Tydzień przemiany


Beavanowie postanowili podzielić się tym szczęściem. W ciągu kilku lat udało się im namówić na ekologiczne doświadczenie dziesiątki tysięcy ludzi na świecie. W skróconej wersji eksperyment trwa tylko tydzień. Choć dla wielu „eksperymentatorów” to początek znacznie dłuższej przygody z ekologią. Wiosną do projektu dołączyli Polacy. W sumie prawie pół tysiąca osób. Najpierw jednak, w pilotażowym tygodniu, z zaproszenia Fundacji Sendzimira (współpracującej z organizacją No Impact Project) skorzystali m.in. blogerzy. W tym blogerki kulinarne, promujące zdrowe i smaczne jedzenie. Trzy kobiety, które nigdy się nie poznały, połączyło jedno wyzwanie. Każda z nich zdecydowała się na eksperyment z innych powodów.

Tydzień przemiany: Monika BurakowskaKarina Falkiewicz z Puław chciała się dowiedzieć, jakie popełnia błędy, próbując dbać o środowisko. Bo ekologią – i w ogóle alternatywnym, niekonsumpcyjnym sposobem na życie – zaczęła się interesować na dobre dopiero trzy lata temu. Wcześniej, jako studentka psychologii, zafascynowana zwłaszcza psychologią żywienia, przeżyła wstrząs podczas praktyk na oddziale dla anorektyczek i bulimiczek. – Zobaczyłam ofiary cywilizacji, która wymusza na nas,  byśmy za wszelką cenę wyglądały jak modelki, zamienia kobiety, z pomocą reklam i kolorowych pism, w produkty, w sztuczne twory – wyjaśnia Karina. Toteż zbuntowała się przeciw takiej wizji świata i zaczęła szukać własnej drogi.

Monika Burakowska z Poznania, studentka geoinformacji i wzornictwa, swoją drogę znalazła dawno. Właściwie już w domu rodzinnym w Ostródzie na Mazurach, w którym od zawsze zdrowo się żyło i zdrowo jadło. Rodzice – z zawodu chemicy – byli wyczuleni na wszelkie chemiczne dodatki w żywności i od dziecka uczyli Monikę chronić środowisko. Dzięki nim nie musiała się uczyć podstaw od Beavana. Ba, gotowa była z nim podyskutować. – Bo on przykłada ogromną wagę do tego, by drastycznie ograniczyć produkcję gazów cieplarnianych – wyjaśnia. – Oczywiście to ważne, ale moim zdaniem równie ważne, a nawet ważniejsze jest to, byśmy dbali o zasoby, którymi obdarza nas Ziemia. Zwłaszcza o czystą wodę – aby była dostępna zawsze i dla każdego. Do czego więc był jej potrzebny ten eksperyment? Tłumaczy, że chciała skonfrontować zasady nowojorskiego dziennikarza z tym, jak sama postępuje na co dzień. I przyjrzeć się samej sobie, jak dba o to, co dla niej najcenniejsze.

reklama

Sylwia Matyska z Krakowa, z wykształcenia znawczyni Rosji, a prywatnie mężatka i młoda mama, przyznaje, że zdecydowała się na eksperyment, bo zawsze zależało jej na dobrym, zgodnym z naturą życiu. Chciała zdobyć nowe doświadczenia. Ale zrobiła to także dlatego, że szukała oszczędności. Bo cała jej rodzina utrzymuje się z pensji męża Sylwii i mieszka w bloku na peryferyjnym osiedlu Krakowa. W mieszkanku z rozgrzanym jak patelnia balkonem, na którym – tak się do niedawna Sylwii wydawało – nic zielonego nie jest w stanie wyrosnąć. A dziś już rośnie: mięta, szałwia i zioła włoskie. – Zawsze marzyłam o ogrodzie – mówi Sylwia. Ale myślała, że w bloku to niemożliwe. A teraz zioła, a nawet własną rzodkiewkę, sadzi wszędzie – nawet w kuchni i w pokoju.

Im mniej, tym więcej

Co jeszcze się zmieniło? Drobiazgi, ale jakże ważne. Choćby jogurt. Zamiast sklepowego w plastiku – własnoręcznie wyprodukowany w domu. Woda, oczywiście, z kranu, przefiltrowana w dzbanku. Stare pieczywo – niewyrzucane jak dotąd, lecz zmienione w bułkę tartą. I te kanapki dla męża do pracy, w wielorazowym pudełku zamiast w papierze czy folii. Bo choć formalnie to Sylwia brała udział w eksperymencie, jak zwykle okazał się zaraźliwy. Więc od „Tygodnia innego niż wszystkie” jej mąż jeździ do pracy rowerem. Nie zraził się nawet tym, że pierwszego dnia, gdy przesiadł się z czterech na dwa kółka, wrócił do domu przemoczony do suchej nitki. – A ja czekałam na niego z ręcznikiem i z czułością – śmieje się Sylwia. Śmieje się szczerze – bo eksperyment uświadomił jej to, co wcześniej Beavanom z Nowego Jorku: że czasem im mniej się ma, tym ma się więcej. Pieniędzy (bo oszczędności faktycznie okazały się dla Sylwii spore), ale przede wszystkim czasu dla siebie.

Nie wszystko, rzecz jasna, szło zgodnie z planem. A właściwie z przewodnikiem, który dla uczestników eksperymentu przygotowała Fundacja Sendzimira i który prowadził ich dzień po dniu. Eksperyment rozpoczynał się w niedzielę pod hasłem: „Konsumpcji mówimy NIE”. Uczestnicy mieli więc najpierw stworzyć listę rzeczy, które planowali kupić w ciągu nadchodzącego tygodnia. Przewodnik radził ograniczyć zakupy do minimum. Podpowiadał, by czujnie obserwować, co sprawia największą trudność. Następne dni poświęcone były kolejnym ważnym kwestiom, związanym z ekożyciem: ograniczaniu odpadów, transportu, zużywaniu mniej energii i wody, a także ekologicznemu żywieniu.

Dla Sylwii najtrudniejszy okazał się piąty dzień eksperymentu – bez telewizora, radia, komputera. Dla kogoś, kto codziennie prowadzi blog, a na dodatek jest mamą ząbkującej Zosi, był to naprawdę trudny dzień. Chwilami Sylwia czuła się jak bez ręki. No bo nie dość, że trzeba zapomnieć o blogu, to skąd nagle bez internetu dowiedzieć się na przykład, jak złagodzić dziecku ząbkowanie? – Odkryciem dnia było, że zawsze przecież można poradzić się doświadczonej sąsiadki albo zadzwonić po pomoc do mamy – śmieje się Sylwia. A potem znaleźć wytchnienie nad książką, którą przekładało się dotąd tylko z półki na półkę. Można również obok wyłączonego komputera rozłożyć ulubioną grę planszową. – Cudownie jest znów zagrać z mężem w Magię i Miecz – zapewnia z entuzjazmem Sylwia. A wcześniej iść na długi, naprawdę długi spacer z dzieckiem do parku. I wreszcie późnym już wieczorem przy małej lampce zamienić się w alchemika, tworząc z tego, co w zasięgu ręki cudowne smarowidła, balsamy oraz... płyn do płukania tkanin.

Źródło: Wróżka nr 8/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl