Niebiescy pomocnicy

Mam jednak wątpliwości, czy święci, słysząc skargi i prośby płynące z tego naszego padołu, mają czas na balowanie.

Niebiescy pomocnicyW numerze lutowym "Wróżki" zamieściliśmy artykuł Bogny Wernichowskiej "Orędownicy spraw wszelakich". Ledwo pismo ukazało się w kiosku, rozdzwoniły się redakcyjne telefony, nadeszły od Czytelników dziesiątki listów z błaganiami, żeby zamieścić wizerunki świętych - "specjalistów" od ważnych życiowych spraw. A oni sobie je wytną i zafoliują. I będą nosić przy sobie, prosząc w ciężkich chwilach o pomoc i wstawiennictwo do Stwórcy.

- Ale czy ta garstka świętych zdoła się podzielić pomiędzy miliony ludzi potrzebujących? - pytam jasnowidzącą Aidę, osobę bardzo mocno wierzącą i religijną.
- Pamiętaj, że za każdym świętym stoi ogromna siła - tłumaczy. - Potęgujemy ją myśląc o nim, modląc się do niego. Niekiedy wręcz fizycznie można wyczuć, że ten święty jest tuż, tuż za nami, że nas wspiera. Ta wiara czyni cuda.

Jak znaleźć swojego patrona?

- Skąd wiadomo, do którego świętego się modlić? - dopytuję. - Jak znaleźć tego właściwego sobie?
- Każdy człowiek w którymś okresie życia pozna swego świętego. Jednemu jest przypisany od urodzenia, inny znajdzie go w trudnych chwilach. Warto sugerować się swoim imieniem. Ono w 90 procentach jest nadawane przez GÓRĘ. Rodzice wybierają je intuicyjnie i ma ono wielką moc. Tak więc Barbara niech się modli do świętej Barbary, Anna - do świętej Anny itd.
- Nie każde imię ma swego świętego. Na przykład moje, Danuta. Co wtedy?

- Wtedy - twierdzi Aida - należy się dowiedzieć, do kogo modliły się babcia czy mama. Skorzystać z już wydeptanych ścieżek. Albo posłuchać swojej intuicji. Iść do kościoła, przyjrzeć się obrazom świętych. Który przyciągnie najmocniej wagę, spodoba się albo poczuje się płynący od niego spokój, niech zostanie tym świętym, którego będziesz o wszystko prosić.
Musi coś w tym być, bo moja mama powtarza mi co jakiś czas, że modli się za mnie do świętej Teresy, szczególnie kiedy przeżywam trudniejsze chwile. Dlaczego właśnie do niej, zapytałam któregoś raz.
- Byłam wtedy z tobą w ciąży - wyjaśniła. - Zbliżał się poród, poszłam do kościoła, wyciszyłam się, patrzyłam na obrazy i wydało mi się, że święta Teresa uśmiechnęła się do mnie. Pomodliłam się do niej o szczęśliwe rozwiązanie.

reklama

Mama rodziła mnie siłami natury, chociaż ważyłam całe 5 kilo... Odtąd święta wspomagała mnie w trudnych chwilach. Co najmniej dwa razy jej pomoc odczułam namacalnie. Po raz pierwszy - gdy zaczęłam studiować chemię na politechnice, chociaż uzdolnienia miałam humanistyczne. Z geometrią wykreślną na I rok nie radziłam sobie zupełnie. Było nas troje takich nieudaczników. Przyszedł czas zaliczeń, a ja wiedziałam, że nie mam żadnych szans.

Mama od tygodnia wzdychała do świętej Teresy, a ja wybierałam się na spotkanie z wykładowcą tylko po to, żeby mi wpisał do indeksu dwóję. Gdy na miękkich zupełnie nogach stanęłam pod drzwiami jego gabinetu, zastałam kartkę: "Z powodu konieczności pójścia do szpitala zaliczam..." - tu wymienione były nazwiska naszej trójki. Przez następny tydzień mama dziękowała świętej codziennie. Pewnie za jej sprawą zdałam jeszcze jeden egzamin "nie do zdania" - tym razem komisyjny z chemii fizycznej na II roku studiów.

