Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Magiczna strona życia » Absurdy codzienności » Narodziny miss
Narodziny miss
Najpierw były konkursy piękności dla psów, kwiatów i dzieci. Dopiero potem pojawił się pomysł, żeby wybrać też najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Ale wcale nie został przyjęty z entuzjazmem…
Faworytki były dwie: Zuzanna Cembrowska, lat 19, tancerka Operetki Warszawskiej oraz Krystyna Żyła, ekspedientka z Kobierzyna. By je zobaczyć, w hali warszawskiego Torwaru zgromadziły się tłumy. Ludźmi kierowała ciekawość: oto po raz drugi po wojnie, tym razem w stolicy, miała zostać wybrana Miss Polonia roku 1958.
Pierwsze powojenne wybory odbyły się rok wcześniej w hali słynnej Stoczni Gdańskiej. Kandydatki wystąpiły wówczas we własnych kostiumach kąpielowych, a koronę wykonaną, jak na stocznię przystało, „z blachy”, dostała niejaka Alicja Bobrowska.
Atmosfera warszawskiego konkursu od początku była gorąca. Pojawiły się plotki, że został on ustawiony i faworyzowana przez jury Cembrowska zgarnie główną nagrodę.
Organizacja imprezy okazała się fatalna. Na kiepsko oświetloną i nagłośnioną scenę wyszło tylko 10 z 12 kandydatek. Dwie zdyskwalifikowano z niewiadomych powodów. Gdy ogłoszono werdykt koronujący pannę Zuzannę, zwolennicy Krystyny wpadli w szał. Doszło do bójki i to nie byle jakiej, bo wywrócono nawet wóz transmisyjny. W końcu po dłuższej rozróbie rozjuszonych miłośników damskich wdzięków spacyfikowała Milicja Obywatelska.
Kilka tygodni później gruchnęła nowa plotka: przegraną Krystynę Żyłę znaleziono martwą na trotuarze pod Grand Hotelem. Podobno wypadła z okna. Krótko mówiąc – wypadek, ale oczywiście mocno podejrzany, zważywszy na ostatnie wydarzenia.
Nagromadzenie afer wkoło konkursu sprawiło, że na blisko ćwierć wieku wybory Miss Polonia zniknęły z kalendarza imprez. Dopiero po latach okazało się, że ofiarą nieszczęśliwego zdarzenia nie była finalistka Miss Polonia, lecz porwana kilka dni wcześniej jej nastoletnia imienniczka o nazwisku Kupiec – córka dozorcy z Krakowa.
Lico niekoniecznie gładkie
Konkursom piękności od początku istnienia towarzyszyła atmosfera skandalu. Wiadomo: tam, gdzie w grę wchodzi osobista ambicja, zazdrość i drażliwe kwestie urody, nietrudno o awanturę.
Najlepszy – i najstarszy – przykład to sąd Parysa. Jak wiemy z greckiej mitologii, młodzieniec ów został poproszony o wskazanie najpiękniejszej spośród trzech bogiń: Hery, Ateny i Afrodyty. Miał jej wręczyć nagrodę – złote jabłko. Już od początku wiadomo było, że konkurs jest „ustawiony”, choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że sędziego próbowały przekupić wszystkie olimpijskie piękności. Hera oferowała mu mądrość, Atena – wsparcie w boju, Afrodyta zaś – miłość najpiękniejszej ziemianki, Heleny Trojańskiej. Czuły na damskie wdzięki Parys nie wahał się długo i wybrał Afrodytę. I tak z powodu ambicji trzech zazdrosnych o siebie kobiet rozpętała się bijatyka na pół antycznego świata, zwana wojną trojańską.
Męska ambicja z kolei była przyczyną zorganizowania konkursu piękności, którego opis znajdziemy w Biblii. Oto król Aswerus miał żonę imieniem Waszti, niewiastę niezwykłej urody, a na dodatek skromną. Pewnego razu zorganizował wielką ucztę, na którą sprosił wszystkich znaczących ludzi w perskim imperium. Gdy po tygodniu trwania imprezy towarzystwo sobie nieźle popiło, król postanowił się pochwalić kolegom swoją żoną.
Zawezwał ją więc, by wszyscy mogli nacieszyć oczy jej wdziękami. Waszti nie miała jednak na to ochoty i odmówiła. Wściekły król pozbawił ją więc korony i skazał na wygnanie. Ale że życie bez królowej jest nudne, wkrótce Aswerus ogłosił konkurs na następną żonę.
Wysłani w kraj dworzanie mieli szukać „młodych dziewic o pięknym wyglądzie” i zgromadzić je w zamku w Suzie pod opieką Hegaja, „królewskiego eunucha i stróża żon”. Przybyły setki panienek, które wedle rozkazu namaszczono wonnymi olejkami, a następnie po jednej na noc posyłano do króla. Już po tym lakonicznym opisie można sobie wyobrazić, jak naprawdę ten „konkurs” wyglądał i o co w nim chodziło. Mimo to znalazła się zwyciężczyni: piękna i skromna (a jakże!) Estera, która tak ujęła króla, że zrezygnował z testowania dalszych kandydatek i pojął ją za żonę.



W biblijnej opowieści odnajdujemy podwaliny zasad współczesnych konkursów miss: kandydatka musi być urodziwa i niezamężna – dziewictwo wymagane nie jest.
Także w antycznej Grecji pojawiły się „wariacje na temat” wyboru najbardziej nadobnej dziewicy. Na greckiej wyspie Lesbos organizowano festiwal zwany Callisteia. Kobiety gromadziły się w sanktuarium Hery, gdzie wybierano spośród nich najpiękniejszą. Podobny rytuał odbywał się też w Arkadii, gdzie urodziwe panie zbierały się w miejscu kultu Demeter. Był wreszcie konkurs dla mężczyzn, poświęcony bogini Atenie. Najprzystojniejszego młodziana strojono we wstążki i wieniec laurowy, w nagrodę otrzymywał zaś zbroję, którą następnie ofiarowywał Atenie.
Pierwszy konkurs piękności opisano w mitologii greckiej.
Obraz „Sąd Parysa” Petera Paula Rubensa (XVII w.).
Wszystkie ówczesne wybory miss i misterów miały swoje korzenie w dawnych wierzeniach i obrzędach religijnych. O walorach rozrywkowych nie myślał nikt. Echa pogańskich rytuałów znajdziemy też w zwyczajach średniowiecznych. Tu również nie było mowy o tym, by piękne i pobożne damy prezentowały wdzięki ku uciesze gawiedzi. W tradycyjnych obrządkach związanych z letnim przesileniem lud wybierał „króla” i „królową”, ale ich rola była symboliczna, gładkie lico nie stanowiło zaś najważniejszego kryterium doboru. Przez następne kilkaset lat o poszukiwaniach „tej najpiękniejszej” najzwyczajniej w świecie zapomniano.
Posag dla najurodziwszej
Współczesny konkurs piękności narodził się dopiero w XIX wieku. Wszystko zaczęło się od spryciarza nazwiskiem Phineas T. Barnum, który w 1841 roku kupił w Nowym Jorku salkę wystawową zwaną Muzeum Amerykańskim. Początkowo zorganizował tam gabinet osobliwości, w którym żądna sensacji publika mogła obejrzeć wypchane i żywe „potwory” wszelkiej maści, a także dziwadła w rodzaju syjamskich bliźniąt
czy „kobiety z brodą”.
By przyciągnąć jeszcze więcej ludzi, wpadł na pomysł organizowania konkursów. Po wniesieniu skromnej opłaty za wstęp zgromadzeni wskazywali swój ulubiony eksponat. Wkrótce sami zaczęli przynosić własne dziwy i wtedy ów przedsiębiorca z prawdziwego zdarzenia postanowił rozkręcić nową gałąź rozrywkowego biznesu – konkursy na „najpiękniejszego psa”, „najpiękniejszy kwiat” i „najpiękniejsze dziecko”.
To był dopiero strzał w dziesiątkę i niemal idealne wcielenie zasad demokracji – każdy mógł zagłosować, ale też wystartować i zwyciężyć. Idąc za ciosem, Barnum ogłosił w 1854 roku konkurs na najpiękniejszą dziewczynę.
Pomysł okazał się jednak kompletną klapą. Żadna szanująca się młoda dama nie chciała paradować przed ciekawską publicznością, mimo obietnicy pokaźnej nagrody: posagu dla panny lub diamentowej tiary dla mężatki. Niezrażony Barnum zmienił więc formułę: poprosił o przysyłanie zdjęć. To na ich podstawie miała zostać wybrana najpiękniejsza. To także nie wypaliło – okazało, że ówczesne damy nie życzyły sobie również, żeby ktoś postronny oglądał ich fotki. W tamtych czasach szanujące swoją reputację kobiety unikały publicznych występów. Jednak już pod koniec XIX wieku, gdy obyczajowe okowy zaczęły pękać, właśnie formuła konkursu fotograficznego zyskała największą popularność.
Najpiękniejsza panna w kąpieli
Latem 1888 roku w europejskich gazetach pojawiło się ogłoszenie zachęcające do wzięcia udziału w organizowanym w Belgii konkursie na „najpiękniejszą kobietę na planecie”. Należało przysłać zdjęcie i kilka słów o sobie.
Z 350 zgłoszeń jury wybrało 21 kandydatek, które miały się stawić przed nim osobiście. Wedle relacji dziennikarzy, wszystko odbywało się w podniosłej i nieco pruderyjnej atmosferze. Sędziowie ubrani byli we fraki, dziewczęta nosiły suknie wieczorowe, a przywieziono je w szczelnie zamkniętych karetach. Publiczność nie miała wstępu na konkurs. Palmę zwycięstwa i nagrodę – 5 tysięcy franków – zdobyła niejaka Marthe Soucaret z Gwadelupy.
Wkrótce pomysł przyjął się w innych krajach. W Niemczech w 1909 roku zorganizowano konkurs w berlińskim kabarecie Promenada. Zwyciężyła dziewiętnastoletnia Gertrud Dopieralski, sprzedawczyni cygar z Prus Wschodnich. Za gładką twarz, na współczesny gust zbyt pucułowatą, tudzież inne przymioty dostała 20 marek w złocie.
