Siódme poty duszy

Dla większości z nas, Europejczyków, pot to rzecz niemiła i wstydliwa. Zupełnie inny stosunek do niego mają rdzenni mieszkańcy Ameryki. Dla nich pocenie się jest czynnością duchową, jak modlitwa czy medytacja, której oddają się w specjalnie zbudowanym szałasie, po angielsku zwanym sweat-lodge.

Siódme poty duszy Jak wygląda taki szałas? Zazwyczaj wznosi się go z kilku lub kilkunastu wygiętych gałęzi, które układa się w kształcie kopuły. W środku kopie się niewielki, płytki, okrągły dołek. Na rusztowanie rzuca się skóry zwierząt, tak aby szczelnie je przykryły. Dziś, kiedy skór brakuje, za to łatwo dostępne są nowoczesne materiały, sweat-lodge przykrywa się kocami i brezentem. W dawnych czasach zdarzały się też szałasy kryte liśćmi i uszczelniane błotem lub gliną.

Kilka kroków przed wejściem rozpala się ognisko, do którego wkłada się kamienie. Gdy rozgrzeją się do czerwoności, grupa ludzi biorących udział w ceremonii wchodzi do szałasu. Wtedy pomocnicy wnoszą do środka jarzące się kamienie i opuszczają zasłonę zakrywającą wejście.
Temperatura we wnętrzu szybko zaczyna rosnąć. Ciała ludzi siedzących w tej zaimprowizowanej saunie pokrywają się kroplami potu, który wkrótce zaczyna płynąć strumieniami. W środku brakuje wolnej przestrzeni. Sweat-lodge jest za niski, żeby się wyprostować – wejść i wyjść można tylko na czworakach. Uczestnicy siedzą nago jeden obok drugiego. Jest ciemno, a świecące słabym czerwonym blaskiem kamienie nie rozpraszają mroku. Skojarzenia są oczywiste: uczestnicy ceremonii czują się tak, jakby znajdowali się pod ziemią, w rozgrzanym wnętrzu planety, lub jakby byli embrionami w brzuchu matki.

Siódme poty duszy Siódme poty duszy
reklama
Źródło: Wróżka nr 8/2005
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020