A jednak żyjemy

Ludzie nigdy nie potrafili pogodzić się z odejściem bliskich. Magiczne rytuały i zaklęcia miały sprawić, by przez granicę między światem żywych i umarłych można było przerzucić kładkę. W XIX wieku stały się nią seanse spirytystyczne. W XX - nowoczesny sprzęt elektroniczny.

A jednak żyjemy XIX-wieczne medium nawiązywało kontakt z przybyszami z innych światów, zapadając w trans. Zadawało im w trakcie jego trwania pytania podsuwane przez któregoś z uczestników i tylko ono słyszało odpowiedzi, które własnym głosem i własnymi słowami przekazywało zebranym. Zdarzały się także media użyczające przywołanej istocie swego ciała. Wtedy ustami medium przemawiał duch. I w pierwszym, i w drugim przypadku łatwo było o nadużycia. Dlatego Leslie Flint był wśród mediów kimś zupełnie wyjątkowym. W jego obecności istoty z zaświatów mówiły... własnymi głosami.

W mroku pokoju grupka uczestników seansu wstrzymała oddech: czy za chwilę usłyszą głos z tamtego świata? Oczekiwanie przedłużało się. I nagle ciemny pokój wypełnił soczysty męski tenor mówiący w charakterystycznym neapolitańskim dialekcie. To był głos Enrico Caruso! Natychmiast rozpoznały go dwie uczestniczki seansu: starsze panie Ida i Luise Cook, wielbicielki głosu śpiewaka, znawczynie jego biografii i ról operowych.

Nie dość, że wypytał je o Rosę, znaną im emerytowaną śpiewaczkę Rosę Ponselle, ale do tego sprostował oficjalną wersję swej śmierci. Nie zmarł - jak oficjallnie podawano - na zapalenie płuc, lecz na "narośl". Przejęte siostry Cook nagrały rozmowę na magnetofon. Gdy zaprosiły do przesłuchania taśmy innego znanego im włoskiego śpiewaka operowego, ten potwierdził, że głos z całą pewnością należy do zmarłego tenora, Enrico Caruso.

I nie dość na tym. W jakiś czas później ukazał się artykuł jednego z amerykańskich lekarzy, który analizując objawy choroby Caruso, dopuścił możliwość, iż przyczyną jego śmierci była choroba nowotworowa.

Na jednym z seansów w Hollywood Flint wydał z siebie głos... Marylin Monroe. Wyjaśniała, że jej śmierć nie była samobójstwem, lecz skutkiem przedawkowania leków. W obecności Flinta odzywały się duchy nie tylko znanych osobistości. Setki najzwyklejszych ludzi twierdziło, że w czasie seansu słyszeli głos najbliższej osoby: zmarłej żony, męża, córki. Głosy sławnych osób można w końcu zafałszować. Nie jest to jednak możliwe, gdy nieboszczyk nie był znany ani sławny, a medium nigdy za jego życia nie miało z nim kontaktu.

reklama

Leslie Flint, Anglik, już jako chłopiec niepokoił otoczenie informacjami o duchach, które widział wokół. Nic więc dziwnego, że "odmieniec" nie cieszył się sympatią rówieśników. Dorośli też starali się trzymać od niego na dystans. Smutek i poczucie samotności jeszcze bardziej uwrażliwiały go na parapsychiczne doznania. Niespełna 18-letni, trafił po raz pierwszy na seans spirytystyczny. Tam ujawniły się jego zdolności. Młodzieniec zrozumiał, że jego przeznaczeniem będzie utrzymywanie łączności między światem żywych i tych, którzy z niego odeszli. Nie obeszło się bez ostrej krytyki. Tak zwane zjawisko "bezpośrednich głosów" na jego seansach nasuwało podejrzenie, że Flint może posługiwać się sztuczkami. Weryfikację jego uzdolnień przeprowadziło Towarzystwo Badań Parapsychicznych.

Ta szanowana organizacja ma za sobą długą tradycję. Założyło ją w 1882 roku w Wielkiej Brytanii grono naukowców z Uniwersytetu Cambridge. Rygorystycznie przestrzegając naukowych metod badawczych, demaskowali coraz to nowych oszustów, wyrastających na fali mody na spirytystyczne seanse. Spośród wielu spraw, którymi się zajmowali, jedynie nieliczne przypadki zostały uznane za niewytłumaczalne - czyli nadnaturalne. Przedstawiciele Towarzystwa, które działa do dzisiaj, zajęli się też badaniem Leslie Flinta. Zaczęli od najprostszych metod. Przed seansem Flint musiał na przykład nabierać do ust zabarwioną wodę, by ten swoisty knebel uniemożliwiał ewentualne sztuczki z własnym głosem. Po zakończeniu seansu Flint wypluwał wodę do szklanki i badacze mogli stwierdzić po barwie, że jest to ta sama woda. Zaklejenie mu warg plastrami także niczego nie zmieniło.

Seria prób wykluczających brzuchomówstwo odbyła się podczas pobytu Flinta w USA. Zespół złożony z profesorów: R. Bennetta z Uniwersytetu Columbia, N. Buckmastera - członka Towarzystwa Badań Parapsychicznych i R. Chapmana - publicysty naukowego postanowił zakneblować Flinta i przywiązać go do fotela. Do szyi miał przyłożony laryngofon, który natychmiast zarejestrowałby wibracje, gdyby Leslie próbował brzuchomówstwa. Pokój był zaciemniony, ale w pomieszczeniu paliła się lampa emitująca promienie podczerwone. Kamery telewizyjne rejestrowały każdy ruch medium.

I znów seans przebiegł "normalnie": głosy z zaświatów przemówiły. Nie płynęły z ciała Flinta, lecz skądś obok niego. I co najważniejsze, kamery na podczerwień zarejestrowały dość duży, wiszący w powietrzu twór, oddalony ponad pół metra od głowy medium. Przypominał wyglądem... krtań! Stamtąd właśnie płynęły głosy. Po zakończeniu seansu "krtań" znikła.

Badania nad transkomunikacją, czyli próbami porozumiewania się mieszkańców innego wymiaru z naszym światem zapoczątkowało w 1959 roku przypadkowe odkrycie Friedricha Jźrgensona. Odtwarzał właśnie nagrany przez siebie na taśmie magnetofonowej śpiew ptaków, gdy wśród szczebiotu usłyszał słowa, których nie mogło tam być! Na zupełnie nowej taśmie "nagrał się" głos bliskiej mu, już nieżyjącej osoby! Zafascynowany tym odkryciem Jorgenson eksperymentował przez 4 lata, nagrywając w różnych sytuacjach różne odgłosy naszego ziemskiego świata i poszukując później pośród nich zrozumiałych słów i zdań "stamtąd". I znajdował je! Wyniki swoich odkryć przedstawił w 1963 roku na konferencji prasowej.

Metodą zainteresował się łotewski psycholog Konstantin Raudive. W 1965 roku, w ówczesnym RFN, rozpoczął własne badania nad transkomunikacją. Pracował w ten sposób, że włączał magnetofon w pustym pokoju, z którego sam również wychodził. Odkrył, że taśmy należy przesłuchiwać przy różnych szybkościach odtwarzania, a wówczas znajduje się więcej zrozumiałych komunikatów słownych. W latach 90. działały już w Niemczech, Austrii, Włoszech i Stanach Zjednoczonych stowarzyszenia zajmujące się badaniem głosów z zaświatów przy użyciu nadawczo-odbiorczej aparatury radiowej. Profesor Ernst Otto Senkowski, były wykładowca fizyki i elektrotechniki z Nadrenii-Palatynatu, od lat pracuje w utworzonym przez siebie w Moguncji studiu badań transkomunikacji. Rozpoczynał od nastawiania radia na fale krótkie i nagrywania zmieszanych głosów z obcojęzycznych rozgłośni, a następnie odsłuchiwania nagrań w różnym tempie.

Czasem wychwytywał słowa i zdania w ojczystym języku, które pojawiały się tam nie wiadomo, skąd i dlaczego. Uznał je za komunikaty z zaświatów. Po pewnym czasie ustalił, że na efekt eksperymentów korzystnie wpływa domieszka tonów z zakresu niskich częstotliwości. Wtedy w nagraniu pojawia się więcej zrozumiałych słów. Po pewnym czasie zbudował zmienne generatory dźwięku i stwierdził, że korzystanie z nich znowu zwiększa liczbę i długość zrozumiałych wypowiedzi i poprawia jakość odbioru głosów. Uczony twierdzi, że trudności w transkomunikacji wynikają między innymi stąd, iż nasze pojęcie czasu nie jest przystawalne do warunków ponujących "tam". Zwięzłość komunikatów i ich zniekształcenia są według niego powodowane trudnościami w synchronizacji czasu i przestrzeni.

Profesor Senkowski twierdzi, że w komunikatach istot "stamtąd" zetknął się z opisem fantomowej "krtani", jaką zauważono podczas seansów L. Flinta. Jest to "skrzynka głosowa", częściowo, powstająca z subtelnej substancji materialnej wydzielanej przez medium, częściowo z substancji transmaterialnej - z tamtego świata. Na ogół tworzy się z lewej strony nad medium. Istoty "stamtąd" potrafią pobudzić ją tak, że wydobywa się z niej ludzki głos. Co niosą transkomunikaty? Na pewno prywatne zwierzenia, które koją ból po stracie kogoś bliskiego. Także różnorodne wskazówki dotyczące życia na Ziemi. Ale najważniejsze według profesora Senkowskiego jest przesłanie: "Umarliśmy - a jednak żyjemy".


Inga

Źródło: Wróżka nr 5/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020