Wiek XX przyniósł rewolucyjne zmiany obyczajowe, a wybory miss stały się międzynarodowym show, śledzonym nie tylko przez męską połowę ludzkości. I choć współczesne feministki są do konkursów piękności wrogo nastawione – zarzucają im że kobietę traktują instrumentalnie i redukują jej człowieczeństwo do ciała – to nie byłoby ich, gdyby panie same nie odkryły, że właśnie owych ciał nie muszą się już wstydzić. Wynalezienie kostiumu kąpielowego pozwoliło jeszcze dokładniej oceniać cielesne walory kandydatek.
Pomysł na konkursy pań w takich strojach pojawił się po raz pierwszy w Ameryce. Hotelarze z Atlantic City postanowili zachęcić turystów, by zostali u nich na nieco dłuższych wakacjach. Wymyślili więc Narodowy Turniej Piękności. Odbył się on na plaży i tam wybrano „najpiękniejszą w Ameryce pannę w kąpieli”. Był rok 1921 – od tego czasu kostium kąpielowy przebojem wdarł się do programu wszelkich takich imprez.
Tego samego roku dziennikarz Herb Test wymyślił nazwę dla ogólnokrajowego konkursu piękności – Miss America. Miał on dwa etapy: najpierw wybierano lokalne miss poszczególnych stanów, potem całego kraju. Po nadesłaniu fotografii typowano kandydatki do stawienia się przed jury. Pierwszą Miss America została Margaret Gorman, reprezentująca stan Waszyngton.
Od tej pory konkurs ruszył z kopyta, gromadząc coraz więcej pięknych dziewcząt i publiczności. Formuła uległa lekkiej zmianie w 1935 roku, gdy wprowadzono „prezentację talentu” dziewczyn. Dzięki temu można było twierdzić, że ocenia się nie tylko urodę, ale również… intelekt kandydatek.
Konkursy miss trafiły szybko do innych krajów, w tym i do Polski. Pierwsza taka impreza odbyła się u nas już w 1929 roku. Kandydatki wybrano na podstawie nadesłanych zdjęć (podobnie jak wszystkie przedwojenne misski), a w jury zasiadał między innymi Tadeusz Boy-Żeleński. Jemu też przypisuje się wymyślenie nazwy imprezy: Miss Polonia. Tytuł ten przypadł Władysławie Kostakównie, urzędniczce Miejskiej Kasy Oszczędnościowej w Warszawie, która pokonała liczne „hrabianki i baronówny”.
Mocnym europejskim akcentem w historii wyborów najpiękniejszej kobiety były wybory Miss World, których pomysłodawcą był Anglik Eric Morley. Ten najbardziej dziś znany światowy konkurs piękności wystartował w Londynie w 1951 roku jako Konkurs Bikini. To właśnie wtedy piękności z całego świata pojawiły się po raz pierwszy przed publicznością w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym i szpilkach, dziś standardowym stroju misski. Skandal był wielki i na kilka następnych lat odstąpiono od tego efektownego eksponowania wdzięków. Najlepiej w bikini i szpilkach zaprezentowała się zdaniem jurorów Kiki Haakonson ze Szwecji i jako jedyna w historii miss została tak nawet ukoronowana.
Bikini miało wpływ na kanon kobiecej urody, ale też na zawsze zmieniło konkursy piękności. Choć magicznego 90/60/90 nikt nie zakwestionował, to najpiękniejsze misski były odtąd coraz wyższe i szczuplejsze.
Albo korona, albo tatuaż
Historia konkursów piękności zaczęła się od skandalu z Parysem, jabłkiem i boginiami, nic więc dziwnego, że potem również nie zabrakło afer. W 1923 roku amerykańska misska Helmar Leiderman okazała się mężatką. Na dodatek nie pochodziła, jak twierdziła, z Alaski, lecz z Nowego Jorku. W 1974 roku Miss World musiała abdykować, kiedy dziennikarze ujawnili, że nie jest panną, tylko samotną matką.
W 2010 roku Nowozelandka Olivia O’Neill (lat 15) oddała koronę Miss Nastolatek Wanganui, kiedy ufarbowała swoje blond włosy na ciemny brąz. W tym samym roku Laurze Anness odebrano tytuł Miss Kornwalii, ponieważ nie miała 22 lat, jak podała, tylko 27. 19-letnią Cynthie de la Vega pozbawiono z kolei tytułu Miss Meksyku, ponieważ przybrała na wadze… 2,7 kilo.
My też mieliśmy swoje skandale. W 1931 roku konkurs Miss Polonia został zawieszony na rok, bo zwyciężczyni poprzedniej edycji, Zofia Batycka, odmówiła oddania korony!
W 1987 roku z kolei damska część jury (zasiadała w nim między innymi Beata Tyszkiewicz) zbojkotowała oficjalny wybór, twierdząc, że głosowanie zmanipulowano. Oburzone sędziny ogłosiły protest na balu koronacyjnym.
W Ameryce skandale związane z misskami zdarzają się regularnie i dotyczą zazwyczaj ich nieodpowiedniego prowadzenia się. Często wypływają w brukowcach nagie fotki dziewczyn. Tak było z Vanessą Williams, która z tego powodu musiała oddać koronę Miss Ameryki. Nie przeszkodziło to jej w dalszej karierze – mogliśmy ją oglądać, m.in. w serialu „Gotowe na wszystko”.
Miss może też wywołać skandal, kiedy się odezwie. Tak było między innymi z miss California z 2009 roku, która jako zdeklarowana chrześcijanka wyraziła niechęć wobec idei małżeństw homoseksualnych. Problemów przysparzają nawet sprawy zupełnie błahe, jak choćby… tatuaże. Regulamin Miss Polonia zabrania ich posiadania, a tymczasem czujni dziennikarze na karku tegorocznej Miss Województwa Łódzkiego odkryli dwa niewielkie chińskie symbole.
Małe misski, duży problem
Niezwykła popularność konkursów dla najpiękniejszych sprawiła, że wrócono do pomysłów sprytnego P.T. Barnuma. Tak jak w połowie XIX w., przed szanownym jury prezentują się na przykład psy czy dzieci. Te ostatnie zresztą, choć są niezwykle popularne, budzą sporo kontrowersji.
Już w 1855 roku, w pionierskich czasach nowojorskiego biznesmena, na wybory małej miss przyszło 61 tysięcy gapiów! Dziś to wielki dochodowy interes, w którym dzieci udają dorosłych. Mają piękne fryzury, montuje im się specjalne sztuczne ząbki, maluje paznokcie. Niektórzy uważają, że jest to okradanie ich z dzieciństwa, a nawet zachęta dla pedofilów.
Tragicznym symbolem „zabawy” w miss stała się sześcioletnia JonBenet Ramsey, uczestniczka wielu konkursów. W 1996 roku znaleziono ją zamordowaną w piwnicy własnego domu. Początkowo oskarżono rodziców i brata dziewczynki, jednak oczyszczono ich z zarzutów na podstawie testów DNA. Sprawa pozostała nierozwiązana do dziś. Mimo to dziecięce konkursy kwitną, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.
Szaleństwo wyboru najpiękniejszych zdaje się nie mieć końca. W szranki mogą stanąć seniorzy, kobiety w ciąży czy damy o kształtach rubensowskich. By zwrócić uwagę na problem min przeciwpiechotnych w Afryce, organizuje się nawet konkurs Miss Min Przeciwpiechotnych. Kandydatki prezentują się – a jakże – w strojach kąpielowych. Tylko stoją o kulach, bo na ogół… nie mają którejś z kończyn. Z kolei podczas naszego wolsztyńskiego konkursu Miss Świata Parowozów jego uczestniczki prężą ciała na tle starodawnych ciuchć, ociekających – jak w wierszu Tuwima – tłustą oliwą.
Z tego nadmiaru konkursowego bogactwa wynikają dwa wnioski. Po pierwsze – lubimy być oglądani, oceniani i chwaleni. Po drugie – przy takim nawale konkurencji niemal zawsze można znaleźć odpowiednią dla siebie. A nawet gdyby się nam nie udało zostać tą najpiękniejszą czy tym najpiękniejszym, to nie oznacza jeszcze, że możemy stawać w szranki po tytuł najbrzydszego na świecie. Ten jest już bowiem zarezerwowany dla niejakiego Emila Kacića z Zagrzebia. I to całkiem zasłużenie, bo jego ofertę matrymonialną odrzuciło – z przyczyn estetycznych (czytaj: wielgachny nochal) – aż 5 tysięcy kobiet!
Faworytki były dwie: Zuzanna Cembrowska, lat 19, tancerka Operetki Warszawskiej oraz Krystyna Żyła, ekspedientka z Kobierzyna. By je zobaczyć, w hali warszawskiego Torwaru zgromadziły się tłumy. Ludźmi kierowała ciekawość: oto po raz drugi po wojnie, tym razem w stolicy, miała zostać wybrana Miss Polonia roku 1958.Pierwsze powojenne wybory odbyły się rok wcześniej w hali słynnej Stoczni Gdańskiej. Kandydatki wystąpiły wówczas we własnych kostiumach kąpielowych, a koronę wykonaną, jak na stocznię przystało, „z blachy”, dostała niejaka Alicja Bobrowska.
Atmosfera warszawskiego konkursu od początku była gorąca. Pojawiły się plotki, że został on ustawiony i faworyzowana przez jury Cembrowska zgarnie główną nagrodę.
Organizacja imprezy okazała się fatalna. Na kiepsko oświetloną i nagłośnioną scenę wyszło tylko 10 z 12 kandydatek. Dwie zdyskwalifikowano z niewiadomych powodów. Gdy ogłoszono werdykt koronujący pannę Zuzannę, zwolennicy Krystyny wpadli w szał. Doszło do bójki i to nie byle jakiej, bo wywrócono nawet wóz transmisyjny. W końcu po dłuższej rozróbie rozjuszonych miłośników damskich wdzięków spacyfikowała Milicja Obywatelska.
