Jak pomóc zbłąkanej duszy

Błąkają się. Szukają wyjścia. Nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Dusze tułacze. Potrzebują naszej pomocy, by mogły iść tam, gdzie ich miejsce.  

Kiedyś Ewa, prawniczka, mogłaby uwierzyć we wszystko, ale na pewno nie w to, że pomoże zagubionym duszom odejść z ziemskiego poziomu w inne miejsce...!!

– Zawsze marzyłam, żeby kupić sobie na emeryturze mały domek – opowiada o swojej metafizycznej przygodzie, która niespodziewanie zaprowadziła ją w rejony życia, o których nawet nie wiedziała, że istnieją. – Gdzieś na Podlasiu, bo tam jeździłam na wakacje do babci. Szukałam czegoś w okolicach Siemiatycz, żeby było blisko dziecięcych wspomnień. Jednak idealny domek znalazłam niedaleko Stoczka Łukowskiego, bliżej Warszawy.

Biała chałupka obrośnięta malwami. Cudowna! Ale mieszkać się tam nie dało. Ewa mówi, że pierwszej nocy była tak zmęczona, że zasnęła chyba po pięciu sekundach. Zaczęło się o 2.00 w nocy.

Obudził ją chłód, mimo że był czerwiec, ciepła noc. Trzęsła się z zimna!

Długo nie mogła zasnąć, bo cały czas słyszała szelesty, stukoty, choć jej kot nie łaził po domu, tylko spał razem z nią, na kołdrze. Wciąż był zestresowany nowym miejscem i nie opuszczał jej na krok.
 
Najdziwniejsze było to, że mój zepsuty od lat zegar nagle ruszył!! – wspomina.

– Poczułam się nieswojo. Przypomniałam sobie, jak kiedyś babcia opowiadała, że zanim na wsi postawili poświęconą figurę, czyli Matkę Boską, każdy omijał miejsce po lasem, bo tam straszyło. Kiedyś, chyba w XVIII w., było tam miejsce straceń – wzdycha. – Mój krytyczny, naukowy umysł zaprzeczał jednak istnieniu zjaw i duchów czy czegoś w tym rodzaju. Jak bardzo się myliłam!

Zjawiska przybrały na sile. A Ewa czuła się coraz gorzej.

Często bolała ją głowa, miewała dziwne stany lękowe. Nie poznawała samej siebie. Na przykład chciało jej się mięsa, choć od 15 lat była wegetarianką. Stawała się agresywna, przestało ją cieszyć czytanie książek.
 
Któregoś dnia, gdy nie wiedziała już, co zrobić, po prostu się pomodliła. Uklękła jak za dawnych lat i poprosiła o pomoc. 

reklama


I dostała wiadomość: to, co nie dawało jej spokoju, to tułacze dusze żołnierzy pomordowanych pod Stoczkiem Łukowskim. Miała im pomóc. Ale jak? Zwierzyła się z tego Magdzie, przyjaciółce, która czytała książki ezoteryczne i ukończyła kursy bioenergoterapii. Magda przywiozła niebieską książeczkę pełną wskazówek, jak pomóc tułaczym duszom.

Postanowiły we dwie przeprowadzić obrzęd według instrukcji autorów: dwojga Rosjan, którzy podali wszystkie modlitwy i opisali sposób, jak poprowadzić do światła istoty, które utknęły na ziemskim planie astralnym. – Wiem, brzmi to niewiarygodnie, ale… pomogło! – Ewa do tej pory, choć minął ponad rok, nie może uwierzyć, że siła odpowiedniej modlitwy jest tak wielka.

Czym są tułacze dusze i jak im pomóc?

 
Marina Mockałło, tłumaczka książki, z której korzystała Ewa i Magda, bioenergoterapeutka, specjalistka medycyny wielowymiarowej, razem z mężem Bogusławem Arturem, mistrzem reiki, wiele razy uwalniała przyklejone do żywych tułacze dusze.
 
Dusze tułacze to takie, które zostały na ziemskim poziomie z różnych powodów – tłumaczy Marina.

– Na przykład zmarli byli za życia tak przywiązani do dóbr doczesnych, że po śmierci ich dusze nie mogły oderwać się od tego, co zdobyli. Albo zginęli nagle, podczas bitwy lub w wypadku. Samobójcy, ci, którzy umarli, bo przedawkowali alkohol lub narkotyki. 

– Bywają także dusze zazdrośników, którzy za życia kogoś prześladowali „miłością”, a teraz nie wyobrażają sobie, by ktoś inny mógł cieszyć względami ich ofiary. To również dusze przeklęte, zagubione, nieuwolnione. No i dusze nienarodzonych dzieci. Wszyscy oni szukają energii, ale takiej jakości, jaką mieli za życia, zgodnie ze swoim duchowym DNA. Przeważnie wśród członków własnego rodu. Ale może się zdarzyć, że gdy ich udręka trwa zbyt długo, korzystają z obcej energii – ciągnie Marina.
 

