Strona główna » Archiwum » 2011 » 03 » Wymyślone owoce i warzywa



Wymyślone owoce i warzywa

Jeśli czegokolwiek brakowało w raju, to właśnie ich. Truskawka, grejpfrut i pomarańczowa marchewka smakują, jak wyglądają. Bosko. Ale stworzył je człowiek. Człowiek zaczął poprawiać Matkę Naturę i krzyżować rośliny kilka wieków przed tym, nim wymyślił genetykę.

TAYBERRY – malinojeżyna ze Szkocji. W przyszłym roku stuknie jej pół wieku.

W ubiegłym roku izraelscy rolnicy zwołali specjalną konferencję prasową. Przedstawili na niej odmiany bananów, jakich dotąd nikt nie widział. Premier Beniamin Netanjahu we własnej osobie z dumą prezentował więc dziennikarzom banany różowe, niebieskie i takie, które smakowały jak… jabłka. To jeszcze nic, bo na polach izraelskiej firmy Hazera Genetics roi się od „owoców Frankensteina”: truskawki mają kształt marchewki, a marchewki – kartofla. Zresztą nie tylko tam, bo zeszłej wiosny do brytyjskich sklepów trafił inny frukt nie z tej ziemi. Pineberry wygląda jak negatyw truskawki i smakuje jak ananas. Jego cena też była „kosmiczna” – za 125 gramów tego cuda trzeba było zapłacić 2,99 funta, czyli około 10 złotych. Nie wszystkie owocowe krzyżówki są jednak równie dziwaczne (i kosztowne). Wiele z nich wygląda tak normalnie, że za żadne skarby świata nie podejrzewalibyśmy ich o bycie mutantami. Człowiek zaczął bowiem poprawiać Matkę Naturę na długo przed tym, zanim w początkach XX wieku wymyślił genetykę.

PINEBERRY – mutacja genetyczna truskawki i ananasa.
Do sklepów trafiła 31 marca 2010 roku.

Pomarańczowa alternatywa
Weźmy taką marchewkę. Kiedy dwa tysiące lat temu Daucus carota wyruszała na podbój stołów starożytnego świata z gór Afganistanu, była mała, łykowata, gorzka i biała (może nie jak śnieg, ale jak pasternak). Rozmiarów, słodyczy i kolorów nabrała dopiero z czasem, bo na przestrzeni dziejów marchew dzięki rozmaitym krzyżówkom i przeszczepom zachowywała się jak kameleon. Najpierw koło 500 roku z bieli przeszła w żółć, około 900 roku stała się fioletowa, a około 1500 roku osiągnęła barwę soczystej pomarańczy.
Jak do tego doszło, trudno jednoznacznie powiedzieć. Legenda mówi, że w ten sposób XVII-wieczni holenderscy ogrodnicy chcieli podziękować Jego Królewskiej Mości Wilhelmowi I Orańskiemu za wyzwolenie kraju spod hiszpańskiego jarzma. Opowieść to jednak równie romantyczna, co nieprawdziwa. XVI- i XVII-wieczni holenderscy urzędnicy nie pałali sympatią do dynastii orańskiej. XIX-wieczny lekarz, William Thomas Fernie, twierdził nawet, że oranż był barwą zarezerwowaną dla rodziny królewskiej (oranje). Pod karą grzywny zakazywano więc uprawy i handlu pomarańczowymi roślinami. Tak to na kilkadziesiąt lat wypleniono z holederskich ogrodów nie tylko kwiaty lilii bulwkowatej, ale też pomarańczową marchewkę.
Legendy nie potwierdzają nawet płótna holenderskich mistrzów pędzla. Ówcześni malarze używali bowiem żółci i oranżu jako dwóch różnych wariantów jednego koloru, i używali ich według swojego widzimisię. Botanicy nie dają wiele wiary holenderskiemu pochodzeniu pomarańczowej barwy w marchewce. Na miejsce jej narodzin wyznaczają Turcję, a na jej „akuszerów” miejscowych chłopów, na których polu pozbawiony beta-karotenu biały azjatycki korzeń wdał się w przypadkowy „mezalians” ze swoją rosnącą dziko, żółtą od pigmentu xanthophylls krewniaczką z Europy. Na potwierdzenie naukowcy wyciągają bogatą dokumentację pomarańczowej marchewki. Znajdują się w nim między innymi: bizantyjski manuskrypt z 512 r. n.e., XI-wieczna rycina z biblioteki oksfordzkiej oraz włoski fresk z 1517 roku. I żaden z tych dokumentów nie ma nic wspólnego z Holandią.

LIMKWAT – owoc „związku” limonki z kumkwatem i pyszny cierpki cytrus z jadalną słodką skórką! Ma już 102 lata.






Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.