Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Archiwum » 2009 » 02 » Wytańczyć siebie
Wytańczyć siebie
Kiedyś hipis, dzisiaj „szaman” i biznesmen. Czy da się to pogodzić? Rainer Kitza jest właścicielem dobrze prosperującej firmy komputerowej. A po godzinach? Za pomocą tańca transowego pomaga ludziom... odzyskać duszę.
Mógł wieść wygodne, dostatnie życie... Skończył z wyróżnieniem dwa kierunki studiów: nauki ścisłe i psychologię. Pochodził z zamożnej, niemieckiej rodziny, w której „sukces” przekładał się na posiadanie drogiego samochodu i dużego domu. Rainer jako małe dziecko spełniał oczekiwania najbliższych: był najlepszym uczniem w szkole, płynnie mówił po angielsku i francusku.
– Być może pozostałbym „grzecznym chłopcem”, gdyby nie czasy, w których przyszło mi dorastać – uśmiecha się.
– Gdy studiowałem, w zachodnich Niemczech rozkwitał ruch hipisowski. Młodzież buntowała się przeciwko wojnie, rasizmowi, nienawiści... Myślała, że będzie pokoleniem, które zmieni świat na lepsze. Te idee zafascynowały również mnie. Wiele godzin spędziłem na happeningach: rozdawałem obcym ludziom kwiaty, ulotki namawiające do zrezygnowania z przemocy, nuciłem piosenki o przesłaniu pacyfistycznym. Nie chciałem żyć jak moi rodzice, którzy uważali, że o bolesnych sprawach się nie mówi. Smutek zabijali wielogodzinnym oglądaniem telewizji, objadaniem się, zakupami. Postanowiłem żyć inaczej. W zgodzie z tym, co czuję. Dzisiaj mogę powiedzieć, że w dużym stopniu mi się to udało.
Rainer podczas studiów w przeciwieństwie do wielu kolegów-hipisów uważał, że nie wolno zaniedbywać nauki. Nie kusiły go też żadne używki pomagające „zmieniać świadomość”. Po ukończeniu uniwersytetu postanowił otworzyć firmę zajmującą się programowaniem i popularyzowaniem komputerów.
– Gdy powiedziałem znajomym, co chcę robić w życiu, wielu z nich postukało się w głowę. W tamtych czasach mało kto wierzył, że komputery mają przyszłość... Najbardziej ceniło się pracę w dużej firmie, która gwarantowała wysokie zarobki i ubezpieczenie socjalne. Mnie jednak kusiło ryzyko i działalność na własny rachunek, nie chciałem wbić się w garnitur, gromadzić pieniędzy i zapomnieć o młodzieńczych ideałach.
Rainer Kitza w ciągu roku stał się szefem znakomicie prosperującej firmy.
Ludzi nie dziwił jednak nie tyle sukces, który odniósł, lecz to że po pracy wraca do... aszramu.
– Nie miałem mieszkania, bo nie czułem takiej potrzeby. Zafascynowały mnie nauki hinduskiego mędrca Osho, przekonanie, że sami możemy odnaleźć Boga, że religie nas do niego nie zaprowadzą.
Zacząłem medytować, kilka razy byłem w Indiach. Kiedy powstał
ośrodek pod patronatem Osho, każdą wolną chwilę spędzałem, pomagając:
malowałem ściany, sprzątałem, pracowałem w ogrodzie. Najważniejsza
jednak była możliwość poznania nauczycieli medytacji i sprawdzenia, że
techniki, którymi się posługują, rzeczywiście pomagają ludziom.
Jak reagowali klienci, gdy dowiadywali się, że szef firmy mieszka w aszramie? Rainer wspomina, że spotkał się z życzliwością. Ludzie czuli, że mogą mu ufać. On nigdy nie ukrywał swoich poglądów, dzielił się wiarą w prawo
karmy: jeżeli kogoś skrzywdzimy, doświadczymy czegoś przykrego, bo zło
zawsze do nas wróci; podobnie jest, gdy czynimy dobro.
Po pięciu latach Rainer wyprowadził się z aszramu. Zakochał się z wzajemnością w Monice. Postanowili wziąć ślub, kupić mieszkanie i rozpocząć życie na własny rachunek.
Rainer nie zapominał jednak o sprawach duchowych, cały czas
poszukiwał... Poznał profesora Franka Natale, etnografa, badacza
zwyczajów plemiennych różnych kultur świata, szamanizmu. Stał się jego
uczniem i asystentem. Dziś – na podstawie metody Franka i wlasnych
doświadczeń – prowadzi warsztaty „odzyskiwania duszy” i tańca
transowego.
