Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Rozwój osobisty » Życie duchowe sławnych ludzi » Skorpion na rozstajach dróg
Skorpion na rozstajach dróg
Była najlepszą polską piosenkarką, dziś jest bardziej
celebrytką. Zamiast nagrywać nowe hity na miarę „Dotyku” czy „Dumki na dwa
serca”, występuje w telewizyjnych programach rozrywkowych i składa kolejne
obietnice bez pokrycia.
Od lat zapowiada nową płytę, a ostatnio też podbój Zachodu, tymczasem wciąż śpiewa
swoje stare szlagiery i covery cudzych hitów. Tłumaczy się, że cały czas szuka ludzi, którym mogłaby powierzyć swoją
karierę, i piosenek, które oddawałyby jej osobowość. Ale jej największym
kłopotem jest trudność z odnalezieniem samej siebie.
Dwa lata temu w środku nocy trzasnęła drzwiami i wyprowadziła się od męża. Nie była to pierwsza rewolucja, jakiej dokonała w swoim życiu. W ciągu 37 lat życia spaliła za sobą wiele mostów. Pięć lat
wcześniej na przykład zamieściła w internecie zdjęcie ubabranego kupą synka i list, w którym definitywnie zrywała z show-biznesem. Wszystko po to by wrócić
pół roku później.
Ale w kwietniu 2009 roku ze swojego zrywania z przeszłością Edyta Górniak po raz pierwszy uczyniła filozofię życiową. Kazała
sobie nawet wytatuować na karku: „Every moment is good to change everything”
(„Każdy moment jest dobry, żeby wszystko zmienić”). I choć przyjaciele i współpracownicy zawsze powtarzali, że ciężko jest dotrzymać jej kroku, to od tamtej wiosny za Edytą Górniak nadąża
już tylko ona sama. A wszystko przez Księżyc.
To nie ja
W horoskopie Księżyc symbolizuje najgłębsze potrzeby
emocjonalne. W chwili urodzenia Edyty Górniak znalazł się on w Wodniku i w efekcie nieźle namieszał w jej życiu. Wodnik (także księżycowy) jest bowiem nie tylko indywidualistą niezdolnym do kompromisów, ale też anarchistą, który z irracjonalnych pobudek potrafi wszystko zniszczyć. Wystarczy więc, że coś
pójdzie nie tak – czy to w pracy, czy w domu – a piosenkarka natychmiast
wycofuje się rakiem. A że jako zodiakalny Skorpion widzi świat tylko w czerni i bieli (kocha albo nienawidzi), to pozostawia po sobie zgliszcza.
– Czas obnaża ludzi i ich umiejętności lub raczej ich
brak. Nawet jeśli ktoś potrafi długo udawać, to i tak czas go w końcu
zdemaskuje – podsumowała kiedyś współpracę z jednym ze swoich menedżerów. W praktyce jednak mogłaby powiedzieć to o wszystkich, których spotkała na swojej
drodze. Począwszy od mamy, z którą – jak opowiadała – dzieliła jedną parę butów
(jeśli jedna wyszła z domu, druga, by wyjść, musiała czekać na jej powrót),
przez pierwszego menedżera, Wiktora Kubiaka (otworzył przed nią drzwi do międzynarodowej kariery) i byłego męża, Darka Krupę (z „jedynej ostoi” w ciągu
pięciu lat stał się „tyranem trzymającym ją w złotej klatce”), po przyjaciółkę
i menedżerkę Maję Sablewską.
Edyta całym sercem angażuje się w nowe znajomości. Gdy
jednak mija fascynacja, dochodzi do wniosku, że to już nie to i dokonuje zwrotu
o 180 stopni. To sprawka Słońca w Skorpionie (tzw. zodiakalny Skorpion)
w siódmym domu, który uczynił z piosenkarki osobę niezwykle podatną na emocje,
ale też konfliktową. Dlatego z hukiem zwalnia menedżerów, przyjaciół i kochanków, ale zawsze całą winę ponoszą oni.
Bo przecież to nie ona była Ewą… Jest o tym święcie
przekonana, a wszystko dlatego, że Pluton osłabiony koniunkcją Merkurego z Neptunem czyni ją ślepo wierną swojej wizji rzeczywistości. W efekcie wierzy w to co chce. Nawet jeśli przeczą temu fakty.
– Ona boi się prawdy – mówi Elżbieta Zapendowska. –
Dlatego odtrąciła wszystkich życzliwych sobie ludzi i dziś słucha tylko
wazeliniarzy. I dlatego, choć jest wybitnie utalentowana, znalazła się na muzycznych
manowcach.
Opinia słynącej z niewyparzonego języka nauczycielki
śpiewu (uczyła Edytę w latach 80.) znajduje odbicie w horoskopie piosenkarki.
Wenus w znaku Wagi sprawia bowiem, że jest ona uzależniona od aprobaty innych.
Jak powietrza potrzebuje miłości, uwagi, adoracji i pełnego uznania dla tego,
co robi. Bo Księżyc w Wodniku, który znalazł się w kwadraturze do Neptuna, oraz
Wenus w koniunkcji z nieobliczalnym Uranem skazały ją na niskie poczucie
własnej wartości. Swoje trzy grosze dołożyła też szkoła. Edyta nie dość, że nie była orłem (naukę zakończyła w trzeciej klasie technikum
ogrodniczo-pszczelarskiego), to jeszcze wyśmiewano jej śniadą cerę. Aby nie rzucać się w oczy, jako nastolatka wybielała więc skórę cytryną i ogórkiem.
Cygańska krew (jej nieżyjący ojciec był Romem) tylko
spotęgowała wodnikową skłonność do ucieczki. W efekcie Górniak nie potrafi
nigdzie zagrzać miejsca. Nawet swoje apartamenty w Portugalii i w Wilanowie
traktowała jak przejściowe azyle, których nie warto urządzać, i miesiącami
sypiała na materacu.
Skłócona ze światem
Gdyby Edyta Górniak się nie urodziła, dziennikarze
musieliby ją wymyślić. Dla plotkarskich gazet wywoływane przez nią konflikty i rozdrapywane publicznie rany są bowiem świetną pożywką. Myli się jednak ten, kto uważa, że są to wystudiowane
marketingowe zachowania, mające zwiększyć sprzedaż płyt (od lat żadnej nie nagrała). Wszystkie te afery z menedżerami i dziennikarzami, a także pyskówki
z Dodą są wyrazem wewnętrznego konfliktu Górniak, wywołanego przez kwadraturę Słońca z Księżycem. To ona ponosi odpowiedzialność za chwiejne
nastroje Edyty: jej łzy i osławione wybuchy złości.
Kilka lat temu ofiarą jednego z nich padł w Łomży
fotoreporter. Zeznawał, że został przez artystkę uderzony, skopany, zwymyślany
od najgorszych, a następnie… oskarżony o napaść. A żeby wyprowadzić Górniak z równowagi, nie trzeba wiele. Wystarczy wysłać jej po koncercie bukiet białych
lilii, których nie znosi.