi Magda ceni szczerość i prostotę, sama zaś jest osobą skromną.

– Rzadko kieruje się pani intuicją – dodałam... – Ale to się zmieni. Pani także dostanie znak. Tak właśnie zadziała przeznaczenie. 

– Może już dostałam – ożywiła się. – Spotkałam po dziesięciu latach swoją studencką miłość. Wtedy nam nie wyszło, teraz Piotr jest sam, umarła mu żona, potrzebuje mnie... Spojrzałam w karty i nie zobaczyłam tego, co ona chciałaby zobaczyć.

– To będzie trudny związek – uprzedziłam.

– Zrobię wszystko, żeby się nam udało – stwierdziła.

A on też będzie się starał? – zapytałam w duchu. Z kart wynikało, że obecne spotkanie z Magdą naprawdę go ucieszyło, ale też że... zamierza wziąć od niej wszystko, co ona mu ofiaruje! Jak to on, bez wzajemności. Po jej wyjściu zaczęłam się zastanawiać, jak to możliwe, że znowu mu uwierzyła. Zapomniała, że kiedyś był z nią i jednocześnie z innymi „koleżankami”. Bo one go uwielbiały, a on nie umiał odmawiać. Ale tak naprawdę kochał się w żonie swojego przyjaciela, krążył wokół ich domu i nie tracił nadziei, że kiedyś ta kobieta obdarzy go uczuciem.

Doczekał się tego już po rozstaniu z Magdą! Po prostu kobietę tę, której imienia Magda nigdy nie wyjawiła, zostawił mąż z długami i bez dachu nad głową. Nie mogła nie skorzystać z pomocy Piotra. Po rozwodzie wyszła za niego. Właściwie sama mu się oświadczyła. A po kilku miesiącach wśród znajomych zaczęły krążyć opowieści o ich toksycznym małżeństwie, jej zdradach i awanturach. Dwa lata temu żona Piotra umarła, a on zapadł się w sobie w rozpaczy. Gdy doszedł do siebie, spotkał na swojej drodze Magdę.

– Rozstałam się z nim – oświadczyła krótko Magda po dwuletniej drugiej odsłonie ich związku. A zaraz potem dodała: – Jestem chora, idę do szpitala.

Rozłożyłam karty. Jak nigdy przedtem miałam dla niej same dobre wieści.

– Pani choroba jest wprawdzie przewlekła, ale wyjdzie pani z niej. Pozna pani mężczyznę, który jest pani pisany. Przeznaczenie da znak.

Magda, jak jej matka i babcia, zazwyczaj robiła sobie drobne prezenty – często, gdy udało jej się wydać książkę. W szkatułce miała zestaw pierścionków, wisiorków i kolczyków. Moją dobrą wróżbę postanowiła „upamiętnić” złotym pierścionkiem z perłą, który podziwiała, ilekroć przechodziła obok witryny jubilera. Nie zdążyła. Zastała sklep zamknięty.

Moja wróżba za to sprawdziła się w stu procentach. Magdą zajął się fantastyczny lekarz, o którym jej przebudzona ze snu intuicja powiadała: „to on”. A jeśli ktoś jeszcze nie wierzy w znaki, to nich wie, że doktor Tomasz włożył na palec Magdy „jej” pierścionek z perłą, który kupił, zanim się o nim od niej dowiedział.

Na ten temat

Anna Złotowska 
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 11/2017
Tagi:

Zobacz także

Znaki rozsypane jak puzzle

Znaki rozsypane jak puzzle

Czułam, że coś wisi w powietrzu, że coś muszę zrozumieć. „To musi być jakiś znak”. »

Mąż pod choinkę

Mąż pod choinkę

W rodzinie Karoliny od trzech pokoleń szczęśliwe małżeństwa zaczynały się od oświadczyn w Wigilię. »

Papież nieznany

Papież nieznany

Karol Wojtyła podjął decyzję o wkroczeniu na drogę duchowną dopiero w 1942 roku. »

Już w kioskach: Luty 2018


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2018