Woda jak krew



Rene Quinton 1908Woda morska na epidemię
Niemal z dnia na dzień Quinton stał się sławny, a zastąpienie krwi wodą morską stało się naukowym hitem. Badacz został zaproszony do francuskiej Akademii Nauk, którego to zaszczytu nie dostąpiło wielu amatorów. A kiedy wyleczył człowieka w jednym z paryskich szpitali, stał się medycznym autorytetem. Poproszono go do chorego, który umierał na dur brzuszny. Był w śpiączce terminalnej, lekarze pozwolili więc Quintonowi, by wypróbował swoją terapię.

Rano podał choremu dożylnie 700 cm sześc. izotonicznej wody morskiej, a wieczorem siedział on na łóżku, rozmawiał z lekarzami i domagał się jedzenia. Nie tylko przeżył, ale też odzyskał zdrowie. W 1905 roku wybuchła w Paryżu epidemia cholery wśród niemowląt. Wtedy po raz pierwszy masowo zastosowano zastrzyki z wody morskiej. Udało się uratować wszystkie dzieci, również te, które były umierające.

Ten spektakularny sukces skłonił Quintona do stworzenia sieci ośrodków leczenia wodą morską. Najpierw w Paryżu, potem w całym kraju. Przed I wojną światową działały one już w kilkunastu miastach we Francji, a także m.in. w Brukseli i egipskiej Aleksandrii.

Lekarzy, którzy przepisywali zastrzyki z wody morskiej, było z każdym dniem coraz więcej. Jednocześnie próbowano leczyć nimi coraz to nowe schorzenia. Okazały się skuteczne m.in. na podagrę, reumatyzm, rwę kulszową, egzemy, łuszczycę i koklusz.

Wyglądało na to, że René Quinton odkrył cudowne lekarstwo na wszystkie choroby. Dlaczego więc jego terapia odeszła w zapomnienie? Trochę w tym winy I wojny światowej, trochę samego Quintona. Porzucił swoje ośrodki i na ochotnika zgłosił się do armii. Kilka razy został ranny. Po wojnie wrócił do pracy, lecz wciągnęła go nowa pasja – lotnictwo. Coraz mniej czasu poświęcał swoim ośrodkom, przekazując je współpracownikom.

Część z nich przetrwała jeszcze do II wojny światowej. Zmarł w 1925 roku w wieku 59 lat. Jednocześnie nastał czas wielkich odkryć chemicznych i medycyna zachłysnęła się możliwościami leków syntetycznych.

Drugie wejście do tej samej wody
Nie wiadomo, czy naukowcy z Kochi Medical School w Japonii kiedykolwiek słyszeli o René Quintonie. Jednak w 2013 roki triumfalnie ogłosili, że woda morska może zapobiegać wrzodom żołądka i rozwojowi nowotworów. Doszli do tego po kilkuletnich eksperymentach z aplikowaniem chorym odsolonej wody morskiej pobranej z wielkiej głębokości. Najpierw zaobserwowali, że leczy ona problemy żołądkowe zwierząt.

reklama


Potem przeprowadzili eksperyment na 23 wolontariuszach zakażonych bakterią Helicobacter pylori. Okazało się, że jej zawartość u chorych spadła o 60 proc. w porównaniu z grupą kontrolną, której podawano zwykłą wodę. Swoją siłę woda morska zawdzięcza m.in. dużej zawartości minerałów takich jak wapń, potas i magnez. Uszkadzają one zewnętrzną błonę komórkową bakterii.

Jeszcze bardziej rewelacyjne były wyniki kolejnego eksperymentu, tym razem naukowców koreańskich. Sprawdzali oni działanie głębinowej wody morskiej na komórki raka piersi. Okazało się, że woda powstrzymała proces ich namnażania się i zahamowała rozwój nowotworu. Wygląda więc na to, że René Quinton to kolejny geniusz, który wyprzedził swoją epokę. Sto lat po jego pionierskich terapiach nauka zwraca się bowiem po pomoc do miejsca, skąd wyszło wszelkie życie – do morza.

Kuracje z wody morskiej
Już cztery wieki przed naszą erą zalecał grecki filozof Platon. Twierdził, że „morze oczyszcza człowieka z wszelkiego zła". Hipokrates, ojciec medycyny, w swoim dziele „O powietrzu, wodzie i miejscowościach" opisał metody leczenia reumatyzmu i rwy kulszowej. Przepisywał swoim pacjentom ciepłe okłady z wody morskiej oraz kąpiele w morzu.

W 1750 roku Richard Russell, londyński lekarz, zaobserwował, że mieszkańcy regionów położonych na wybrzeżu chorują rzadziej niż ludzie żyjący w głębi lądu, i również zalecał swoim pacjentom kąpiele w wodzie morskiej. Nawet stosowana zewnętrznie może „doładować" ludzkie ciało ważnymi dla życia substancjami nieorganicznymi i pierwiastkami śladowymi. Pod koniec XIX wieku forma naturoterapii wykorzystująca morze i jego produkty zyskała formalną nazwę – thalassoterapia (od greckiego thalasso – morze).

Dziś jest to jedna z najpopularniejszych dziedzin kosmetologii. Wykorzystuje się w niej morski klimat, morską wodę, sól, muł, rozmaite glony i piasek. Kuracje typu thalasso dostępne są również daleko od morza. W salonach spa lub nawet we własnej wannie można zafundować sobie kąpiel w liofilizowanej wodzie morskiej dostępnej w proszku. Jest to koncentrat wody morskiej częściowo pozbawionej soli, za to zachowującej wszystkie pozostałe pierwiastki i minerały. Żelazny punkt zabiegu thalassoterapii to masaże wodą morską, okłady z alg czy morskiego mułu.

Ewa Dereń
fot.: wikipedia, SHUTTERSTOCK

Źródło: Wróżka, nr 10/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020