Kilka tygodni później gruchnęła nowa plotka: przegraną Krystynę Żyłę znaleziono martwą na trotuarze pod Grand Hotelem. Podobno wypadła z okna. Krótko mówiąc – wypadek, ale oczywiście mocno podejrzany, zważywszy na ostatnie wydarzenia.
Nagromadzenie afer wkoło konkursu sprawiło, że na blisko ćwierć wieku wybory Miss Polonia zniknęły z kalendarza imprez. Dopiero po latach okazało się, że ofiarą nieszczęśliwego zdarzenia nie była finalistka Miss Polonia, lecz porwana kilka dni wcześniej jej nastoletnia imienniczka o nazwisku Kupiec – córka dozorcy z Krakowa.
Lico niekoniecznie gładkie
Konkursom piękności od początku istnienia towarzyszyła atmosfera skandalu. Wiadomo: tam, gdzie w grę wchodzi osobista ambicja, zazdrość i drażliwe kwestie urody, nietrudno o awanturę.
Najlepszy – i najstarszy – przykład to sąd Parysa. Jak wiemy z greckiej mitologii, młodzieniec ów został poproszony o wskazanie najpiękniejszej spośród trzech bogiń: Hery, Ateny i Afrodyty. Miał jej wręczyć nagrodę – złote jabłko. Już od początku wiadomo było, że konkurs jest „ustawiony”, choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że sędziego próbowały przekupić wszystkie olimpijskie piękności. Hera oferowała mu mądrość, Atena – wsparcie w boju, Afrodyta zaś – miłość najpiękniejszej ziemianki, Heleny Trojańskiej. Czuły na damskie wdzięki Parys nie wahał się długo i wybrał Afrodytę. I tak z powodu ambicji trzech zazdrosnych o siebie kobiet rozpętała się bijatyka na pół antycznego świata, zwana wojną trojańską. Zawezwał ją więc, by wszyscy mogli nacieszyć oczy jej wdziękami. Waszti nie miała jednak na to ochoty i odmówiła. Wściekły król pozbawił ją więc korony i skazał na wygnanie. Ale że życie bez królowej jest nudne, wkrótce Aswerus ogłosił konkurs na następną żonę.
Przyznanie korony Zuzannie Cembrowskiej w 1958 roku skończyło się skandalem.
Wysłani w kraj dworzanie mieli szukać „młodych dziewic o pięknym wyglądzie” i zgromadzić je w zamku w Suzie pod opieką Hegaja, „królewskiego eunucha i stróża żon”. Przybyły setki panienek, które wedle rozkazu namaszczono wonnymi olejkami, a następnie po jednej na noc posyłano do króla. Już po tym lakonicznym opisie można sobie wyobrazić, jak naprawdę ten „konkurs” wyglądał i o co w nim chodziło. Mimo to znalazła się zwyciężczyni: piękna i skromna (a jakże!) Estera, która tak ujęła króla, że zrezygnował z testowania dalszych kandydatek i pojął ją za żonę.



W biblijnej opowieści odnajdujemy podwaliny zasad współczesnych konkursów miss: kandydatka musi być urodziwa i niezamężna – dziewictwo wymagane nie jest. Także w antycznej Grecji pojawiły się „wariacje na temat” wyboru najbardziej nadobnej dziewicy. Na greckiej wyspie Lesbos organizowano festiwal zwany Callisteia. Kobiety gromadziły się w sanktuarium Hery, gdzie wybierano spośród nich najpiękniejszą. Podobny rytuał odbywał się też w Arkadii, gdzie urodziwe panie zbierały się w miejscu kultu Demeter. Był wreszcie konkurs dla mężczyzn, poświęcony bogini Atenie. Najprzystojniejszego młodziana strojono we wstążki i wieniec laurowy, w nagrodę otrzymywał zaś zbroję, którą następnie ofiarowywał Atenie.
Pierwszy konkurs piękności opisano w mitologii greckiej. Obraz „Sąd Parysa” Petera Paula Rubensa (XVII w.).
Wszystkie ówczesne wybory miss i misterów miały swoje korzenie w dawnych wierzeniach i obrzędach religijnych. O walorach rozrywkowych nie myślał nikt. Echa pogańskich rytuałów znajdziemy też w zwyczajach średniowiecznych. Tu również nie było mowy o tym, by piękne i pobożne damy prezentowały wdzięki ku uciesze gawiedzi. W tradycyjnych obrządkach związanych z letnim przesileniem lud wybierał „króla” i „królową”, ale ich rola była symboliczna, gładkie lico nie stanowiło zaś najważniejszego kryterium doboru. Przez następne kilkaset lat o poszukiwaniach „tej najpiękniejszej” najzwyczajniej w świecie zapomniano.
