Dziewczyna w białej bluzce


Z roztargnieniem słuchała opowieści, że uczy się w szkole zawodowej na murarza tynkarza, bo to dobry fach, że jego mama sprzedaje na targu kartofle. „Prostak, ale zabawny" – pomyślała. Ma do niego prośbę. Skoro jeździ tak często tą linią, niech rozgląda się wśród pasażerów i przechodniów na trasie, może dostrzeże dziewczynę podobną do niej. Właściwie to jej sobowtóra. Żorżeta nie może o tej dziewczynie zapomnieć, czuje, że coś ją z tamtą łączy.

Podczas drugiego spotkania, kiedy Radek miał zdać sprawozdanie z poszukiwań dziewczyny, pomyślała, że nigdy nie miała do czynienia z kimś takim jak on. Wyszli
z kawiarni na ulicę, zaczął padać deszcz. Żorżeta poślizgnęła się. Obcas z trzaskiem odpadł od pantofla. Bolała ją noga w kostce.

– Trzeba zamówić taksówkę – powiedziała.
Radek zaśmiał się: – Szkoda forsy na taksówkę.
Złapał ją na ręce i niósł, bezczelnie, przez dwa przystanki do domu, nic sobie nie robiąc ze spojrzeń przechodniów.
– Silny jesteś – powiedziała Żorżeta.
– Chodzę do siłowni, a ileż to roboty nieść takie chuchro jak ty.

Nagle pomyślała, że chce spotkać się z nim znowu, następnego dnia. Nawet jeśli jego poszukiwania dziewczyny są bezcelowe. W końcu za kilka tygodni i tak jedzie do Francji. Tylko mama nie może o niczym się dowiedzieć. „Nie czas na randki", od razu powie, masz do przeczytania francuskie podręczniki i tak dalej, i tak dalej.

Radek czekał na nią pod liceum. A potem chodzili po ulicach. Żorżeta dziwiła się, że nie przeczytał książek, które dla niej były ważne, że nigdy nie był w teatrze, że nie ma samochodu i na wszystko musi sam zarobić.

Któregoś dnia powiedziała, że wyjeżdża do Francji na stałe. Radek zbladł. – Zrobię dla ciebie wszystko, co chcesz – powiedział. – Jeśli podasz mi adres, gdzie będziesz mieszkała we Francji, przyjadę tam. Jestem murarzem, znajdę bez trudu pracę. Wiem, że do ciebie nie pasuję, ale chcę cię tylko widywać. – Skończ studia – rzuciła od niechcenia, a wtedy zobaczymy.

Kiedyś zaprosił ją na zabawę. Mama myślała, że jest na dyskotece w liceum. Było tłoczno, ciasno, pachniało piwem. Na niebie mocniej niż zwykle świeciły gwiazdy. „Boże, jak jest pięknie" – pomyślała Żorżeta. „Szkoda, że niedługo muszę wyjechać".

reklama


Zabrały ze sobą z dwie walizy, te same, z którymi Adela przyjechała do Polski. Zostawiła na stole list do męża. Pisała, żeby zostawił je w spokoju, bo obie zaczynają we Francji nowe życie. Nie ma zamiaru umierać ze strachu z powodu jego kontaktów z czeczeńską mafią. „Zachowajmy w pamięci wspólny piękny okres z początku naszego małżeństwa, nie niszcz go jakąś głupią zemstą. Każda miłość kiedyś się kończy i dla mnie nastał właśnie taki czas. Wniosę o rozwód z Francji"– zakończyła.

Żorżecie żal było ojca. Ale skoro hazard był dla niego ważniejszy od rodziny i chciał je skazać na pobyt w starym domu swej matki, to trudno. Jest młoda, za rok skończy 18 lat i ma obowiązek wybrać dla siebie lepszy los. Zresztą, gdyby we Francji jej się nie powiodło, zawsze może wrócić do Polski. Tu także sobie poradzi.

Do Radka nie napisała. Nie podała adresu, numeru telefonu. Poznały go tylko warszawskie przyjaciółki z liceum. 15 lat spędzonych w Polsce rozpłynęło się jak we mgle. Żorżeta zachłysnęła się Paryżem, Warszawa przestała istnieć.

Radek postanowił zrobić generalny remont w mieszkaniu. Matka za życia nie pozwalała niczego dotknąć. Ma być tak jak od wojny. Niczego nie można było ruszyć także w komórce, gdzie od lat leżały stosy starych gazet. Matka, kiedy jeszcze nie było torebek foliowych, pakowała w nie warzywa, które sprzedawała na targu.

Postanowił poukładać je w stosy, powiązać sznurkiem i wywieźć do punktu skupu makulatury. Gazety pokryte były grubą warstwą kurzu. Dmuchnął na którąś, ukazała się strona zadrukowana ogłoszeniami. Rzucił okiem. Na samej górze strony ktoś ogłaszał, że poszukuje dziewczyny, która w tym i w tym dniu jechała tramwajem ubrana w białą bluzkę i spódnicę w kwieciste wzory. „Nie podeszłam, bo spieszyłam się na egzamin. Odezwij się" – pisała. I telefon. Radek czuł, że serce przestaje w nim bić. Więc tamta również dała ogłoszenie. Ale ich anonse się rozminęły. Poszły obie w różne strony.

Wykręcił numer podany w ogłoszeniu. Odezwał się młody głos. Powiedział, że wie o ogłoszeniach. Ta druga, Żorżeta, też je dawała. Umówili się na spotkanie w centrum miasta. Od razu ją rozpoznał. Była podobna do Żorżety jak dwie krople wody. Podał jej rękę. Był blady, serce waliło mu jak młotem.

– Żorżeta? – spytał.
– Nie, Ania – zaśmiała się dziewczyna.
– Skończyłem technikum i politechnikę – mówił jak w gorączce. – Zacząłem czytać książki i chodzić do teatru. Wszystko dla niej. Dla Żorżety. Ale może zrobiłem to dla ciebie, Aniu. Tylko dla ciebie.

Barbara Pietkiewicz
il. Edyta Banach-Rudzik
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 7/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020