Zaplanowane życie

Czy lepiej żyć z minutowym planem dnia, czy spontanicznie reagować na to, co on przyniesie? Co z tą modą na mikroplanowanie?

 

Umawiam się z Gabryśką od siedmiu tygodni. Bezskutecznie. Chcę po prostu iść z nią do kina. Obie mamy dzieci, warto więc pogadać o problemach, jakie miała matka grana przez Julię Roberts. Ważne sprawy przytłaczają moją kumpelę, nie ma chwili wytchnienia. Można by pomyśleć, że kieruje wielką firmą. Nic z tych rzeczy. Ona tylko jest doskonale zorganizowaną… panią domu. W jej grafiku, na ścianie jadalni, są zapisane wizyty u dentysty, klasówki dzieci, ich zajęcia dodatkowe i weekendowe odwiedziny znajomych, organizowane z miesięcznym wyprzedzeniem. Ale również wiele zwykłych codziennych czynności: 10.15 włączyć zmywarkę, 10.30 wyjście na zakupy, 12.45 przerwa na kawę, 15.00 gimnastyka kręgosłupa, 21.00 czytanie czasopism i książek. Plan dnia uwzględnia – uważajcie – przejrzenie mediów społecznościowych, kiedy w czajniku gotuje się woda na kawę. Jest nawet precyzyjna godzina zakładania przez dzieci butów – tak, żeby nie spóźniły się na trening. Wreszcie tygodniowa obsada wieczornych spacerów z psem – każdy ma swój dzień. Wszystko pięknie, strach jednak pomyśleć, co się dzieje, kiedy pies musi wyjść poza godzinami zaznaczonymi w grafiku. Albo ktoś złapie gumę czy znajomi wpadną poza czasem „audiencji”? Na spontaniczne wyjście do kina w plannerze Gaby też nie ma miejsca.

MIKROPLANOWANIE

Korzyści z planowania są ogromne. Ale pod jednym warunkiem. Zostawiamy sobie margines na podjęcie szybkiej decyzji, wybór ciekawszej drogi, pójście za głosem serca.

 

Bo mikroplanowanie wyklucza jakiekolwiek wybory, a więc zabija kreatywność. No może poza tą potrzebną do ustalenia wszystkich punktów na liście rzeczy do wykonania. Moda na mikroplanowanie wśród kobiet zajmujących się domem rozpowszechnia się w Europie Zachodniej. Dociera i do nas. I znajduje wiele naśladowczyń, zwłaszcza wśród matek na urlopie wychowawczym. Czy wkładanie nudnej codzienności w doniosłe ramy planu nie jest sposobem na zwiększenie rangi domowych zajęć? Mamy z dumą prezentują w sieci swoje rozpiski czasowe, jakby chciały krzyknąć: „Patrzcie – jak ważne jest wszystko, co robię. To dzięki temu dom jest czysty i dobrze zorganizowany”.

Jest w tym mnóstwo prawdy, ale… czy ktoś tu nie świruje? Czy naprawdę niepomyte na czas gary to dramat, przez który rodzina się rozpadnie, a głodujące dzieciaki (bo przecież nie zjedzą na brudnym) odbierze pomoc społeczna? Czy nie można zrobić sobie dnia wolnego i wyskoczyć do kina? Albo przeznaczyć czas na swoje hobby? I… po prostu odpuścić?

SEKSOWNA SPONTANICZNOŚĆ

Który facet chciałby znaleźć się w skórze męża, który ma wyznaczony czas na seks z planującą każdą minutę małżonką?

 

Sztywny w tym przypadku byłby chyba tylko grafik. To spontaniczność jest seksowna. To niepewność tego, co może się zdarzyć, sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Parę lat temu Gabryśkę opuścił mąż, który nie zniósł jej „zarządzania czasem”. Zrozumiała, że nie poradzi sobie sama z kredytem, dwojgiem dzieci i depresją. Jak zawsze, zaplanowała proces naprawczy. Przewertowała portale, wyznaczała spotkania co godzinę w kawiarniach, aż po kilku miesiącach trafiła na tego właściwego. Który – o zgrozo – niemal z miejsca zaproponował jej trzydniowy wyjazd do chatki w górach. Stał się cud, wyjechali. Ani miejski dom Gabi się nie zawalił, ani dzieciom u dziadków nic się nie stało, pies nie zdechł z głodu. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Z Gabi na czele.

Są z Wojtkiem parą już dwa lata. Niestety, dawne zwyczaje Gabrieli wróciły. W nowej jadalni nowego domu wisi nowa tablica. Podzielona flamastrem na 6 części zawiera dokładny projekt każdego tygodnia, każdego z domowników. W części siódmej – sprawy wspólne. Swój grafik Gabi ma w głowie. 6.00 budzik. 6.05 poranna kawa, wyjęcie mleka z lodówki. 6.15 pobudka starszej córki. 6.20 przygotowanie śniadania. I tak dalej, łącznie z notatką – wyjrzeć przez okno i pomachać Wojtkowi wyjeżdżającemu z garażu. Gabrysia, krok po kroku, odbudowała swoją stabilizację i boi się znów stracić kontrolę nad życiem.

