Inżynier od cudów


W 1930 roku Alietta uciekła, a Stefan bezradnie rozłożył ręce. Rad nierad, musiał się rozwieść. Miał ponoć pretensje do znajomych, że choć znali jej plany, nic mu nie powiedzieli. Oni z kolei się dziwili, że tego nie przewidział. Przecież był jasnowidzem.

Ostatnie swoje małżeństwo zawarł parę lat przed wybuchem II wojny światowej. Tym razem był to związek bardzo szczęśliwy, pełen obopólnej miłości...

Mistrz z Białorusi

Plotki głosiły, że jego niezwykłe umiejętności pojawiły się pod wpływem wstrząsu psychicznego przeżytego w Moskwie. On sam utrzymywał, że dar ten był efektem wieloletniego treningu umysłu. Otóż w trakcie licznych medytacji wyobrażał sobie, że szyszynka – element mózgu uznawany za tzw. trzecie oko – traci swoją naturalną powłokę i uwalnia postrzeganie pozazmysłowe. Widział więc to, czego nie mieli szans zobaczyć zwykli ludzie.

Ponoć treningu takiego nauczył go niejaki Wróbel, stary cadyk spod Homla (dziś obwodowe miasto na Białorusi). Do jego chaty ciągnęły wtedy pielgrzymki z najdalszych zakątków Rosji. Ossowiecki trafił tam przypadkowo, jeszcze jako student. Wróbel miał przepowiedzieć mu, że w przyszłości stanie się bardzo znanym jasnowidzem. Że będzie też widział aurę człowieka.

W Warszawie mówiło się, że Ossowiecki otrzymał od Wróbla kulę joginów. Miała wspomagać jego niezwykłe umiejętności, ale pod warunkiem, że nie będzie czerpał z nich zysku.

reklama


Ogromne wrażenie na wszystkich robiła jego zdolność widzenia aury wokół ludzi. Znajomi Ossowieckiego bali się zresztą tego najbardziej. Zdarzało się bowiem, że na czyjś widok impulsywnie przepowiadał mu śmierć (aura świadczy o kondycji zdrowotnej człowieka, a nawet o zbliżającej się śmierci).

Ten człowiek umrze

Henryk Maria Fukier, właściel winiarni i składu win w Warszawie opisuje niezwykłe zdarzenie, którego był świadkiem w hotelu Bristol. Kiedyś z kilkoma osobami, wśród nich był Ossowiecki, czekał na windę. Gdy zjechała, wysiadł z niej hrabia Zygmunt Wielopolski – sportsmen w świetnej formie, choć już nie najmłodszy, jak go opisał Fukier. Oczekujący wsiedli do windy, tylko Ossowiecki się ociągał, patrząc za hrabią. A kiedy wreszcie wsiadł, ktoś z obecnych zapytał: „pewnie pan znów zobaczył przyszłego truposza". Na co inżynier odparł: „Przykro mi, ale hrabia rozstanie się ze światem w pełni sił i zdrowia. To kwestia kilku dni". Następnego ranka gazety podały, że hrabia zmarł nagle tej nocy.

W ten sam sposób przepowiedział rychły koniec pewnego dyplomaty. Działo się to w pierwszych tygodniach premierostwa Ignacego Jana Paderewskiego, w Pałacu Radziwiłłowskim. Któregoś dnia Ossowiecki przyszedł tam na wyznaczone mu przez premiera spotkanie. Chwilę wcześniej Paderewski wręczał jednemu z dyplomatów nominację na placówkę zagraniczną. Ossowiecki zobaczył uradowanego nominata wychodzącego z gabinetu.

Jak zdawał potem relację sam Paderewski, podczas spotkania z nim inżynier był do tego stopnia nieswój, że zapytał go, co się z nim dzieje. Wtedy jasnowidz wykrzyknął wzburzony: „Na miłosierdzie boskie, po co wy go wysyłacie za granicę na tę placówkę, przecież on tam nie zdoła dojechać. Jego dni są policzone!". Prognoza sprawdziła się już dwa tygodnie później.

Czytanie listu w kopercie

Bardzo ceniona przez wielu była kryptoskopia uprawiana przez inżyniera – odczytywanie treści bądź znajdowanie przedmiotów ukrytych, bez wchodzenia z nimi w kontakt przez któryś z pięciu zmysłów. Tu liczył się wyłącznie szósty zmysł! Ossowiecki uwielbiał tego typu eksperymenty. Jak wpomina Henryk Fukier, jeden z nich przeprowadził w gronie kilkunastu osób zaproszonych na obiad. Ossowiecki przukuł uwagę zebranych, gdyż właśnie wrócił z Belwederu, gdzie odczytał list zamknięty w szkatułce.

Źródło: Wróżka nr 9/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube