Strona główna » Magiczna strona życia » Wyprawy w nieznane » Świt spóźnionej wiosny



Świt spóźnionej wiosny

Wesołowo na Mazurach to miejsce, gdzie Krzysztof Hejke, fotograf i profesor łódzkiej Filmówki, autor m.in. albumu „Polska romantyczna”, najchętniej obserwuje budzącą się wiosnę. Tu na szczycie dwupiętrowej wieży, uzbrojony w aparat z teleskopowym obiektywem, rozpoczyna fotograficzne polowanie na bociany na sąsiednich dachach, czaple na pobliskich jeziorach, sarny na okolicznych polach.

Wiosna to „porodówka” natury: wykluwają się ptaki, na świat przychodzą dzikie koniki. Do jesieni muszą zmężnieć: ptaki, żeby dolecieć do Afryki, źrebaki, żeby znaleźć pokarm pod pierwszym śniegiem.

Bocianie pisklęta wykluwają się na początku maja,
bociany wysiadują je na zmianę przez cztery tygodnie.
Obserwując to przez teleobiektyw, myślę, że dobrze,
iż rodzice ten miesiąc sobie trochę posiedzą.
Bo jak małe się wyklują, nie mają szans na odpoczynek:
trzy otwarte dzioby nieustannie wołają o jedzenie.

Wiosna w Wesołowie zaczyna się później niż w Warszawie, dlatego kiedy tu przyjeżdżam, wiem, że będę musiał się cofnąć w czasie o jakieś trzy tygodnie. Na Mazowszu kwitną forsycje i robi się ciepło, a w Wesołowie, mojej mazurskiej samotni, pękają lody na przydomowym stawie. Tu ociepla się leniwie, poranne mgły potrafią się unosić nad jeziorami do południa, a wypłowiałe pod śniegiem łąki czekają na zieleń tygodniami. Ale lubię ten przedłużony przednówek, biele i szarości pięknie wyglądają w obiektywie, a wyczekana wiosna przynosi jeszcze większą radość niż ta która pojawia się o czasie.

Blask przez konary. Tylko na zdjęciu zrobionym pod słońce widać,
jak wiosenna jasność przedziera się przez korony drzew.

Gospodarstwo w Wesołowie: poniemiecki dom z ogrodem i budynkami gospodarczymi kupiłem jako młody chłopak w roku 1984, bo chciałem zobaczyć, jak rośnie zboże i mieć piec. Romantyczne marzenie dało mi się we znaki: pierwszej zimy w kuchni woda zamarzała w wiadrze, a ściana nad łóżkiem pokrywała się lodem. Ja chłopiec urodzony i wychowany w Płocku, nie miałem pojęcia, czym jest gospodarstwo, dach, rynna, rozpałka i życie na własny rachunek. Przez cztery lata byłem nauczycielem plastyki w gminnej szkole, do której codziennie jeździłem motorem, rowerem albo biegłem 16 kilometrów w każdą stronę.Przez lata nie było tygodnia, żebym czegoś w Wesołowie nie robił, czegoś nie odnawiał, przybijał, tynkował, malował. Mimo że w końcu wróciłem do Warszawy, gdzie się urodziłem, czułem, że mój dom jest tu.
Jestem zameldowany na Mazurach, jeżdżę na mazurskich numerach, nawet paszport mam wydany w Olsztynie. Do Wesołowa wracałem i wracam w każdej wolnej chwili. Tu znalazłem i wyremontowałem marzenie dzieciństwa: romantyczną wieżę, dwupiętrowy smukły budynek z okienkiem na szczycie. To moja samotnia i punkt obserwacyjny, z którego widzę już Rosję: w linii prostej w odległości 5 km jest już Kryłowo należące do okręgu kaliningradzkiego.

Porządki w gnieździe. Bociania mama kępką słomy łata dziury, które wyskubały w gnieździe ruchliwe pisklęta.




Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.