OŻYWCZA NUDA

Może dorośli nie powinni mieć czasu na nudę, ale dzieciom jest ona potrzebna jak powietrze. To właśnie z nudów wymyślają nowe zabawy, potrafią nawet… posprzątać pokój.

 

Dzieciństwo pozbawione beztroski, najeżone zadaniami owocuje wypaleniem już u kilkulatków. Bywa, że dzieci próbują targnąć się na swoje życie tylko po to, żeby trafić na oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym i… odpocząć. Są też ciężkie przypadki, kiedy dzieci same narzucają sobie jarzmo. Moja córka, na zasadzie przeciwieństw, robi wszystko inaczej niż ja. Nad książkami spędza kilkanaście godzin dziennie, planując wkuwanie do każdej klasówki z kilkudniowym wy- przedzeniem. Rzadko pozwala sobie na dłuższą rozmowę z koleżanką, spacer, zabawę z rodzeństwem, przeczytanie książki spoza listy lektur… Czy za 10 lat będzie pracoholiczką, która nie zdecyduje się na małżeństwo i pozbawi prywatnego życia? A może, jak Renata, będzie się starała zachować idealną proporcję między domem a pracą wykonywaną poza biurem.

KARYKATURA RUTYNY

Renata ma 35 lat i planuje wszystko z precyzją snajpera. Wstrzeliwuje się z piciem herbaty pomiędzy rozwieszenie prania a zatwierdzenie nowych e-zleceń do realizacji.

 

Środa to jej dzień na randkę z mężem. Na sprawdzanie Instagrama pozwala sobie tylko w dni parzyste, po 20. Opracowuje nawet listę rzeczy do zrobienia podczas przerwy na lunch. W weekendy ustawia budzik na wczesną godzinę, żeby jak najlepiej wykorzystać wolny dzień. O co chodzi z modą na mikroplanowanie? Nie wiadomo? No to już wiadomo. Można na tym nieźle zarobić. W niepewnym świecie ludzie starają się trzymać ustalonych planów, dopracowanych co do minuty. Na popularnych trendach zyskują przede wszystkim… trenerzy personalni, tzw. coachowie, eksperci od rozwoju osobistego. Można ich wynająć, jak prawników, za stawkę godzinową. W zarządzaniu czasem nie ma niczego złego, pod warunkiem, że pozostanie tam, skąd się wywodzi… w biznesie. Tymczasem Renata płaci coachowi, która uczy ją efektywnego planowania każdej minuty w życiu prywatnym. Restrykcyjnego wyznaczania czasu sobie i malutkim dzieciom, nawet na przytulanie się i rozmowę. Jej 35-letni mąż jest zachwycony zorganizowaną żoną. Oboje uważają, że planowanie odmieniło ich życie, że są niezwykle produktywni i realizują swoje cele. Kiedy nie planowali, zdarzały im się spóźnienia, wciąż byli zestresowani. Teraz osiągnęli spokój.

Oto dzień z życia Renaty:

7.00 pobudka

7.10 sprawdzenie e-maili

7.30 obudzenie dzieci

7.45 śniadanie, przygotowanie posiłku do szkoły

8.00 upewnić się, że dzieci jedzą, spakować torby szkolne

8.10 wstawić pranie, suszarkę, sprzątnąć ze stołu, napełnić zmywarkę

8.25 dzieci zakładają buty 8.30 odwiezienie dzieci do szkoły

9.00–9.15 sprawdzenie mediów społecznościowych na potrzeby pracy

9.30–10.30 koncentracja na najważniejszych zadaniach w pracy

10.30 praca przez godzinę dokładnie nad jednym projektem

11.30 do 35 zrobienie herbaty

do 12.30 praca nad projektami

12.30–12.45 przygotowanie i zjedzenie obiadu

12.50–14.50 praca po godzinie nad jednym z projektów

15.00–17.00 odebranie dzieci ze szkoły i zajęcia pozaszkolne

17.00–19.00 dzieci odrabiają prace domowe, mama wkłada pranie do suszarki

19.00–20.00 dzieci do łóżek

20.00–22.00 znów czas na pracę, e-maile, przygotowanie listy zadań na kolejny dzień

22.00–23.00 telewizja lub książka

Czy czegoś tu nie brakuje? Ależ nie, to nie przeoczenie. Renata nałożyła sobie szlaban na pogawędki z przyjaciółkami w ciągu dnia. Jak widać, niewiele jest też czasu na rozmowę z dziećmi. Chyba że odbywa się ona podczas podwózki samochodem, kiedy ona nie może patrzeć im w oczy i skoncentrować się na sprawach, o jakich mówią. Czy to dobrze? Na pewno – dla prywatnych klinik psychiatrycznych leczących dzieciaki z depresji. Zwłaszcza te, którym wreszcie udało się zwrócić na siebie uwagę rodziców nieudanymi próbami samobójczymi. Kiedy dzieci są w szkole, Renata pracuje najciężej. Jednak nie każdy dzień jest złożony z samych obowiązków. Na przykład w środy zawsze zaplanowane jest kino z mężem. We wtorek zdjęta jest blokada na przeglądanie internetu, a w czwartek Renata odwiedza klub weganek, a jej mąż ma skałkę wspinaczkową. W weekendy rodzina ma swój święty czas na wspólną zabawę, bez żadnych ekranów. Hmmm… Całe dwie godziny… A jeśli w tym czasie akurat będzie jej potrzebowała przyjaciółka? Odmówi, bo nie da się „przełożyć” dzieci na kolejny dzień?

