Święta pieriestrojka

Przez stulecia nikt nie traktował następców św. Piotra jako głów Kościoła. Sytuację zmienił dopiero cud, który objawił się cesarzowi Konstantynowi. Dzień przed bitwą przy moście Mulwijskim cesarz zobaczył na niebie świetlisty krzyż, na którym świecił się napis: „Pod nim zwyciężaj”. Konstantyn był wprawdzie zatwardziałym wyznawcą rzymskiego Jupitera, ale zaryzykował. Jak ujął to rzymski pisarz Laktancjusz: „Obrócił literę X o ćwierć, odwrócił jej górną połowę i taki oto znak Chrystusa nakazał swym wojskom ukształtować na swych tarczach”.

Po zwycięstwie zaś nie tylko położył kres prześladowaniom chrześcijan, ale też obsypał ich bogactwami. Biskupowi Rzymu, do tej pory kryjącemu się po katakumbach przed kolejnymi linczami, ofiarował należący do cesarzowej Fausty pałac na Lateranie. Zezwolił mu też odziewać się w purpurę i czerwone buty (do tej pory przywilej ten był zarezerwowany wyłącznie dla pary cesarskiej), a także podarował lektykę i koronę. I tak w chrześcijańskim świecie wszystko się zmieniło.

Wraz z końcem prześladowań ambicje biskupów Rzymu rosły. A gra o ten tytuł stała się warta świeczki. I to nie jednej. Jako pierwszy do objęcia urzędu użył siły Damazy I (366-384) – przekupił budujących katakumby zakapiorów, by zmasakrowali zwolenników konkurenta. Jego następca Syrycjusz (384-399) kazał się nazywać papieżem, choć jeszcze do VI w. tytułu tego używali inni dostojnicy chrześcijańscy. Bonifacy I (418-422) zabronił podważać decyzje biskupa Rzymu… Wszystko to miało niewiele wspólnego z pokorą i prostotą św. Piotra, który ponoć nawet w dysputach teologicznych nie trzymał się ślepo swoich pomysłów – ale działało. Przynajmniej do połowy XX w.

reklama

­Obdarowując papieży, świeccy władcy próbowali wkupić się do Raju. Ufundowana przez Napoleona tiara waży 8 kgTrzy w jednym

Po raz pierwszy o papieskiej koronie, czyli tiarze, wspomina w VIII wieku papież Konstantyn. Przez kolejne 500 lat niewiele pojawia się informacji na jej temat aż do pontyfikatu Bonifacego VIII. Nabrała wtedy splendoru i z królewskiego nakrycia głowy zmieniła się w trzypiętrową modystyczną instalację, symbolizującą – zależnie od interpretacji – władzę nad ziemią, niebem i czyśćcem, moc uświęcania, nauczania i kierowania, albo Kościół walczący, cierpiący i uwielbiony.

W odróżnieniu od świeckich koron, które nie zmieniają się przez wieki, każdy papież miał własną tiarę. A niektórzy nawet po kilka. Jeszcze w XIX w. zdarzali się bowiem władcy, którzy fundując koronę papieską, próbowali załatwić sobie miejsce w Raju. Każdy kolejny fundator chciał obdarować papieża większą i bogatszą koroną niż poprzednicy. Swoiste rekordy w tej konkurencji ustanowili Napoleon I, którego tiara dla Piusa VII ważyła ponad 8 kg, oraz cesarz Wilhelm I. Jego, ozdobioną tysiącem pereł, tiarę dla Leona XIII na początku XX w. wyceniono aż na 750 tys. dolarów. Aby zdać sobie sprawę z bezmiaru jej bogactwa, warto dodać, że w tamtym czasie dniówka dziecka zatrudnionego w przemyśle tekstylnym wynosiła 10 centów!

Jako symbol papieskiej władzy tiara przetrwała do 1965 r. Wtedy to Paweł VI postanowił przekazać ją na cele charytatywne. Jakież było jego zdziwienie, gdy się okazało, że nikt nie chce jej kupić. I to bynajmniej nie z powodu ceny, bo wyceniono ją zaledwie na 10 tys. dolarów. W końcu po kilku nieudanych próbach podarował ją kard. Spellmanowi z Nowego Jorku, mając nadzieję, że obrotny Amerykanin łatwiej poradzi sobie z upłynnieniem papieskiej korony. Ale i jemu się to nie udało. Koniec końców tiara trafiła do sanktuarium w Waszyngtonie, gdzie stoi w dolnym kościele obok naczynka, do którego można wrzucać datki na cele charytatywne.

Kosynierzy dla papieży

Gdyby Paweł VI miał zdrowe nogi, to pewnie zrezygnowałby też z lektyki, zwanej sedia gestatoria (czyli przenośny tron). Ale dla unieruchomionego papieża ceremonialny fotel na noszach był jedyną szansą na spotkanie z wiernymi. – Jesteście moimi nogami – mawiał do dźwigających go tragarzy.

Przeciwko sedii mocno buntował się jego następca. Jan Paweł I dał się przekonać dopiero zapewnieniom, że dzięki sedii wierni zobaczą, jak ich błogosławi. Aby faktycznie było go widać, zrezygnował z paradnego baldachimu. Do jego upartego następcy z Polski nie trafiały już żadne argumenty. Do pierwszego spięcia doszło już następnego dnia po konklawe, gdy Jan Paweł II szykował się do mszy inaugurującej pontyfikat. Szef tragarzy, z łacińska zwanych sedianami, zameldował gotowość do przetransportowania go do Bazyliki św. Piotra. Ojciec święty odpowiedział, że za nic nie wsiądzie do lektyki. Doszło do awantury, ale papież do lektyki nie wsiadł. A jakiś czas później zakomunikował, że ją znosi.

Źródło: Wróżka nr 6/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019