Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Magiczna strona życia » Zagadki historii » Tajemnice Watykanu » Papież chcący rządzić Europą
Papież chcący rządzić Europą
Unia państw
współpracujących ze sobą,
lecz pod dyktando Watykanu - to marzenie
papieża Grzegorza VII
na przełomie XI i XII
wieku musiało
konkurować z wizją
cesarza Niemiec
Henryka IV który na czele
zjednoczonego Starego Kontynentu
widział siebie. Obaj wytoczyli
przeciw sobie ciężkie działa...
W mroźny poranek 25 stycznia 1077 roku cesarz Niemiec - Henryk IV ostrożnie stawiał nagie stopy na brudnym śniegu. W łachmanach, z posypaną popiołem głową, szedł samotnie do bram Kanossy. Zgromadzone
wokół murów twierdzy armia i tłum gapiów miały za chwilę stać się
świadkami triumfu Watykanu nad świeckim monarchą. Tak się przynajmniej
wszystkim wydawało. Tymczasem z chwilą, kiedy cesarz padł do stóp
namiestnika Boga, plany zjednoczenia Europy pod berłem stolicy
apostolskiej legły w gruzach.
Nominacja "z marszu"
Wyjątkowo brzydki młodzieniec ze średnio zamożnej toskańskiej
rodziny wstąpił do zakonu benedyktynów mając dwadzieścia pięć lat. Pod
habitem chciał ukryć swoje wady. W bractwie szybko zwrócono uwagę na jego nieprzeciętny umysł, zamiłowanie do nauki i oddanie Kościołowi.
Wysłano go więc do Watykanu, by pomógł w administrowaniu papieskim
państwem, a przede wszystkim był okiem i uchem benedyktynów u boku
kolejnych papieży.
Dwudziestego siódmego kwietnia 1073 roku, tuż po nabożeństwie
żałobnym po śmierci papieża Aleksandra II (1061-1073), zgromadzony w bazylice laterańskiej tłum zażądał niespodziewanie, by znany już
powszechnie pewien zakonnik został papieżem. Do dziś nie ma jasności co do tego, czy był to kaprys mieszkańców Rzymu, czy widowisko starannie
wyreżyserowane przez benedyktynów. Tak czy inaczej, zakonnik
Hildenbrand "z marszu" został papieżem, przyjmując imię Grzegorza VII.
Genialny plan wizjonera
Niemal w jednej chwili z watykańskiego urzędnika przeobraził się w wizjonera. Dostrzegł bowiem potrzebę istnienia ponadnarodowej władzy,
która doprowadziłaby do stworzenia... Unii Europejskiej, rozumianej
jednak wówczas, jako unia państw współpracujących ze sobą pod bacznym
okiem Watykanu, na chwałę Chrystusa i... papieża.
Taka Europa byłaby podzielona na diecezje. Pieniądze wydawane dotąd na wojny wędrowałyby do watykańskiej kasy, a potężna armia, stworzona na wzór dzisiejszego NATO, mogłaby skutecznie walczyć z innowiercami w Azji i Afryce.
Na drodze do realizacji tych planów stał jednak cesarz Niemiec Henryk
IV. On też myślał o zjednoczonej Europie, tyle że na jej czele widział
siebie. W innych warunkach pewnie doszłoby do wojny, a zwycięzca
zgarnąłby "pulę". Ale sytuacja Europy na przełomie XI i XII wieku była
nadzwyczaj skomplikowana. Cesarz potrzebował autorytetu papiestwa w sporach z Francją, Hiszpanią i Polską, a papież - militarnej potęgi
cesarstwa, by bronić Państwa Kościelnego.
W tej trudnej sytuacji papież Grzegorz VII niespodziewanie znalazł
sojusznika, który okazał się... nadzwyczaj atrakcyjną kobietą.
Fatalne oskarżenie
Hrabina Matylda z Toskanii, bo o niej mowa, zarządzała
posiadłościami, stanowiącymi jedną trzecią powierzchni ówczesnej
Italii. Niezwykle bogata, inteligentna, ambitna i piękna, miała
właściwie wszystko.
Niestety, była kobietą. W owym czasie w dążeniu do oficjalnego
sprawowania władzy było to barierą nie do pokonania. A Matylda kochała
władzę. Wiedziała, że tylko przy jednym człowieku może rządzić
chrześcijańskim światem. Był nim sam papież. Po tym, jak jej drugi mąż
zaginął w tajemniczych okolicznościach, ona udała się do Watykanu, by tam szukać ukojenia po tej ogromnej stracie. Papież najwyraźniej
doskonale uśmierzał ten ból, wkrótce bowiem cały Watykan huczał od plotek na temat całonocnych rozmów papieża z Matyldą. Rozmów tak
owocnych, że dwukrotnie wzywano akuszerki.
