Życzenia do spełnienia

Piszemy na kartce: schudnę, znajdę dobrą pracę, będę biegać każdego ranka, zdrowo się odżywiać, nie będę krzyczeć na dzieci, wymawiać mężowi, że fujara. I tak dalej.

Życzenia do spełnienia Wchodzimy w nowy rok pełne dobrych intencji i szczytnych zamiarów. I zwykle najpóźniej 3 stycznia wszystko wraca do normy. Gdyby się nad tym zastanowić – nie mają te nasze postanowienia żadnego sensu. Najczęściej same zresztą nie wierzymy, że uda nam się ich dotrzymać. Jaka szkoda... Przecież naprawdę chcemy! A może wcale nie?

Chciałabym, ale...mi się nie chce

Chcieć to móc, mawiają niektórzy i jest to jedno z tych powiedzonek, nad którymi warto się zastanowić. Bo przecież naprawdę chcemy – lepszego wyglądu, lepszej pracy, lepszych stosunków w domu i wielu innych rzeczy. Dlaczego więc się nam nie udaje? Czasem dlatego, że w gruncie rzeczy... wcale nie chcemy.

Trzydziestopięcioletnia Agnieszka od wielu lat powtarza: „Chciałabym nauczyć się angielskiego”. Zawsze było to jedno z jej dyżurnych noworocznych postanowień. „Od stycznia zapiszę się na kurs” – mówiła. Ale dziwnym trafem zawsze coś jej przeszkadzało. A to kurs, na który zaczynała chodzić, okazywał się niedobry, a to prywatny nauczyciel jej nie odpowiadał, innym razem nie miała czasu na kursy i uznała, że nie chce wydawać na komputerowy program do nauki – bo, jak twierdziła – nie wierzy w efekty takiej nauki. W pewnym momencie doszła do wniosku, że najlepiej uczyłoby się jej na kursie w Anglii, jednak i tu pojawił się problem.

reklama

Nie miała pieniędzy i, oczywiście, urlopu, a przecież musiałaby pojechać do szkoły na co najmniej miesiąc. Tego, że mogłaby zaoszczędzić zarówno pieniądze, jak i urlop, w ogóle nie brała pod uwagę. I choć Agnieszka nadal twierdzi, że chciałaby nauczyć się języka – można odnieść wrażenie, że tak naprawdę chce czegoś wręcz odwrotnego. Bo przecież gdyby było inaczej, przez dziesięć lat zrobiłaby chociaż jedną rzecz, która do realizacji tego planu przybliżyłaby ją choćby o krok. Sprawa wygląda tak – Agnieszka wcale nie chce uczyć się języka i prawdopodobnie nigdy się go nie nauczy. Czy jest w tym coś złego? Nie. Nie ma przecież obowiązku uczenia się języków. Dlaczego więc z uporem powtarza, że marzy o czymś, czego wcale nie chce? Bo wie, że dobrze znać język obcy, mówi się, że taka znajomość pomaga na przykład w znalezieniu pracy. No i wszyscy powtarzają, że języki to podstawa.

Ktoś powie: „No dobrze, ale ze znajomością języka Agnieszka mogłaby znaleźć lepszą pracę”. Tyle że szukanie nowej lepszej pracy wcale nie jest zamiarem Agnieszki. W gruncie rzeczy jest zupełnie zadowolona z tej, którą ma. I tak naprawdę Agnieszce język wcale nie jest potrzebny – jej praca nie wymaga takiej umiejętności, nie ma książek, które chciałaby przeczytać w oryginale, a filmy na dvd mają polskie napisy. Po co miałaby zatem poświęcać czas na coś, co tak naprawdę wcale jej się nie przyda?

Agnieszka docenia oczywiście wartość znajomości języków obcych i nie przeszkadzałoby jej, gdyby język sam wszedł jej do głowy. Skoro jednak tak się nie dzieje, a ona właściwie żadnej motywacji do nauki nie ma – prawdopodobnie nigdy nie będzie mówiła po angielsku. I tak samo jest z naszymi noworocznymi życzeniami. Nie spełniają się, bo my sami odmawiamy im możliwości realizacji. Mówimy: „Chcę biegać”, ale zamiast tego wylegujemy się przed telewizorem. „Chcę schudnąć” – i podjadamy czekoladki. Co zrobiłaby Agnieszka, gdyby naprawdę chciała nauczyć się języka?

Pewnie po prostu zapisałaby się na pierwszy z brzegu kurs angielskiego i po jakimś czasie, lepiej czy gorzej, mówiłaby w tym języku. Historii znane są takie przypadki. Wiele z naszych noworocznych postanowień to wcale nie rzeczywiste pragnienia, ale rzeczy, o których myślimy, że powinniśmy ich chcieć. Realizacja tego, czego chcą od nas inni, to nie realizacja własnych chęci. I dlatego najczęściej się nie udaje. Szczególnie jeśli od wyniku naszych wysiłków (a raczej nie-wysiłków) nic nie zależy.

