Strona główna » Archiwum » 2008 » 06 » Radość każdego dnia



Radość każdego dnia

Popatrzyłam, jak wiosną wychodzą z ziemi tulipany, i ten widok mnie zachwycił – opowiada 38-letnia Katarzyna. – Poczułam w sercu niewyobrażalną radość. Jakbym po długiej podróży, z podrapanymi łokciami i kolanami, w zniszczonej sukience wróciła wreszcie do domu. Radość wypełniła całe moje ciało. Poczułam, jak bardzo za nią tęskniłam.

Po pierwsze - pokochaj samego siebie
Mistrz zen Thich Nhat Hanh w swoich książkach („Cud uważności”, „Każdy krok niesie pokój” i inne) pisze, że radość to taki stan umysłu i serca, w którym bez względu na to co dzieje się wokół, w naszym wnętrzu panuje głęboki spokój. Niełatwo to osiągnąć, tak jak niełatwo w trudnych chwilach współczuć. A właśnie wewnętrzna radość, co podkreśla Thich Nhat Hanh, wiąże się z tym stanem. Jak nauczyć się współczucia? Mistrz zen daje kilka wskazówek: przede wszystkim nie narzucać – w żaden sposób i nikomu – swoich poglądów. Współczucie to głębokie zrozumienie. Nawet tych, którzy nas krzywdzą, którzy się na nas złoszczą i gniewają. Gdy będziemy patrzeć na ludzi współczującym okiem, zrozumiemy ich. Wtedy łatwiej przebaczyć i pokochać. Bez zrozumienia nie ma miłości.
Ale przede wszystkim potrzebujemy pokochać siebie. Katarzyna wspomina chwilę, gdy uświadomiła sobie, jak siebie nie lubi.
– Siedziałam nad jeziorem, zachodzące słońce odbijało się w wodzie. Zaczęły mi się przypominać sytuacje z mojego życia, gdy traktowałam siebie okropnie: poganiałam, krytykowałam, zawstydzałam. Widziałam te sceny jak w filmie. Jedna z nich: dostałam się na wymarzone studia, ale nie byłam w stanie się z tego ucieszyć, bo przecież nie zdałam z najwyższą lokatą; trzeba było zastartować na lepiej notowaną uczelnię, a najlepiej na uczelnię za granicą. Nigdy dość dobra, nie taka. Gdy inni mi gratulowali, lek-ceważąco wykrzywiałam usta. Zobaczyłam, jaka jestem wobec siebie bezwzględna, ile we mnie wrogości i niechęci do siebie samej. Aż mnie zemdliło.
A przecież do zdrowego, radosnego życia potrzebujemy czegoś wręcz przeciwnego – wsparcia i doceniania siebie. Cieszenia się sobą. Taka postawa łączy się z ufaniem sobie: to ja jestem twórcą swojego życia, najważniejszym dla siebie punktem odniesienia – nie społeczeństwo, koncepcje filozoficzne, idee czy oczekiwania innych ludzi.
„Odkryłem swoje piękno, swój urok. Właśnie taki, jaki jestem, jestem wart swojej miłości” – pisze bez skrępowania nauczyciel duchowy Neale Donald Walsch. Oto radosne życie – akceptować siebie w pełni, nie oskarżać się, nie obwiniać, nie krytykować, nie potępiać, nie karcić.
Zapytaj siebie, czy naprawdę MUSISZ? – radzi w książce „Życie w radości” inny nauczyciel Sanaya Roman. Czy muszę słuchać opowieści kogoś, kto mnie irytuje i męczy? Czy muszę angażować się w usuwanie skutków czyichś niekończących się niepowodzeń? Czy muszę umawiać się na spotkanie, gdy nie mam na nie ochoty? Czy ma sens wspieranie kogoś, kto nie chce się zmienić? Dlaczego muszę ulegać innym i tkwić w dotychczasowych sytuacjach?
Gdy wsłuchamy się w siebie, w swój wewnętrzny głos, usłyszymy, że mamy prawo mówić „nie”, szanować swój czas i spędzać go w sposób, który nam służy. Powinniśmy troszczyć się o siebie i otaczać takimi osobami, które nas wzmacniają, nie osłabiają. Wolność wyzwala radość, której brakuje, gdy czujemy się uwikłani, zależni lub pozbawieni prawa wyboru.
Człowiek radosny to ktoś, kto nie łączy poczucia własnej wartości z tym, jak postrzegają go inni. Docenia siebie także wtedy, gdy inni ludzie tego nie robią. Pamięta, że każdy z nas ma do zaoferowania światu coś szczególnego, że wszyscy jesteśmy wyjątkowymi istotami. Nasze marzenia, wyobraźnia i dążenia są tak samo ważne, jak każdej innej osoby.

