Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Archiwum » 2008 » 09 » Tajemnicza nieznajoma
Tajemnicza nieznajoma
Pojechaliśmy z mężem na wycieczkę do Szwajcarii. W Rapperswilu, w którym mieści się między innymi Polskie Muzeum, na placu ratuszowym natknęliśmy się na kobietę bardzo do mnie podobną.
Miała te same oczy, włosy, figurę. Ona także dostrzegła to niezwykłe podobieństwo: zatrzymała się na chwilę, lekko uśmiechnęła i oglądając się kilka razy, poszła w swoją stronę. Wkrótce jednak inne nasze wakacyjne przeżycia przesłoniły ten szwajcarski epizod. Przed kolejnymi wakacjami odwiedziłam moją ciotkę, seniorkę naszej familii. Była miłośniczką rodzinnych historii, ciągle uzupełniała latami tworzone drzewo genealogiczne. Zapytała mnie – chyba setny raz – o mojego dziadka ze strony ojca, który jako mieszkaniec zaboru pruskiego podczas I wojny światowej służył w niemieckiej armii.
Niestety, wiedziałam o nim tyle, że z wojny nie powrócił. Przypomniało mi się jednak, że mam w domu jego list z frontu, datowany na lipiec 1916 roku. Jest zaadresowany do jego ojca, czyli mojego pradziadka, który również był w wojsku, ale na innym froncie. List został napisany po niemiecku, niewyraźnym pismem, i dotąd chyba nikt go poza pradziadkiem nie przeczytał.
Gdy ciotka o tym usłyszała, aż jej oczy zabłysły. Stwierdziła, że jeśli go jej dostarczę, natychmiast zajmie się tłumaczeniem. Tak się też stało. I co się okazało się? Otóż dziadek pisał do swojego ojca,
że jeśli wojnę przeżyje, to do swojej żony i synka już nie wróci, bo spotkał kobietę, sanitariuszkę o imieniu Greta, z którą chce spędzić resztę życia. Wyjaśniał przy tym, że będzie się starał tak wszystko zorganizować, by uznano go za zaginionego. Plan mu się powiódł. A pradziadek dochował tajemnicy. Niedługo zresztą się z nią męczył, bo niecały miesiąc po powrocie z frontu zmarł na zapalenie płuc. Jego żona, synowa i wnuczek, czyli mój tata, wrócili do niepodległej Polski.
Któregoś wieczoru mąż przypomniał mi kobietę spotkaną w Rapperswilu. Zanim jednak znów pojechaliśmy do Szwajcarii, konkretnie do kantonu Sankt Gallen, uzyskaliśmy potwierdzenie z miejscowego archiwum, że Franciszek J. zamieszkał w 1919 roku w Rapperswilu, ożenił się z Gretą H. i miał z nią dwóch synów. Do państwa J. jechaliśmy niemal jak do krewnych. Drzwi otworzyła nam kobieta, którą przed trzema laty spotkaliśmy w mieście. Tak jak ja nie znała historii życia naszego dziadka. Zaprosiłam ją na następne wakacje do nas, na Mazury. Ciotka mogła wreszcie uzupełnić drzewo genealogiczne naszej rodziny.