Posag dla najurodziwszej
Współczesny konkurs piękności narodził się dopiero w XIX wieku. Wszystko zaczęło się od spryciarza nazwiskiem Phineas T. Barnum, który w 1841 roku kupił w Nowym Jorku salkę wystawową zwaną Muzeum Amerykańskim. Początkowo zorganizował tam gabinet osobliwości, w którym żądna sensacji publika mogła obejrzeć wypchane i żywe „potwory” wszelkiej maści, a także dziwadła w rodzaju syjamskich bliźniąt
czy „kobiety z brodą”.
By przyciągnąć jeszcze więcej ludzi, wpadł na pomysł organizowania konkursów. Po wniesieniu skromnej opłaty za wstęp zgromadzeni wskazywali swój ulubiony eksponat. Wkrótce sami zaczęli przynosić własne dziwy i wtedy ów przedsiębiorca z prawdziwego zdarzenia postanowił rozkręcić nową gałąź rozrywkowego biznesu – konkursy na „najpiękniejszego psa”, „najpiękniejszy kwiat” i „najpiękniejsze dziecko”.
To był dopiero strzał w dziesiątkę i niemal idealne wcielenie zasad demokracji – każdy mógł zagłosować, ale też wystartować i zwyciężyć. Idąc za ciosem, Barnum ogłosił w 1854 roku konkurs na najpiękniejszą dziewczynę.Pomysł okazał się jednak kompletną klapą. Żadna szanująca się młoda dama nie chciała paradować przed ciekawską publicznością, mimo obietnicy pokaźnej nagrody: posagu dla panny lub diamentowej tiary dla mężatki. Niezrażony Barnum zmienił więc formułę: poprosił o przysyłanie zdjęć. To na ich podstawie miała zostać wybrana najpiękniejsza. To także nie wypaliło – okazało, że ówczesne damy nie życzyły sobie również, żeby ktoś postronny oglądał ich fotki. W tamtych czasach szanujące swoją reputację kobiety unikały publicznych występów. Jednak już pod koniec XIX wieku, gdy obyczajowe okowy zaczęły pękać, właśnie formuła konkursu fotograficznego zyskała największą popularność.
Najpiękniejsza panna w kąpieli
Latem 1888 roku w europejskich gazetach pojawiło się ogłoszenie zachęcające do wzięcia udziału w organizowanym w Belgii konkursie na „najpiękniejszą kobietę na planecie”. Należało przysłać zdjęcie i kilka słów o sobie.
Z 350 zgłoszeń jury wybrało 21 kandydatek, które miały się stawić przed nim osobiście. Wedle relacji dziennikarzy, wszystko odbywało się w podniosłej i nieco pruderyjnej atmosferze. Sędziowie ubrani byli we fraki, dziewczęta nosiły suknie wieczorowe, a przywieziono je w szczelnie zamkniętych karetach. Publiczność nie miała wstępu na konkurs. Palmę zwycięstwa i nagrodę – 5 tysięcy franków – zdobyła niejaka Marthe Soucaret z Gwadelupy.
Wkrótce pomysł przyjął się w innych krajach. W Niemczech w 1909 roku zorganizowano konkurs w berlińskim kabarecie Promenada. Zwyciężyła dziewiętnastoletnia Gertrud Dopieralski, sprzedawczyni cygar z Prus Wschodnich. Za gładką twarz, na współczesny gust zbyt pucułowatą, tudzież inne przymioty dostała 20 marek w złocie.
Wiek XX przyniósł rewolucyjne zmiany obyczajowe, a wybory miss stały się międzynarodowym show, śledzonym nie tylko przez męską połowę ludzkości. I choć współczesne feministki są do konkursów piękności wrogo nastawione – zarzucają im że kobietę traktują instrumentalnie i redukują jej człowieczeństwo do ciała – to nie byłoby ich, gdyby panie same nie odkryły, że właśnie owych ciał nie muszą się już wstydzić. Wynalezienie kostiumu kąpielowego pozwoliło jeszcze dokładniej oceniać cielesne walory kandydatek.
Pomysł na konkursy pań w takich strojach pojawił się po raz pierwszy w Ameryce. Hotelarze z Atlantic City postanowili zachęcić turystów, by zostali u nich na nieco dłuższych wakacjach. Wymyślili więc Narodowy Turniej Piękności. Odbył się on na plaży i tam wybrano „najpiękniejszą w Ameryce pannę w kąpieli”. Był rok 1921 – od tego czasu kostium kąpielowy przebojem wdarł się do programu wszelkich takich imprez.
Tego samego roku dziennikarz Herb Test wymyślił nazwę dla ogólnokrajowego konkursu piękności – Miss America. Miał on dwa etapy: najpierw wybierano lokalne miss poszczególnych stanów, potem całego kraju. Po nadesłaniu fotografii typowano kandydatki do stawienia się przed jury. Pierwszą Miss America została Margaret Gorman, reprezentująca stan Waszyngton.