Po drugie - dobro dostrzegaj we wszystkim
Wszystko dzieje się dla naszego dobra. Czasem trudno w to uwierzyć, ale taka świadomość wyzwala z poczucia krzywdy. Jest zbawienna, ponieważ roztrząsanie krzywd odbiera energię, chęć do życia i działania. Dostrzegając we wszystkim dobre strony, uzdrawiamy siebie. Gdy pielęgnujemy pozytywne myśli, gdy tworzymy wyobrażenia pełne miłości, gdy widzimy innych w korzystnym świetle i mówimy o tym, wtedy problemy rozwiązują się same. „Akceptująca postawa nie oznacza oczywiście, że jesteśmy ślepi i nie widzimy spraw obiektywnie – przypomina Sanaya Roman. – Widzimy je jednak świadomie koncentrujemy się na tym, co dobre. Ktoś może mieć odmienne od naszego widzenie świata i to jest w porządku. Możemy czuć się dobrze z każdą osobą”.
„To było dobre, jestem wdzięczny za wszystko” – powtarza w wywiadach piosenkarz Krzyszof Krawczyk, który przeżył w swoim życiu różne zakręty: stan przedzawałowy, dwa poważne wypadki samochodowe, rozwód.
Na początku lat 80. przebijał się na amerykańskim rynku, próbował sił w różnych zawodach, dawał koncerty w klubach polonijnych. Któregoś dnia jechał właśnie na taki koncert, gdy jego samochód zderzył się z potężnym TIR-em. Oba wozy stanęły w płomieniach. W jednej chwili stracił dorobek życia – samochód i drogi sprzęt muzyczny. Z lekkimi obrażeniami i stanem przedzawałowym trafił do szpitala. To był także ciężki okres w jego ży-ciu osobistym, właśnie rozstawał się z pierwszą żoną.
Kilka lat później, już w Polsce, niemal cudem uniknął śmierci. Zmęczony i niewyspany wracał z Kołobrzegu do Warszawy. Zasnął za kierownicą, wpadł na drzewo. Strzaskana noga, szczęka oderwana od podstawy czaszki, właściwie cała twarz wymagała operacji. W szpitalu przez długie miesiące był przykuty do łóżka. Te zdarzenia nauczyły go pokory i wdzięczności. Przestał wyniszczać się używkami, zaczął o siebie dbać, szanować zdrowie. Odnajdywać radość w każdym dniu, w każdej chwili.