Henryk IV postanowił wykorzystać romans papieża z Matyldą.
Oskarżył namiestnika Boga o brak obyczajności, domagając się też
usunięcia go z Watykanu. Niestety, Henryk IV akurat nie powinien był
wynosić tego rodzaju zarzutu na forum publiczne, sam bowiem słynął w Europie z absolutnego braku moralności. Jak pisał współczesny mu kronikarz: "Cesarz biegł ku przepaściom lubieżności jak koń do owsa.
Zmuszał kobiety ze szlachetnych rodów, by brały udział w seksualnych
orgiach, a potem zbezczeszczone oddawał sługom". Mimo to jego plan mógł
się powieść. W końcu o wiele więcej wyrozumiałości należało się
świeckiemu cesarzowi niż lubieżnemu papieżowi! Ale Henryk IV przesadził. Pewnego dnia kazał sprowadzić na dwór swoją siostrę
zakonnicę, związał ją i polecił słudze zgwałcić na wszelkie sposoby, w swojej obecności.
Podstęp hrabiny Matyldy
Kiedy wiadomość o tym dotarła do Watykanu, Matylda podpowiedziała
papieżowi, by zwołał synod i odczytał oskarżenia Henryka IV wobec
papieża. W ten prosty sposób, przy ohydzie czynu cesarza, zarzuty
wysuwane przeciwko papieżowi zostaną odebrane jako zwykłe pomówienia.
Tak się też stało. Grzegorz VII, wykorzystując oburzenie synodu,
ekskomunikował Henryka IV. Teraz należało już tylko czekać na bunty,
które powinny z tego powodu wybuchnąć, na obalenie cesarza i zjednoczenie Europy pod wodzą Watykanu. Henryk IV wydawał się być w sytuacji beznadziejnej. W osłabieniu cesarstwa widziały swoją szansę
Hiszpania, Francja, Anglia i Polska. Wprawdzie każde z tych państw z innego powodu, ale dla papieża nie miało to większego znaczenia.
Później okazało się, że tylko Polska wykorzystała nadarzającą się
sposobność, doprowadzając do koronacji Bolesława II Śmiałego, wbrew
protestom Niemiec.
Henryk IV nie zamierzał jednak bezczynnie czekać na rozwój
wypadków. Zebrał armię i ruszył na Rzym. Grzegorz VII wpadł w panikę,
ale jego kochanka nie straciła zimnej krwi. Poradziła, by przeniósł się
do Kanossy, jednej z jej warownych twierdz w Alpach. Tam papież miał
poczekać na odsiecz najemnej armii, opłaconej przez Matyldę. Czas
pracował na jego korzyść. Ludność cesarstwa mogła bowiem podnieść bunt
przeciw wyklętemu władcy i znieść go z tronu.
Nieoczekiwana skrucha cesarza
Matylda i papież, wśród codziennych zabaw, czekali w twierdzy na cesarza. Ten jednak okazał się o wiele sprytniejszy niż przypuszczali.
Mimo usilnych namów ze strony dworu, wstrzymał atak na twierdzę i posypawszy głowę popiołem, boso, w porwanych szatach podszedł do murów
Kanossy i zastukał w bramę, prosząc o przebaczenie. Papież nie mógł
zignorować tego aktu skruchy - w Piśmie Świętym stoi bowiem, by przebaczać siedemdziesiąt siedem razy! Nacisk duchowieństwa na papieża
był zbyt silny. Wreszcie trzeciego dnia Grzegorz VII otworzył bramy
Kanossy, cesarz upadł do jego stóp, a on cofnął ekskomunikę, trzęsąc
się ze złości. Przegrał, kiedy wszyscy byli zdania, że jest to jego
największy dzień. Przegrał, bo cesarz nadal mógł sprawować rządy i nadal się przeciwstawiać hegemonii Watykanu. Marzenie o zjednoczeniu
Europy pod wodzą papieża rozpadło się ostatecznie.
Grzegorz VII, podając komunię sobie i Henrykowi IV oświadczył, że ten
z nich, który kłamie, udając skruchę, spożywa właśnie wyrok na siebie.
Niestety, kłamali obaj. Henryk IV kilka lat później stracił tron, a Grzegorz VII załamał się po masakrze, jaką zafundowała mu jego własna
armia, i zmarł na zawał serca.
Marzenie o unii państw Starego Kontynentu musiało czekać w uśpieniu jeszcze pięć wieków. Wskrzesił je papież Paweł V.
Jerzy Gracz
Tagi:
Europa, Grzegorz VII, Henryk IV, papież, rządy, Unia Europejska