Od tej pory konkurs ruszył z kopyta, gromadząc coraz więcej pięknych dziewcząt i publiczności. Formuła uległa lekkiej zmianie w 1935 roku, gdy wprowadzono „prezentację talentu” dziewczyn. Dzięki temu można było twierdzić, że ocenia się nie tylko urodę, ale również… intelekt kandydatek.Konkursy miss trafiły szybko do innych krajów, w tym i do Polski. Pierwsza taka impreza odbyła się u nas już w 1929 roku. Kandydatki wybrano na podstawie nadesłanych zdjęć (podobnie jak wszystkie przedwojenne misski), a w jury zasiadał między innymi Tadeusz Boy-Żeleński. Jemu też przypisuje się wymyślenie nazwy imprezy: Miss Polonia. Tytuł ten przypadł Władysławie Kostakównie, urzędniczce Miejskiej Kasy Oszczędnościowej w Warszawie, która pokonała liczne „hrabianki i baronówny”.
Londyn 1951 r. Pierwsze wybory Miss World, największego międzynarodowego konkursu piękności, startowały jako pokaz bikini.
Mocnym europejskim akcentem w historii wyborów najpiękniejszej kobiety były wybory Miss World, których pomysłodawcą był Anglik Eric Morley. Ten najbardziej dziś znany światowy konkurs piękności wystartował w Londynie w 1951 roku jako Konkurs Bikini. To właśnie wtedy piękności z całego świata pojawiły się po raz pierwszy przed publicznością w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym i szpilkach, dziś standardowym stroju misski. Skandal był wielki i na kilka następnych lat odstąpiono od tego efektownego eksponowania wdzięków. Najlepiej w bikini i szpilkach zaprezentowała się zdaniem jurorów Kiki Haakonson ze Szwecji i jako jedyna w historii miss została tak nawet ukoronowana.
Bikini miało wpływ na kanon kobiecej urody, ale też na zawsze zmieniło konkursy piękności. Choć magicznego 90/60/90 nikt nie zakwestionował, to najpiękniejsze misski były odtąd coraz wyższe i szczuplejsze.
Albo korona, albo tatuaż
Historia konkursów piękności zaczęła się od skandalu z Parysem, jabłkiem i boginiami, nic więc dziwnego, że potem również nie zabrakło afer. W 1923 roku amerykańska misska Helmar Leiderman okazała się mężatką. Na dodatek nie pochodziła, jak twierdziła, z Alaski, lecz z Nowego Jorku. W 1974 roku Miss World musiała abdykować, kiedy dziennikarze ujawnili, że nie jest panną, tylko samotną matką.
W 2010 roku Nowozelandka Olivia O’Neill (lat 15) oddała koronę Miss Nastolatek Wanganui, kiedy ufarbowała swoje blond włosy na ciemny brąz. W tym samym roku Laurze Anness odebrano tytuł Miss Kornwalii, ponieważ nie miała 22 lat, jak podała, tylko 27. 19-letnią Cynthie de la Vega pozbawiono z kolei tytułu Miss Meksyku, ponieważ przybrała na wadze… 2,7 kilo.My też mieliśmy swoje skandale. W 1931 roku konkurs Miss Polonia został zawieszony na rok, bo zwyciężczyni poprzedniej edycji, Zofia Batycka, odmówiła oddania korony!
W 1987 roku z kolei damska część jury (zasiadała w nim między innymi Beata Tyszkiewicz) zbojkotowała oficjalny wybór, twierdząc, że głosowanie zmanipulowano. Oburzone sędziny ogłosiły protest na balu koronacyjnym.
W Ameryce skandale związane z misskami zdarzają się regularnie i dotyczą zazwyczaj ich nieodpowiedniego prowadzenia się. Często wypływają w brukowcach nagie fotki dziewczyn. Tak było z Vanessą Williams, która z tego powodu musiała oddać koronę Miss Ameryki. Nie przeszkodziło to jej w dalszej karierze – mogliśmy ją oglądać, m.in. w serialu „Gotowe na wszystko”.
Miss może też wywołać skandal, kiedy się odezwie. Tak było między innymi z miss California z 2009 roku, która jako zdeklarowana chrześcijanka wyraziła niechęć wobec idei małżeństw homoseksualnych. Problemów przysparzają nawet sprawy zupełnie błahe, jak choćby… tatuaże. Regulamin Miss Polonia zabrania ich posiadania, a tymczasem czujni dziennikarze na karku tegorocznej Miss Województwa Łódzkiego odkryli dwa niewielkie chińskie symbole.
Zwyciężczyni konkursu Miss Universe 2006, Portorykanka Zuleyka Rivera.
Małe misski, duży problem
Niezwykła popularność konkursów dla najpiękniejszych sprawiła, że wrócono do pomysłów sprytnego P.T. Barnuma. Tak jak w połowie XIX w., przed szanownym jury prezentują się na przykład psy czy dzieci. Te ostatnie zresztą, choć są niezwykle popularne, budzą sporo kontrowersji.
Już w 1855 roku, w pionierskich czasach nowojorskiego biznesmena, na wybory małej miss przyszło 61 tysięcy gapiów! Dziś to wielki dochodowy interes, w którym dzieci udają dorosłych. Mają piękne fryzury, montuje im się specjalne sztuczne ząbki, maluje paznokcie. Niektórzy uważają, że jest to okradanie ich z dzieciństwa, a nawet zachęta dla pedofilów. Tragicznym symbolem „zabawy” w miss stała się sześcioletnia JonBenet Ramsey, uczestniczka wielu konkursów. W 1996 roku znaleziono ją zamordowaną w piwnicy własnego domu. Początkowo oskarżono rodziców i brata dziewczynki, jednak oczyszczono ich z zarzutów na podstawie testów DNA. Sprawa pozostała nierozwiązana do dziś. Mimo to dziecięce konkursy kwitną, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.