Po czym poznać, że do kogoś z członków naszej rodziny przykleiła się dusza tułacza? 

 
– Taki człowiek niemal z dnia na dzień zaczyna się inaczej zachowywać, niż miał w zwyczaju – wyjaśnia Bogusław Artur. – Na przykład syn nigdy nie pił, a po śmierci ojca alkoholika coraz częściej zaczyna zaglądać do kieliszka. Być może dusza ojca nie daje mu spokoju. Albo kobieta nie może poukładać sobie życia, bo jej mąż z poprzedniego wcielenia wciąż uzurpuje sobie prawo do bycia z nią. 

Taką właśnie dziewczynę uwolnili rok temu z okowów ciągnącej się za nią karmy. Ładna, mądra, poukładana. Ale każdy jej związek kończył się fiaskiem. – Gdy rozłożyliśmy nasze diagramy i wszystko sprawdziliśmy, okazało się, że przyczyną blokady był jej niegdysiejszy mąż. Miała z nim wiele tzw. węzłów karmicznych, czyli przyrzeczeń, złożonych obietnic. Od tego, jak bardzo były ważne, zależy siła mentalnych związków między ludźmi ciągnących się przez kolejne wcielenia – opowiadają.

– Wszystko to oczyściliśmy, a ona w ciągu dwóch miesięcy znalazła miłość swojego życia. I jest z tym mężczyzną do dziś! – śmieją się. 

Inne historie, które przytaczają Marina i Bogusław, są różnorodne jak życie. Na przykład chłopiec, który od wczesnego dzieciństwa był agresywny w stosunku do mamy. Przeklinał ją, zwracał się do niej po chamsku. W szkole miał kłopoty, był nielubiany, kiepsko się uczył. 

– Dodatkowo tę kobietę stale poniżał jej mąż – opowiadają. – Gdy przyjechała na zabieg z synem, naburmuszony chłopiec siedział z nosem w telefonie. Kiedy wykonaliśmy część pracy i uwolniliśmy wiele tułaczych dusz przyklejonych do niego, powiedzieliśmy, że teraz będziemy zdejmować przekleństwa, które rzucał na mamę. Dopiero wtedy podniósł głowę i spojrzał wzrokiem, w którym przez chwilę można było dostrzec ludzkie uczucia. 
 
Gdy matka z synem wyszli od nich i byli już na ulicy, stał się cud: chłopiec przytulił się do niej i podziękował. Z każdym dniem było coraz lepiej, również w relacji z mężem. Kupił jej prezent, zaprosił na kolację. Ci ludzie zaczęli żyć swoim życiem.

Ciężko mają dusze tych, którzy zginęli w nagłych, tragicznych wypadkach, bo są przywiązane do miejsc, gdzie to się wydarzyło.

Potrzebują szczególnej pomocy i modlitwy, by uwolnić się z pułapki. Gdy wydarzyła się katastrofa smoleńska, pracowaliśmy w grupie osób, które widzą i potrafią działać energetycznie – wspomina Bogusław. – Modliliśmy się razem o ich uwolnienie. Gdy skończyliśmy, poczuliśmy silny powiew wiatru, tak jakby ktoś otworzył drzwi i zrobił przeciąg. Wiedziałem, że przyszli nam podziękować.

Czasem dusze tułacze są tak zdesperowane, że wcielają się w jakąkolwiek żywą istotę, byle pożywić się jej energią.

– Mieliśmy przykład tego u naszych przyjaciół – moi rozmówcy przytaczają świeżą historię. – Mają dwa psy i pięć kotów. Jedna z kotek od początku zachowywała się dziwnie. Była nieprzyjazna, prychała, drapała, pozostałe zwierzęta się jej bały. Akceptowała tylko panią domu, bo dawała jej jeść. Podczas rozmowy okazało się, że nasz przyjaciel przywiózł ją z Białorusi, gdzie przez jakiś czas pracował. Znalazł ją przy drodze, trzęsła się z zimna, więc zabrał ze sobą. 

Kiedy uzdrowiciele na prośbę przyjaciół sprawdzili, dlaczego zwierzątko tak się zachowuje, byli w szoku. Kotka miała na matrycy energetycznej 100 procent ciemności! Reszta zwierząt: zero. – Była we władaniu siły demonicznej, istoty o bardzo niskich wibracjach – tłumaczą. – Podczas zabiegu wyrywała się z ramion swojej pani, fukała i patrzyła na nas złym wzrokiem. Ale już nazajutrz zachowywała się inaczej. Wskoczyła mi na kolana i ocierała się miłośnie – uśmiecha się Marina. – Spytałam: Dziękujesz mi, prawda?. A ona patrzyła mi głęboko w oczy i nie był to już ten zły wzrok, co wczoraj. Gdy wrócili, od przyjaciół przyszedł SMS: „Dziękujemy. Mamy zupełnie nową kotkę!”. 
 
 
Natalia Ross
fot. shutterstock
Źródło: Wróżka, nr 11/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl