Twoje ciuchy to magia!

Twoje ubranie może być źródłem wielkiej mocy. Trzeba tylko poznać tajemny język guzików, szwów i barw. Oto, jak uprawiać odzieżową magię, by dawała nam szczęście.

 

Jolka miała na ważne rozmowy żelazny zestaw: niebieską sukienkę, prezent od mamy, i szpilki z czerwoną podeszwą. – Możecie się śmiać – mówiła na babskich spotkaniach przy winie. – Ale w innym stroju to bym się bała negocjować. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł! Wierzyłyśmy jej, bo przecież każda z nas miała coś, bez czego się nie ruszała, gdy zdobywała świat. Magda na przykład zabierała wtedy ze sobą jedwabną chustkę prababci, Gośka, wyjątkowo pewnie i bezpiecznie czuła się w swetrze-pelerynie zrobionym przez siostrę artystkę.

Dlaczego? Bo ubranie to nie tylko po prostu ubranie. To komunikat dla świata i naszego wnętrza, ochrona, manifest, dowód przynależności do określonej grupy, akt odwagi. – Warto świadomie wybierać i nosić określone rzeczy – sugerują Adriana Olszewska i Karolina Skorek, autorki warsztatów o nazwie „Wiedźmiństwo stosowane, czyli magia odzieżowa”, na których uczą między innymi, jak rozpoznawać przejawy magii w czymś tak pozornie zwyczajnym, jak noszenie ubrań, co zrobić, by zawsze były dla nas wsparciem, a nie obciążeniem, jakie są tajniki różnych logo, emblematów, itd. – Przyglądać się kolorom, wzorom i fakturom, także z poziomu energii. Dostrzec na przykład, że niektóre przeszycia nie służą nam w stu procentach, a pewne symbole pracują dla kogoś lub czegoś, czego w rzeczywistości nie chcemy wspierać.

Karolina jest artystką fotografikiem, na co dzień mieszka w Walii. Adriana, choć ma wysokie stanowisko w branży komputerowej, „prywatnie” jest naturopatką, zajmuje się medycyną fantomową i wszystkim, co wiąże się ze zdrowym stylem życia. Ich wspólna wiedza daje konkretne wskazówki, co nosić, a czego zdecydowanie unikać.

Guzik jako tarcza

 

– Dobrze wiedzieć, że i dziś możemy wykorzystać elementy magii ludowej związanej z różnymi częściami garderoby. Choćby taka spódnica, szczególnie długa – dają przykład. – Nie każda matka zdaje sobie sprawę, że to wspaniała ochrona dla jej małego dziecka. Spódnica jest kręgiem, a krąg to symbol doskonałości. Jeśli mamy przeczucie, że nasze dziecko doznało jakieś krzywdy, źle się czuje, czegoś się boi, wystarczy zagarnąć rąbek spódnicy i ruchem przecierającym dotknąć malucha tam, gdzie znajdują się centra energetyczne, czyli czakry. Dobrze jest także położyć spódnicę na podłodze i stworzyć koło, zaś dziecko posadzić w środku. Przy zabawie w „akuku”, zakryć je na chwilę tkaniną przesiąkniętą zapachem matki. Nie ma silniejszej ochrony niż matczyna miłość! Dobrze jednak zrobić ten prosty rytuał z intencją ochrony, nadać energii kierunek. Wtedy jest szczególnie skuteczny.

Projektanci i krawcy, którzy pracują dla dużych firm odzieżowych, analizują każdy szczegół stroju i nie ma tu miejsca na przypadek. Na przykład zwykłe guziki: w garniturach czy garsonkach szytych ręcznie, przyszywane są czarną, czerwoną lub brązową nitką „na krzyż”. Dlaczego? Bo negatywna energia, która byłaby ewentualnie wymierzona we właściciela, zanim go dosięgnie, rozpada się na cztery części, cztery ziemskie atomy. – Zwróćmy uwagę na damskie rajstopy – mówi Adriana. – Te, które pozwalają energii swobodnie płynąć, nie mają w kroku, zwanym wkładką higieniczną, krzyżującego się szwu, tylko koło lub elipsę. Gdy mamy do wyboru dwie wersje, wybierzmy tę drugą. Poczujemy się lepiej.

Dziewczyny kładą nacisk na słuchanie swojej intuicji. Jeśli nagle spodoba się nam żółty sweter, ale przecież „nie cierpimy tego koloru”, to idźmy za tym głosem! Uwagi domaga się czakra splotu słonecznego, która „karmi się” wszystkimi odcieniami tej barwy. Może to znaczy, że brakuje nam radości życia, a nasza dusza jest na dużym głodzie? – Niebieska sukienka Jolki, to instynktownie wybrana opieka – tłumaczą. – Zwłaszcza że dostała ją od mamy, a to ma wartość szczególną. Buty z czerwoną podeszwą świetnie „uziemiają”, czyli dobrze osadzają w materii. Gdy brakuje nam pieniędzy, kupmy czerwoną bieliznę – radzą. – Możemy ją także sprezentować słabo zarabiającemu mężowi – śmieją się. – Do kompletu: skarpetki w tym samym kolorze. To nie przypadek, że kardynałowie noszą właśnie takie. Dobrze im się powodzi, a zatem – działa!

Krój, szwy, stebnowania. Ważne, by spojrzeć, jak się układają, którędy biegną. Na przykład tzw. french cut, czyli pionowe, lekko zakrzywiona linia szycia, działa jak… odgromnik. Odprowadza do ziemi wszystko, co negatywne. I dodatkowo wyszczupla, więc korzyść jest podwójna. Frędzle, chwosty i fruwające dopinki dają z kolei ruch, tworzą wir powietrza, a zatem przeganiają zastój i tworzą witalność, odganiają „złe duchy”. Takie elementy odzieży są charakterystyczne dla wielu kultur, choćby indiańskiej. Można przypinać je do telefonu, w ten sposób choć częściowo neutralizujemy negatywną energię.

Czaszki na placu zabaw

 

Wybieranie odpowiednich emblematów, czyli firm, które produkują buty, torby, dodatki, także warto przemyśleć. Czy choć przez parę sekund zastanawiamy się, skąd wzięła się potęga niektórych koncernów? Raczej nie myślimy na co dzień o tym, że założyciel Adidasa szył buty dla nazistów, firma Boss szykowała zaś dla nich mundury. Być może dla niektórych nie będzie to miało znaczenia, jednak inni, gdy już się tego dowiedzą, zdecydują inaczej.

A co by było, gdybyśmy wybierając buty, od razu nadały intencję? Na przykład na podeszwie napisały: w tych butach dojdę do celu. Idąc w nich, miałybyśmy poczucie, że się do niego zbliżamy. Z kolei złoty pierścionek mógłby służyć jako ochrona przed złymi osobami. Wystarczy powiedzieć coś w rodzaju: niech każdy blask tego pierścionka chroni mnie przed złymi spojrzeniami. Tak zresztą warto robić z każdą częścią garderoby i każdą ozdobą, którą kupujemy: nadawać im własną, indywidualną intencję. Płaszcz może być niczym zbroja, czapka z pomponem – kontaktować ze światem duchowym, szalik – buforem dla czakry gardła.

Kiedy wybieramy ubrania dzieciom, bądźmy szczególnie uważne. – Mam małe dziecko, więc często bywam na placach zabaw – opowiada Adriana. – Widuję tam maluchy w czarnych koszulkach ozdobionych insygniami śmierci, czaszkami ze skrzyżowanymi piszczelami. Albo wizerunkami potworów. Matki czasem zwierzają się, że dzieci źle śpią, często się budzą, płaczą. Stwierdzić, że to właśnie dlatego, to może zbyt radykalne. Ale warto rozważyć tę kwestię, bo kolory i kształty emanują swoją, nie zawsze pozytywną energią.

Dlatego wszystkie modne, bo mroczne pieczęcie i nadruki gotyckie niosą w sobie równie mroczny przekaz. Czy na pewno chcemy, aby nam towarzyszył? Zwłaszcza jeśli wdrukujemy go sobie na stałe, czyli wytatuujemy na ciele. Jedna z dziewczyn na naszej fejsbukowej grupie zwierzała się mocno skonfundowana, że jako nastolatka była zafascynowana chłopakiem, który nosił się na czarno, całe ciało miał zaś w swastykach. Zrobiła to samo. Wytatuowała sobie jedną, ale całkiem sporą – na ramieniu. Fascynacja skończyła się niesmakiem, wręcz obrzydzeniem. Długo nie mogła nosić koszulek bez rękawów. Czuła się źle, patrząc na to, co sobie sama zrobiła. W końcu uzbierała pieniądze i w bólach pozbyła się reliktu przeszłości i fatalnego samopoczucia.

– Na kasie w supermarkecie siedziała dziewczyna, u której zauważyłam na karku długi napis. Z ciekawości spytałam, co to jest. Odparła, że fragment japońskiego wiersza o wiośnie. Ale do końca nie była pewna – opowiada Adriana. – Nie demonizowałabym tatutaży – oponuje Karolina.– Nie ozdabiajmy się jednak bezmyś- lnymi wzorami, nieprzemyślanymi napisami, szczególnie po chińsku, jak to zrobiła choćby piosenkarka Ariana Grande. Teraz ma na dłoni napis: Mały Grill. Dobrze zaprojektowany i pięknie wykonany tatuaż jest sztuką. Gdy zaprojektował go dla nas świadomy artysta, w energiach rytualnych, będzie nas wspierał i ochraniał.

– Na koniec warsztatów pokazałyśmy, jak stworzyć pełną mocy odzież i wcale nie musi to być powłóczysta szata z kapturem – wyjaśnia Karolina. – Na białych zwykłych T-shirtach dziewczyny tworzyły kompozycje z tych roślin, które do nich szczególnie przemówiły. Przenosiły na tkaninę wzory, które podsunęła im intuicja, a później nadawały swemu dziełu konkretną intencję. Ale to nie jedyny sposób na to, by stworzyć „wiedźmińską szatę” – kontynuuje. – To może być po prostu napis po drugiej stronie ubrania, przypięty dyskretnie znak. Inni nie muszą o tym wiedzieć, ważne, że my mamy tę świadomość. Nie stresujmy się także, jeśli akurat lubimy czerń lub mroczne klimaty. Chodzi o to, by słuchać swojego serca i niekoniecznie szukać wszędzie spisków – uśmiecha się. W taki sposób można obudzić w sobie wewnętrzną siłę, sprawczość, kreatywność. A świat wspiera tych, którzy wierzą w siebie, i zapala im zielone światło. 

 

tekst: Natalia Ross

foto: shutterstock

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020