Strona główna » Archiwum » 2011 » 10 » Studnia życzeń



Studnia życzeń

Cztery jeziora i między nimi, na wzgórzu, dom z czerwonym dachem. A przed nim studnia. Można z niej wody naciągnąć albo żale do niej wylać. I na tym koniec. Bo kiedy jej powiesz, jak Kasia Przedwojewska, czego pragniesz, to kto wie, co się może zdarzyć…

No to najpierw ja – uśmiecha się Kasia Przedwojewska. Kiedy się uśmiecha, to tylko ten uśmiech widać. Taki jest prawdziwy. A nie zawsze tak było.

Siedzimy na leżakach w pełnym słońcu. Kasia, Beata i psy, które moszczą sobie miejsce u jej stóp. Ten duży, Bronia, na trawie, a ten mały, Gustaw, na karimacie. Za nami Deresze. Dom Kasi i Beaty. Białe ściany, czerwony dach. Mnóstwo kwiatów. – Najpierw ja – zaczyna Kasia – bo ja tu byłam pierwsza. Była sobie dziewczyna...

Kasia miała rodzinę, męża i mieszkanie w mieście, ale w tym wszystkim ani odrobiny siebie. Ani skrawka własnej przestrzeni. Tylko czasem, w aucie. Wtedy mogła nawet krzyknąć, jeśli ktoś jej zajechał drogę. Mogła też skręcić w tę stronę, w którą chciała.

– Byłam kurą domową, tkwiącą po szyję w schemacie, który mi zupełnie nie pasował – opowiada. – Żona, mama, opiekunka, kucharka, praczka, sprzątaczka. Krzywiłam twarz w uśmiechach i myślałam, że tak musi być.

Kasia pojechała kiedyś na warsztaty. Takie dla kobiet. Trochę psychologii, trochę o tym, jak być asertywnym, jak poszukać w sobie siły do tego, żeby wszystko zmienić. Albo tylko trochę. To było we wsi Giławy. Wyszła nocą przed dom. Księżyc stał wysoko. I wszystkie, wszystkie gwiazdy. No i ten cień czarny: studnia. Stanęła przy niej.

– Nagle wyrzuciłam to z siebie. Że chcę zmienić życie, chcę mieć taki dom. Takie niebo nad głową. I żeby to do mnie kobiety przyjeżdżały na warsztaty. Minęło kilka lat. Wszystko mi się spełniło – Kaśka przeciąga się w słońcu. – Kto by się spodziewał? – dopowiada Beata. – Przecież to tylko studnia.

Kawałek świata dla siebie

Kaśka wróciła z warsztatów w Giławach inna. Jakby obudziła się z depresji. Zaczęła pracować w nieruchomościach. Uczyć się tej profesji od początku. Kiełkowało w niej pragnienie, żeby znaleźć kawałek świata dla samej siebie. Przestała udawać, że wszystko jest okej… W końcu rozstała się z mężem.

– Jego ciągnęło miasto, a ja wybrałam wieś – wspomina. – Nie obarczam winą nikogo. Wybaczyłam mu i wybaczyłam sobie… I jestem mu wdzięczna. Bo to właśnie mąż pchnął mnie na drogę, na której kobieta musi odnaleźć własną duchowość. A teraz, od moich przyjaciół Beaty i Piotra, każdego dnia uczę się, jak można żyć w doskonałym małżeństwie. Uczę się, że to możliwe.

Minęło kilka lat od rozmowy Kasi ze studnią w Giławach. Poczuła, że już czas. Ruszyła w podróż. Tym razem nie szukała posiadłości dla klienta. Teraz chciała znaleźć coś dla siebie. Przemierzyła Bieszczady, Beskidy i jeszcze Kaszuby. I nic. Zobaczyła setkę miejsc, ale jakiś wewnętrzny głos mówił: nie. To jeszcze nie tutaj. Wróciła do Olsztyna. Tak jak co dzień rozpoczęła pracę od obowiązkowej prasówki. Ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości.

– Czytam. A tu Deresze są na sprzedaż! Moje Deresze. Nie ma adresu ani zdjęcia, tylko telefon biura. Ale nie potrzebuję adresu, przecież wiem: Deresze. Tej nazwy nie mogłam zapomnieć, tak nazywał się dom w Giławach. Ten sam, w którym byłam na warsztatach! Dom ze studnią, której powiedziałam kiedyś wszystko.

To przecież moje Deresze

Pojechała bez chwili wahania. – Jest na sprzedaż. Ale wie pani – gospodarz podniósł palec w górę. – Już komuś obiecałem, wpłacił zaliczkę. Wetknęła ręce do kieszeni. Żeby nie zobaczył, że drżą. Wiedziała, że kręci. Kilka lat uczyła się handlu nieruchomościami, żeby w tej jednej chwili nie skrewić, żeby nie wyczuł, jak bardzo jej zależy. – Rozumiem – powiedziała. – To pana decyzja. Mam na oku jeszcze inną posesję, więc daję panu czas do namysłu. Do jutra do 20.00. Dobrze?

Zadzwonił o siódmej rano. I tak kupiła dom bez prądu i wody. Bo okazało się, że ta ze studni miała 200 razy przekroczone normy żelaza.

– No to teraz ja – odzywa się Beata. Dziewczęca, pełna życia o jasnych oczach. Spotkały się w Olsztynie, w Best Study Centre, szkole językowej, w której Beata jest „dyrektorem, sprzątaczką i nauczycielką”. Kasia przyjechała na kurs angielskiego dla tych, co na wsi chcą rozwijać turystykę. Płaci Unia Europejska. Miało się zacząć o 17.00. Minęło kilka minut i nic.

– Co się tutaj… – wpadła do gabinetu, żeby opieprzyć Beatę. A Beata uśmiechnęła się tylko i spytała: „W czym mogę pani pomóc?”. I Kasia poczuła, jak w jednej chwili opada z niej cała złość. Od tamtej pory stały się przyjaciółkami.




Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

porównanie kredytów mieszkaniowych
Porównanie Kredytów Mieszkaniowych. Porównanie kredytów hipotecznych 25 banków.
najtanszy-kredyt-hipoteczny.pl