PLANOWANIE A WYCHOWANIE

Czy mogę rzucić kamieniem? Nie. Na czwartym roku studiów zaliczyłam niemal wszystkie wykłady z piątego.

 

a ostatnim roku mogłam jednocześnie uczyć się, pisać magisterkę i pracować na swoje utrzymanie. Przez wiele lat łączyłam wychowywanie trojga dzieci z wolnym zawodem, co oznaczało, że nigdy nie miałam urlopu. Bo jeśli nie pracowałam, nie miałam środków do życia. Swoje zwyczaje przeniosłam na najstarszą córkę. Po przedszkolu zaliczała codziennie wszystkie zajęcia w ośrodku kultury. Do szkoły poszła jako pięciolatka. Kiedy miała okienko podczas religii, zapisałam ją na angielski do starszej klasy, żeby nie marnowała czasu. Potem był sport wyczynowy i jednocześnie dzienna szkoła baletowa. W końcu renomowane liceum, łączone ze szkołą muzyczną. Na ścianie dumnie prężą się medale, wieczorami w domu rozbrzmiewają inwencje Bacha. Niestety jednak – nasza rodzina rozpadła się, bo w grafiku nie było miejsca na pielęgnowanie więzi i spontaniczność. Wyciągam wnioski. Przestaliśmy planować. Wzięliśmy psa. Dużo spacerujemy. Nie wiemy, dokąd pojedziemy w wakacje i gdzie będziemy mieszkać za dwa lata. Jeśli córka dostanie się na studia nad morzem, przeniosę się tam. Nigdy nie wiem, czy nie wrócę ze sklepu zoologicznego, gdzie kupuję pokarm dla papug, z nowym krabem i kolejnym chomikiem. Czytam pięć książek naraz. Niektórych nie kończę. Przestałam wierzyć w plany. Bo one nigdy się nie kończą. Nigdy nie dają spełnienia. A warto żyć tak, żeby codziennie czuć się spełnionym. Celebrować swoją drogę, a nie cel. Bo jutra może nie być.

WOLNY CZAS TO WRÓG ROZWOJU

grzmi gwiazda kanału YouTube, Casey Neistat. Prekursor mikroplanowania i spania przez 4 godziny w ciągu doby ma aż 2,6 miliona odsłon.

 

Podobno odnalazł idealne proporcje pomiędzy czasem dla rodziny, pracą i aktywnością. Żeby nie stracić motywacji, wytatuował sobie na ramieniu „Rób więcej”, a motto jego firmy brzmi: „Pracuj ciężej”. Neistat to „guru” Darii. Trzydziestoletnia graficzka prowadzi firmom strony internetowe, pracując jako wolny strzelec. Nie ma tablicy na ścianie, używa narzędzi w swoim smartfonie. Google Docs z zapisami „w chmurze” pozwalają jej dotrzeć do listy z każdego miejsca. Nie traci ani sekundy. Chroniczne planowanie wkurza jej partnera (nie są małżeństwem, ale mieszkają razem). Cóż, chyba też by mnie wkurzało, gdyby kochanek miał zapisane w komórce: 20.00 oddać samochód do mechanika. 20.15–20.35 powrót na seks podczas przeglądu auta. 20.45 zjeść grzankę. 21.00 odebrać auto od mechanika. A Daria właśnie tak go traktuje. Na jej liście znajdują się kolejno: pobudka, prysznic, napisanie artykułu na stronę, wyjście do pracy, stworzenie listy prezentów na baby shower, edytowanie zdjęć z imprezy firmowej, załatwienie formalności wakacyjnych, powrót do domu, odkurzanie, zestawienie rzeczy potrzebnych na wakacje, kąpiel…

Serio? Takie rzeczy trzeba planować? Czy te babki nie tworzą w swoich oczach wizerunku siebie samych, obarczonych niezwykle ważnymi sprawami? Czy na pewno to dobry sposób na poczucie bezpieczeństwa? Całkowite wyeliminowanie stresu z życia, wbrew pozorom, nie zwiększa produktywności, ale rozleniwia. Sprawia, że nie jesteśmy elastyczni, a w obliczu nieoczekiwanych trudności – całkiem nieporadni! – Lubię cię za to, że nigdy nie wiem, co będziemy razem robić. Choćbyśmy umówiły się na maraton rolkowy, nie jest wykluczone, że skończymy go w teatrze albo odwrotnie – powiedziała mi ostatnio siostra. Mam plan, żeby jej nigdy w tej kwestii nie zawieść.

 

Karolina Duszczyk

fot. shutterstock

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020