Długa lista antypragnień

A kiedy naprawdę czegoś chcemy? Zwykle udaje nam się to w ten czy inny sposób zrealizować. Ktoś powie, że to bzdura, że przecież niejednokrotnie chciał różnych rzeczy, których nie udało mu się osiągnąć. I z pozoru jest to prawda. Ale tylko z pozoru. Do niedawna Dominika co roku pod koniec grudnia powtarzała swoim przyjaciółkom: – Następnego Sylwestra nie chcę spędzać sama w domu przed telewizorem. Bo Dominika marzyła, by się z kimś związać. Rzecz jasna, nie tylko po to, by mieć partnera na Sylwestra. Niestety, wciąż nie mogła spotkać tego jedynego. Główny kłopot Dominiki polegał na tym, że jej chęć wejścia w związek była obwarowana licznymi warunkami. Wszystkich spotykanych mężczyzn dokładnie egzaminowała, a wyniki tych egzaminów nie nastrajały optymistycznie. Jeden kandydat był za głupi, drugi miał nieodpowiednie poczucie humoru, trzeci był za niski, czwarty za gruby, piąty za chudy, kolejny był rozwiedziony, jeszcze inny miał cechy wiecznego kawalera i maminsynka... Galeria nieodpowiednich partnerów Dominiki była naprawdę imponująca.

Czyżby więc dziewczyna miała wyjątkowego pecha? Na szczęście nie, jak się potem okazało. Kłopoty Dominiki wynikały z jej sposobu poszukiwania. Myśląc o hipotetycznym przyszłym mężu, tworzyła w myślach listę cech niepożądanych – oj, dużo ich było. Na tyle dużo, że bardzo łatwo jej było spotkać mężczyznę, który jedną z nich posiadał (w końcu każdy ma jakieś wady). Ponieważ Dominika była tak bardzo skoncentrowana na tych cechach, których sobie w przyszłym partnerze nie życzyła, nie poszukiwała w mężczyznach tych cech, które sobie ceniła. Prawdę mówiąc – ich lista nie była nawet w połowie tak rozbudowana, jak lista cech niepożądanych. Dominika zamiast poszukiwać ziaren, koncentrowała się na plewach, sypiąc z nich zgrabny stosik. Niestety, ziarna przeciekały jej w tym czasie przez palce. Po prostu ich nie zauważała.

Na szczęście, ktoś mądry zwrócił jej na to uwagę. I to był moment przełomowy. Ponieważ Dominika naprawdę chciała mieć chłopaka, postanowiła odrzucić swoją listę cech niepożądanych i zastanowić się, czego w przyszłym partnerze szuka. Dość szybko zorientowała się, jak wielu mężczyzn spełnia jej wymagania. Byli i inteligentni, i tacy z poczuciem humoru, przystojni i wysocy. A potem... Po prostu wybrała jednego z nich. Kiedy już wyraźnie sobie powiedziała, jakiego partnera szuka, spotkała swój ideał. Czy oznacza to, że przyciągnęła go w magiczny sposób? Być może, ale możliwe jest też, że po prostu go zauważyła. Nie jest wykluczone, że gdyby swojego męża Andrzeja odniosła do starej listy cech niepożądanych, to udałoby się jej znaleźć w nim przynajmniej kilka.

Co się kryje za marzeniem

Ile z nas na pytanie: „Czego chcesz?” potrafi odpowiedzieć szybko i bez zastanowienia? Zwykle – jeśli chcemy być wobec siebie uczciwe – musimy się przez chwilę zastanowić. Zdarza nam się też bez zastanowienia mówić, że czegoś chcemy, ale w głębi duszy pragnąć czegoś zupełnie odwrotnego. Czegoś, do czego boimy się przyznać nawet same przed sobą. Nierzadko bowiem za naszymi pragnieniami kryją się inne pragnienia. Na przykład marzymy o nowym samochodzie wcale nie dlatego, że rzeczywiście podoba nam się on do szaleństwa, ale – na przykład – by zrobić wrażenie na znajomych, zyskać uznanie w oczach sąsiadów albo by sobie samym udowodnić, że jesteśmy ludźmi sukcesu. Nierzadko ta chęć zdobycia uznania jest tak silna, że kosztem wielkiego wysiłku udaje nam się te swoje „życzenia” zrealizować.

Kupujemy na przykład drogi samochód i latami borykamy się z kredytem. Wszystko w porządku, jeśli ten nabytek przyniósł uczucie, o jakie nam chodziło, jednak z zastępczymi marzeniami najczęściej bywa tak, że prawdziwej potrzeby nie zaspokajają. Chwilę po kupieniu samochodu zaczynamy chcieć innej rzeczy, która ma nam przynieść akceptację, podziw, zazdrość innych. W takich przypadkach bardzo często sprawdza się powiedzenie: „Chcieć to móc”, ale co z tego? Rzecz, której pragniemy, traci swój powab bardzo szybko, a my nie wiemy, dlaczego. Otóż dlatego, że tak naprawdę chcieliśmy czegoś zupełnie innego.