Szaleństwo wyboru najpiękniejszych zdaje się nie mieć końca. W szranki mogą stanąć seniorzy, kobiety w ciąży czy damy o kształtach rubensowskich. By zwrócić uwagę na problem min przeciwpiechotnych w Afryce, organizuje się nawet konkurs Miss Min Przeciwpiechotnych. Kandydatki prezentują się – a jakże – w strojach kąpielowych. Tylko stoją o kulach, bo na ogół… nie mają którejś z kończyn. Z kolei podczas naszego wolsztyńskiego konkursu Miss Świata Parowozów jego uczestniczki prężą ciała na tle starodawnych ciuchć, ociekających – jak w wierszu Tuwima – tłustą oliwą.
Z tego nadmiaru konkursowego bogactwa wynikają dwa wnioski. Po pierwsze – lubimy być oglądani, oceniani i chwaleni. Po drugie – przy takim nawale konkurencji niemal zawsze można znaleźć odpowiednią dla siebie. A nawet gdyby się nam nie udało zostać tą najpiękniejszą czy tym najpiękniejszym, to nie oznacza jeszcze, że możemy stawać w szranki po tytuł najbrzydszego na świecie. Ten jest już bowiem zarezerwowany dla niejakiego Emila Kacića z Zagrzebia. I to całkiem zasłużenie, bo jego ofertę matrymonialną odrzuciło – z przyczyn estetycznych (czytaj: wielgachny nochal) – aż 5 tysięcy kobiet!
Koronacja Royal Miss Colorado. W różnych kategoriach
wiekowych ubiegają się o ten tytuł uczestniczki od 0 do 28 lat.
Najpiękniejsi... we własnych oczach
„W porównaniu z innymi Europejczykami jesteśmy najpiękniejsi” – odpowiedziało 57 proc. Polaków w sondażu brytyjskiego dziennika „Guardian”. Żadna inna z pięciu przebadanych nacji nie okazała się równie narcystyczna – nawet drudzy w tym rankingu Hiszpanie (tę odpowiedź wybrało 41 proc. – badanie ICM na 5023 osobach z Polski, Niemiec, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii). Niestety, ma się to jednak nijak do tego, jak postrzegają nas inni. Społeczność portalu Beautiful People, skupiającego pięknych ludzi (każdego kandydata do „klubu” na podstawie zdjęcia kwalifikują – lub nie – członkowie płci przeciwnej, a załapuje się zaledwie co szósty) uważa Polaków za brzydkich. Wleczemy się w ogonie, w towarzystwie m.in. Brytyjczyków. Biją nas na głowę zwłaszcza Skandynawowie (panowie ze Szwecji i panie z Norwegii) oraz Brazylijczycy. Może więc zamiast narażać się na odrzucenie, lepiej spróbować szczęścia wśród rodzimych narcyzów – na polskiej stronie tylkopiekni.pl? A jeśli i tu spotka nas rozczarowanie, to zawiedzeni będą zwłaszcza panowie, znacznie częściej zadowoleni z własnej prezencji (85 proc.) niż panie (67 proc.; CBOS 2009).
„W porównaniu z innymi Europejczykami jesteśmy najpiękniejsi” – odpowiedziało 57 proc. Polaków w sondażu brytyjskiego dziennika „Guardian”. Żadna inna z pięciu przebadanych nacji nie okazała się równie narcystyczna – nawet drudzy w tym rankingu Hiszpanie (tę odpowiedź wybrało 41 proc. – badanie ICM na 5023 osobach z Polski, Niemiec, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii). Niestety, ma się to jednak nijak do tego, jak postrzegają nas inni. Społeczność portalu Beautiful People, skupiającego pięknych ludzi (każdego kandydata do „klubu” na podstawie zdjęcia kwalifikują – lub nie – członkowie płci przeciwnej, a załapuje się zaledwie co szósty) uważa Polaków za brzydkich. Wleczemy się w ogonie, w towarzystwie m.in. Brytyjczyków. Biją nas na głowę zwłaszcza Skandynawowie (panowie ze Szwecji i panie z Norwegii) oraz Brazylijczycy. Może więc zamiast narażać się na odrzucenie, lepiej spróbować szczęścia wśród rodzimych narcyzów – na polskiej stronie tylkopiekni.pl? A jeśli i tu spotka nas rozczarowanie, to zawiedzeni będą zwłaszcza panowie, znacznie częściej zadowoleni z własnej prezencji (85 proc.) niż panie (67 proc.; CBOS 2009).
Stanisław Gieżyński
fot. forum, pap, shutterstock.com
fot. forum, pap, shutterstock.com
Zaloguj się aby móc komentować.