Po trzecie - pożegnaj przeszłość
Główną przeszkodą w odczuwaniu radości jest nieuporządkowana przeszłość – jednogłośnie twierdzą i psy-chologowie, i mistrzowie duchowi. Najczęściej kiedy myślimy o przeszłości, żałujemy czegoś, obwiniamy się, czujemy się wykorzystani, widzimy swoje ujemne cechy. Tymczasem dzięki temu, co wydarzyło się w przeszłości i jakich ludzi spotkaliśmy, jesteśmy tu gdzie jesteśmy.
Od przeszłości możemy się uwolnić w jeden, jedyny sposób – obejmując czułą uwagą swoje dotychczasowe życie. Będą do nas powracać szczególnie te rzeczy, ludzie i sprawy, których nie zaakceptowaliśmy. Im bardziej nie chcemy mieć do czynienia z przykrymi wspomnieniami, tym bardziej to nas ogranicza. Wolni staniemy się dopiero wtedy, gdy przyjmiemy do serca swoją przeszłość, wspominając z miłością wszystkich, którzy ją tworzyli. O niezwykle ważnej roli przeszłości pisze w swoich książkach antropolog Carlos Castaneda (między innymi „Opowieści o mocy”, „Nauki Don Juana”, „Odrębna rzeczywistość”). Jego bohater Don Juan zanim odczuje w swoim sercu radość, zmierzy się z demonami przeszłości, odszuka w pamięci, ale także realnie (wybierze się w podróż), tych wszystkich ludzi, z którymi kiedyś łączyły go bliskie związki, i wszystkim wyrazi swój szacunek i wdzięczność.
– Ponad rok zajęło mi czyszczenie przeszłości – opowiada Katarzyna. – Po kolei przywoływałam osoby, które były dla mnie ważne, nauczycieli, koleżanki ze szkoły, babcię, ciotkę, wszystkie znaczące osoby. Do niektórych miałam telefon, dzwoniłam i umawiałam się na spotkanie. Mówiłam o sobie, o swoich uczuciach do każdej z nich. Jeśli czułam się winna, pytałam, w jaki sposób mogłabym naprawić krzywdę, którą wyrządziłam. Ale okazało się, że ta krzywda jest tylko w mojej głowie. Trzy osoby, które o to zapytałam, były zdumione. Ich zdaniem rozstaliśmy się w przyjaźni. Kilka „rozmów” przeprowadziłam wirtualnie, to znaczy mówiłam do zdjęcia osoby z przeszłości. Gdy wypowiedziałam na głos to co leżało mi na sercu, poczułam się bardzo dobrze. Pożegnałam się z ludźmi z mojej przeszłości. Podziękowałam im że byli w moim życiu, i życzyłam wszystkiego najlepszego. Jakbym narodziła się na nowo.
Uporządkować przeszłość to przede wszystkim wybaczyć – sobie i wszystkim, którzy wyrządzili nam krzywdę. Można to zrobić.
Okazuje się, że można wybaczyć nawet zabójcy swojego dziecka. Tak jak zrobiła to piosenkarka Eleni.
– Gdybym nie wybaczyła, nie mogłabym żyć. To byłoby powolne zabijanie siebie – mówi Eleni.
Wybaczyła i dzięki temu może czuć spokój w sercu, radość z codzienności i spotkań z ludźmi.
Gdy dowiedziała się o tym, że jej córka Afrodyta została zastrzelona przez kolegę z klasy Piotra, zadzwoniła do jego matki i powiedziała: „Obie straciłyśmy dzieci”. Piotr był jedynakiem, tak jak Afrodyta. Pomyślała: stała się rzecz straszliwa, tragedia dwóch rodzin. Ale nie czuła złości ani nienawiści. Tylko żal: „Piotrze, co ty zrobiłeś?!”. Ten chłopak wydał wyrok także na siebie. Został skazany na 25 lat więzienia. Dużo myślała o matce Piotra: „Trudno porównywać cierpienie, ale jej jest chyba większe niż moje”. Kilka miesięcy po tragedii, jeszcze przed rozpoczęciem procesu w sądzie, spotkały się na ulicy. Padły sobie w ramiona i płakały.
– Naprawdę wybaczyłam – wielokrotnie publicznie deklarowała Eleni.
Wybaczyć to według niej nie czuć niedobrych emocji. Widzieć zło, ale nie potępiać człowieka. Wiele matek, które w dramatyczny sposób straciły swoje dzieci, mają jej to za złe.
– Oczywiście, można walczyć o to by sądy skazywały morderców na śmierć. Tylko że to nie zwróci nam dzieci, nie umniejszy cierpienia – mówi piosenkarka. Cieszy się każdym dniem, swoją pracą, koncertami, swoimi piosenkami, które dają ludziom spokój i ukojenie.

Po czwarte - zaufaj sobie
Krzysztof Krawczyk wspomina moment załamania, wypalenia, wątpliwości, gdy nie wiedział, co robić w życiu. Zwierzył się znajomemu księdzu, a ten mu mówi: „Co umiesz robić? Śpiewać. Więc śpiewaj!”.
Do czego mam talent? Do czego jestem stworzona? Jakie zajęcia sprawiają mi radość? Właśnie to mam robić. Tym dzielić się ze światem. Jeśli robimy coś z radością, tę radość odczują także inni, i radości na świecie będzie coraz więcej. Thich Nhat Hanh zaleca: nie pracuj w zawodzie, którego wykonywanie szkodzi ludziom i środowisku naturalnemu, nie wykonuj czynności, które Tobie i innym sprawiają ból. Ale dodaje, że niesłychanie trudno przestrzegać tej reguły. Często wydaje nam się, że nie możemy robić tego, co jest bliskie naszemu sercu, ponieważ nie przetrwamy w świecie, w którym przyszło nam żyć. Rick Jarrow, amerykański terapeuta, autor książki „Antykariera. W poszukiwaniu pracy życia”, pisze to samo: „Każdy ma do czegoś talent, niepowtarzalny dar. Dla każdego z nas jest praca, którą możemy wykonywać tylko my nikt inny”. Dlaczego nas to nie przekonuje? Może dlatego, że nikt nas nie uczył, że najważniejsze to słuchać siebie i ufać sobie. To co mówią inni, zagłusza nasz wewnętrzny głos, a tym samym tracimy najcenniejszego Przewodnika. I męczymy się w nie swoich rolach. Jeśli świadomie docenimy to co już osiągnęliśmy, możemy żyć w radości. Wdzięczność otwiera serce i wypełnia życie miłością. Dostrzegając miłość i radość w swoim życiu, zwielokrotniamy ją.


Tekst: ALICJA JAMRÓZ

Artykuły podobne


Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.