Właśnie z tej przyczyny często najnieszczęśliwsi są ci, którzy pozornie spełniają wszystkie swoje życzenia. Czy zatem realizacja pragnień nie przynosi szczęścia? Owszem, przynosi – o ile rzeczywiście tego właśnie chcemy. I jeżeli marzymy o czerwonym sportowym samochodzie, bo uwielbiamy tę linię, kolor i szybką jazdę  – to wszystko w porządku. Jednak jeśli myślimy, że zasiadając za jego kierownicą, będziemy bardziej atrakcyjni dla innych – nie tędy droga. A przynajmniej nie tylko tędy, bo są oczywiście środowiska, w których stan posiadania jest stanem istnienia i tylko posiadając, można w nich funkcjonować. Jeśli jednak kupując sobie ogromne ilości nowych ubrań, biżuterii albo elektronicznych gadżetów, liczymy w głębi duszy na to, że staniemy się bardziej atrakcyjni i zyskamy prawdziwych przyjaciół, najprawdopodobniej srodze się zawiedziemy.

Potęga chcenia, potęga działania

Uświadomienie sobie zatem, czego tak naprawdę chcemy, to pierwszy i najważniejszy krok na drodze do realizacji życzenia – nie tylko noworocznego. Najczęściej bowiem składa się tak, że jeśli precyzyjnie określimy nasze pragnienia, to nagle ni stąd, ni zowąd pojawia się szansa na ich realizację. Tak przynajmniej twierdzą autorzy popularnych ostatnio poradników o sile przyciągania. Czy rzeczywiście realizujemy nasze cele dzięki działaniu jakiejś magicznej siły? Jeśli komuś takie określenie przypada do gustu, to – czemu nie – może go używać. Czasem łatwiej jest nam zaakceptować działanie magicznych mocy niż zdroworozsądkowe wyjaśnienia.

Bo całą rzecz z przyciąganiem tego, czego pragniemy, można wytłumaczyć także w inny, dużo prostszy sposób. Kiedy już powiemy sobie: „Chcę tego czy tamtego”, ta informacja, nawet jeśli nie dotrze do mózgu kosmosu czy innej magicznej konstrukcji, z całą pewnością dotrze do naszego własnego mózgu. Im częściej będziemy ją powtarzać, tym bardziej my sami będziemy wyłapywać z otaczającej nas rzeczywistości właśnie te sygnały, które wskazują możliwości realizacji pragnienia. Kiedy mówisz: „Chcę mieć nowe szpilki”, nie czekasz, aż buty spadną z nieba, tylko zaczynasz zastanawiać się, w jaki sposób wejść w ich posiadanie.

Jeśli jesteś absolutnie pewna swego pragnienia, najczęściej znajdujesz sposób, by dopiąć swego. Podobny mechanizm działa w przypadku realizowania innych, nie tylko materialnych życzeń. Takiego magicznego przyciągania wymarzonych sytuacji doświadczyła Malwina, samotna programistka komputerów. Jak co roku wybierała się na wakacje sama, ale tym razem pomyślała, że w gruncie rzeczy to wolałaby je spędzić w dobrym towarzystwie. Na kilka dni przed wyjazdem zadzwoniła do znajomych i zupełnie niespodziewanie dla samej siebie zaproponowała im, by wybrali się w to samo miejsce. Traf chciał, że znajomi akurat mieli czas i powitali jej propozycję z radością. I tak samotne wakacje zamieniły się w wakacje ze znajomymi. Gdyby znajomi odmówili, Malwina prawdopodobnie poznałaby jakichś fajnych ludzi na miejscu.

Jeśli z głębokim przekonaniem powiemy sobie: „Chcę znaleźć pracę”, to z całą pewnością nie zapomnimy o przejrzeniu działu ogłoszeń w gazecie, a widząc ogłoszenie „Szukamy pracowników”, szybko zanotujemy numer. Im więcej takich ruchów wykonamy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że pracę znajdziemy. Chyba że zamiast koncentrować się na swoim pragnieniu – przesuniemy uwagę na myślenie o tym, jak ciężko jest znaleźć pracę, jacy niedobrzy są pracodawcy i jak źle płacą. Wówczas nasz mózg zadziała trochę jak magnes – popchnie nas w tym kierunku, jaki określamy. Właśnie dlatego rację mają zwolennicy afirmacji, czyli powtarzania pozytywnych stwierdzeń na własnych temat.

Czy naprawdę działamy właśnie w taki sposób? Owszem. Każdy potrafi spełniać własne pragnienia. Robimy to wielokrotnie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Na przykład marzymy o nowych butach albo fantastycznym kosmetyku i po jakimś czasie albo dostajemy rzecz w prezencie, albo same sobie kupujemy. Nawet jeżeli nasza sytuacja finansowa nie jest najlepsza, potrafimy na wymarzoną rzecz zaoszczędzić, wypatrzyć ją na wyprzedaży albo podszepnąć komuś, że właśnie taki prezent sprawiłby nam wielką radość.m Myślisz, że to nie żadne przyciąganie, tylko po prostu realizacja własnej woli? Oczywiście, masz rację. Ale przecież właśnie o to chodzi.


Ewelina Wesołowska

Źródło: Wróżka nr 1/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020