Szóste przykazanie


Miała trzydzieści lat i fajne życie, którego nie zamierzała zmieniać. Od samego początku, stawiała sprawę jasno. Nie ukrywała tego, że jest mężatką. Chodziło o to, by po prostu spędzić przyjemnie czas. Nie raniąc nikogo i siebie wzajemnie. Wiedział przecież, że to nie będzie trwało wiecznie, że w jakimś momencie się skończy. I to właśnie był ten moment.

Zanim wstała z łóżka, ujrzała uśmiechniętą, świeżo ogoloną twarz swego przystojnego męża, wchodzącego do sypialni z kubkiem kawy dla niej. I z tego opiekuńczego, troskliwego faceta miałaby zrezygnować dla jakiegoś szalonego, przelotnego romansu? Wypiła łyk mocnej kawy i chciała wstać, ale wtedy poczuła mdłości. Czuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła, jeszcze kiedy brała prysznic.

Pośpiesznie zbiegała po schodach. Naprawdę była już spóźniona. Przy samochodzie spojrzała na zegarek. Dochodziła 8.00. Właśnie powinna zaczynać pracę... W jednej sekundzie wrzuciła kluczyki z powrotem do torebki i rozchlapując kałuże, pobiegła w stronę stacji metra. Był deszcz, zaczęły się korki. Metrem jednak dojedzie szybciej. Kiedy znalazła się na peronie, pociąg już stał. Rzuciła się więc w stronę otwartych jeszcze drzwi.

Pokora

Stał w deszczu od godziny. Nie czuł, jak skórzana kurtka powoli nasiąka wodą i staje się ciężka. Czuł złość. Pomieszaną z upokarzającą nadzieją. No, przecież to nie może być prawdą. Takie sceny ogląda się tylko w filmach. W życiu nie jest to takie proste. Są przecież ludzie, prawdziwe uczucia. Dlaczego więc miał wrażenie, że gra w jakimś filmie z kiepskim scenariuszem.

reklama


W prawdziwym życiu zawsze sam rozdawał karty. Wybierał, bawił się, jak chciał i kończył zabawę wtedy, kiedy mu się znudziło. Tym razem wszystko było odwrotnie. Od początku czuł, że to nie on podejmuje decyzje. To ona go wybrała, bawiła się nim przez trzy miesiące i w końcu odstawiła. Ona – jego! Nie potrafił się z tym pogodzić. Nawet do końca w to nie wierzył. Musiał to wyjaśnić, jeszcze raz porozmawiać.

Dlatego czekał od rana pod jej domem. Doskonale wiedział, o której wychodziła do pracy. Ale od wczoraj wszystko było nie tak. Zbliżała się ósma, a ona jeszcze nie zeszła. Nie poprawiła, tak dobrze znanym mu gestem, swoich blond włosów. Kiedy wreszcie wybiegła, serce zabiło mu mocniej. Ruszył w stronę jej samochodu, ale ona zatrzymała się tam tylko na moment. I zaraz pobiegła w stronę metra. Szczupła, zgrabna, zwinna, zwracająca uwagę przechodniów. Kobieta idealna. Kobieta jego życia. Kobieta, która wczoraj go zostawiła. Poszedł za nią jak potulny pies. Przez chwilę odniósł wrażenie, że coś się stało. Była piękna, jak zawsze, ale bardzo blada. A może mu się tylko tak wydawało?

To wrażenie szybko rozmyło się w strugach deszczu. Kiedy znalazł się na peronie, zobaczył jeszcze jej plecy w otwartych drzwiach pociągu. Rzucił się więc w tym kierunku na oślep. Żeby ją zatrzymać. Zanim zamkną się drzwi. Zanim zniknie w przepełnionym wagonie. Zanim rozpłynie się w ciemności podziemnego korytarza i całkiem ulotni się z jego życia...

Wypadek

To były ułamki sekund. Rozsypane w pamięci trojga ludzi. Zamieniane w słowa, potem w urzędowe zdania i zapisywane w policyjnym notesie. Z dopiskiem: „Nieszczęśliwy wypadek". Przypadkowe osoby, które po prostu znalazły się w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Jedna z nich przypłaciła to życiem. Zdarza się. Ktoś tam wysiadał, ktoś wsiadał w tej samej chwili, ktoś jeszcze wskakiwał w biegu. Zamknęły się drzwi, pociąg ruszył...

Nie było sensu dłużej trzymać trojga świadków. Kiedy usłyszeli, że mogą wrócić do swoich spraw, wszyscy troje, odruchowo, spojrzeli na zegar. Minęła już jedenasta...

W tym momencie łysiejący mężczyzna, w nienagannie dobranym garniturze, zaczął oddychać głęboko. Jakby jakaś niewidzialna, żelazna obręcz, boleśnie zaciskała się na jego gardle. Kobieta w czerwonym płaszczu nerwowo potrząsnęła głową z burzą rudych włosów. Tak, jak po przebudzeniu strząsa się resztki snu. Młoda, ładna blondynka, bezradnie spojrzała na skórzaną kurtkę, pozostawioną w miejscu, gdzie wcześniej leżał czarny, plastikowy worek, z niewyraźnym zarysem ludzkiej sylwetki. Skurczyła się, zgięła w pół. Jej dłoń dotknęła brzucha. Jakby nagle poczuła poranne mdłości...

Przypadkowe osoby, które po prostu znalazły się w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Jedna z nich przypłaciła to życiem.

Edyta Szott
il. E. Banach-Rudzik
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 6/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl