Hitchcock - po prostu zło



Wysyła czterysta wędzonych śledzi osobie, która czuje wstręt do zapachu ryb.

Z czasem obsesje i fobie zaczynają dominować nad jego charakterem i zachowaniem. Sprzyja temu wybitna inteligencja połączona ze specyfiką zawodu filmowca. Jako reżyser zarządza ludźmi – stąd już niedaleko do stania się tyranem w pełni świadomym, że wszyscy – chcą czy nie – muszą tolerować jego wybryki. Hitchcock zaczyna się tym bawić. Jego wizytówką stają się żarty, które płata członkom ekip filmowych, aktorom, znajomym, a nawet zupełnie przypadkowym osobom. Część z psikusów jest stosunkowo niegroźna, nawet absurdalna, np. podkładanie gościom „pierdzących" poduszek na fotele.

Albo też wyprawianie przyjęcia, na którym serwowane są potrawy wyłącznie niebieskie – od niebieskiej zupy, poprzez niebieskiego pstrąga, kończąc na niebieskich brzoskwiniach i lodach. Alfred, jeśli odkrywa czyjś słaby punkt, jest niemal pewne, że go wykorzysta. Wysyła czterysta wędzonych śledzi osobie, która czuje wstręt do zapachu ryb. Aktorkę Elsie Randolph, która boi się ognia, zatrzaskuje w budce telefonicznej i wpuszcza do środka dym. Aktorowi Peterowi Lorremu, osobnikowi dość niskiemu, przysyła w prezencie garnitur uszyty przez najlepszego londyńskiego krawca – w rozmiarze dziecięcym.

Niekiedy jego żarty to czysty sadyzm i okrucieństwo. Hitchcock zakłada się z członkiem ekipy filmowej, że ten nie będzie miał odwagi, by spędzić całą noc w ciemnej hali zdjęciowej, przykuty kajdankami do sprzętu zgromadzonego na planie. Stawką zakładu jest tygodniowa pensja mężczyzny, więc ten oczywiście się zgadza. Nie wie jednak, że w szklaneczce brandy, którą reżyser podał mu dla kurażu chwilę przed zatrzaśnięciem kajdanek, został rozpuszczony silny środek wywołujący biegunkę...

Wiele wskazuje na to, że Hitchcock nieustannie sondował, na ile może sobie pozwolić. Gdy ktoś odpłacał mu pięknym za nadobne, błyskawicznie stawał się grzeczny. Asystent operatora, Alfred Roome, stał się przedmiotem jednego z „żartów" reżysera. W formie rewanżu pod samochód, do którego wsiadał Hitchcock, podłożył petardę. „W życiu nie widziałem grubasa, który ruszałby się szybciej" – kpił później. Ale od tej chwili miał już spokój.

reklama

Grace zrobiła mu najgorszego psikusa, jakiego sobie mógł wyobrazić. Wyszła za mąż za Raniera.

Osobliwy charakter Alfreda Hitchcocka odcisnął się także na jego życiu erotycznym. Z jednej strony fizjologia kobiet napawała go lękiem i obrzydzeniem, więc ze swoją żoną Almą żył w celibacie przez większą część małżeństwa. Z drugiej, jego sadyzm w traktowaniu ludzi miał mocno seksualny podtekst.

„Aktorów należy traktować jak bydło" – brzmiało jego motto, a sposób jego pracy, zwłaszcza z aktorkami, był tego wyrazem. Ideałem kobiecości była dla niego lodowata, wyniosła blondynka. Szukał więc doskonałego jej wcielenia i znalazł. Grace Kelly była nie tylko olśniewająco piękna, ale miała też w sobie królewską dystynkcję, doskonały gust i nieoczywisty seksapil. Zachwycony „Hitch" nakręcił z nią trzy filmy z rzędu: „M jak morderstwo" (1954 r.), „Okno na podwórze" (1954 r.) oraz „Złodzieja w hotelu" (1955 r.).

I wtedy to Grace zrobiła mu najgorszego psikusa, jakiego sobie mógł wyobrazić. Wyszła za mąż za Raniera, księcia Monaco, i zakończyła karierę aktorską. Hitchcock odchorował jej decyzję. Był śmiertelnie obrażony, zachowywał się, jakby Kelly wyszła za mąż jemu na złość. Musiał jednak znaleźć zastępstwo dla swojej „blondynki idealnej". Ale jeśli wcześniej traktował aktorów „jak bydło", to teraz się nad nimi znęcał. Słynna, kręcona przez tydzień scena pod prysznicem z „Psychozy" (1960 r.), okazała się na tyle traumatyczna dla Janet Leigh, że od tamtej chwili aż do końca życia nie korzystała z prysznica, kąpała się w wannie. Ale prawdziwy potwór wylazł z Alfreda, gdy na jego drodze stanęła Tippi Hedren.

Źródło: Wróżka nr 6/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020