– W kulturach plemion niesłusznie nazywanych prymitywnymi: Indian,
Aborygenów, szczepów afrykańskich uważa się, że wielkie zmartwienie,
długotrwały smutek czy seria nieszczęść powodują, że człowiek traci
fragment duszy. Szaman lub nauczyciel może pomóc ją odzyskać, ale tylko
na wyraźną prośbę cierpiącego... Jak to się robi? Używa się specjalnych
modlitw i zaklęć. Ważne jest, aby człowiek rzeczywiście chciał odzyskać
utraconą duszę. Czasami pacjenci podświadomie akceptują swoje kłopoty,
choroby czy niepowodzenia, przede wszystkim dlatego, że bliscy
poświęcają im wtedy więcej uwagi. Takiej osobie trudno jest pomóc.
Na prowadzonych przez siebie zajęciach Rainer zwraca uwagę, że
wierzenia szamańskie w wielu przypadkach pokrywają się z odkryciami
nauki. Każdy psycholog przyzna, że chory pogrążony w depresji nie jest
w stu procentach sobą, nie doświadcza pełni emocji: radości,
szczęścia...
Szamani pomagali jednak człowiekowi w inny sposób niż
psychoterapeuci. Uważali, że każdy z nas może uzyskać wsparcie od sił
niematerialnych: aniołów, opiekunów, strażników. Siły wyższe oraz
własna wola człowieka, działając w duecie, pozwolą odnaleźć właściwą
ścieżkę spośród plątaniny dróg. Dlatego też Rainer uczy ludzi tańca
transowego, który prowadzi do uzyskania wizji.
– To nie jest trudne... Wystarczą właściwa muzyka i odpowiednie
kroki. Każdy z tancerzy ma szansę skontaktować się z duchami
opiekuńczymi, otrzymać wskazówki, doświadczyć stanów mistycznych.
Kursanci opowiadają, że podczas tańca mają przebłyski jasnowidzenia
dotyczące przyszłości. Pojawiają się informacje, jak w danym momencie
życia powinno się postąpić i nie są to abstrakcyjne rady. Raczej
konkrety. Po tańcu „wie się”, czy zmienić pracę, wyjechać do innego
kraju. Tańczymy po kilka godzin, często poruszamy się w kręgu. Indianie
wierzą, że okrąg jest symbolem czasu, wszystko się powtarza: pory roku,
dni i noce, szczęście przeplata się z nieszczęściem, rodzimy się,
dorastamy, jesteśmy w pełni sił, starzejemy się i umieramy. Uczestnicy
przyznają, że ruch wyzwala w nich moc, powoduje przypływ wiary w siebie, poczucie wspólnoty z innymi.
Podczas tańca w kręgu dłonie ludzi muszą być połączone, gdy ktoś
wyłamuje się, jego sąsiedzi natychmiast łapią się za ręce. Ruch stóp
jest cały czas taki sam, odsuwa się lewą stopę i dosuwa do niej prawą.
Gdy ktoś osuwa się na ziemię i siada nieruchomo, wiadomo, że przeżywa
wizje.
Rainer naucza, że najważniejszy moment w życiu każdego człowieka
to chwila, gdy decyduje się pracować nad sobą, aby stać się lepszym.
Jest przekonany, że wszystkie religie świata mówią w gruncie rzeczy o tym samym. Używają różnych słów, koncepcji i idei, ale istnieje coś, co je łączy – dążenie do absolutu i połączenia się z Bogiem, czyli z Doskonałą Formą.
– Ja także mam swoją własną wizję. Marzę, że pewnego dnia stworzę ośrodek, do którego będą mogli
przyjeżdżać ludzie, aby się wyciszyć. Chciałbym, żeby było w nim
miejsce na alternatywne metody leczenia, medytację, psychologię, duchowość. W miarę upływu czasu
coraz ważniejszy staje się dla mnie drugi człowiek, jego problemy,
rozterki, wahania. Ważne jest dla mnie pomaganie innym, choć ciągle
wydaje mi się, że więcej od ludzi dostaję, niż sam im daję.
ZDJĘCIE: FOTOKADR
Miesięcznik WRÓŻKA oraz Instytut Wiedzy Waleologicznej zapraszają na wykłady i seminaria Rainera Kitzy
WARSZAWA
• 23.IV.2009 „Kalendarz Majów – zrozumienie cykli stwarzania świata i rozwój świadomości”
• 24.-26.IV.2009 „Podróż w głąb duszy
– przebudzenie swojej mocy”
Czytelnicy „Wróżki” po okazaniu numeru 2/09 mają 5% zniżki.