Dziś myślę sobie, że święta doskonale wiedziała, iż moje życie zawodowe zwiążę z dziennikarstwem, więc "przepchnęła" mnie przez tę politechnikę, byle szybciej... Babcia Margo powiedziała Aidzie, że zawsze modliła się do świętego Jerzego, więc wnuczka też powinna. I Aida to robi. Często też poleca go ludziom w depresji, opętanym lub owładniętym zazdrością, gdy przychodzą do niej po radę. Święty Jerzy walczy bowiem z demonami niszczącymi człowieka od środka.

Pomagają, ostrzegają, lubią konkretyPomagają, ostrzegają, lubią konkrety

Jeśli się chce, by poprawił się ktoś w naszym otoczeni, kto jest dla nas niedobry, trzeba o to prosić jego Anioła Stróża. Mówić mniej więcej tak: Aniele Stróż tego to a tego (tu imię), chroń go od robienia zła innym i przed złem, jakie go może spotkać z ręki innych. To ponoć najlepszy sposób na wrednego szefa. Trzeba tylko dodać: Nikomu źle nie życzę, ale mi pomóż. Inaczej nie poskutkuje.

Czasami święci przychodzą w snach i ostrzegają. Kilka nocy pod rząd śniła się Aidzie ta sama kobieta powtarzająca: lecz zęby. Dentysta, którego wreszcie odwiedziła, niczego nie wykrył. Niebawem w nocy Aidę obudził potworny ból zęba, zapuchła. Stwierdzono zapalenie okostnej - ząb mądrości wrastał w korzeń zdrowego sąsiada. Omal wtedy nie umarła.

Ale święty nie zawsze ratuje. Czasem przyjdzie jedynie ostrzec, jeśli wyroki boskie są ostateczne. Babcia Aidy, Anna, pochowała swoje młodsze rodzeństwo. Rozpaczała, pytając niestannie: dlaczego, Boże?! Ale Stwórca wiedział, że ona zniesie ten cios i zostawił ją, żeby tu, na Ziemi, wspomagała ludzi i się za nich modliła. Zmienił nawet w stosunku do niej swe wyroki. Babcia Anna - też jasnowidząca - wiedziała, że będzie żyła tylko 48 lat. Gdy zbliżał się "termin zgonu", parę razy tak poważnie zaniemogła, że ledwo ją odratowali.

- Pan Bóg mi odroczył - powiedziała któregoś dnia i żyła w zdrowiu. W okolicach swych urodzin znów parę dni leżała bez ducha - wspomina Aida. - Wezwała mnie i wyszeptała słabym głosem, że tym razem to już na pewno umiera. Dała mi nawet rodowy pierścionek z brylancikiem. Ale minęły dwa dni, babcia ozdrowiała! Wezwała całą rodzinę i zakomunikowała: "Alarm odwołany. Przyszła do mnie w nocy Matka Boska i powiedziała, że mnie jeszcze nie zabiera, bo plany boskie się zmieniają." I babcia Anna żyje już 78 lat.

- A więc nie ma rzeczy ostatecznych - tłumaczy Aida. - Stwórca też zmienia czasem swoje zamysły. A wracając do świętych, ważne jest, by się skupić i powiedzieć świętemu wyraźnie, w czym ma Ci pomóc. Konkretnie. Bo on nie wie, czego Ty chcesz. Musisz to sobie wyprosić. Kobiety, które chcą zajść w ciążę, a im się nie udaje, niech się modlą do świętej Anny albo innych świętych kobiet, które były matkami. Ale do załatwiania spraw zawodowych lepsi są święci-mężczyźni.

Święty wybiera człowieka

Bywa, że święty sam wybiera człowieka. Jego wizerunek na obrazie może trafić do Ciebie ofiarowany przez kogoś lub znaleziony. Módl się wtedy do niego. Obraz, krzyżyk, medalik - to klucz otwierający bramy do wielkiej mocy. Potrafi chronić od złego, jeśli się w to wierzy. Dlatego wizerunki świętych należy darzyć wielkim szacunkiem i godnie się z nimi obchodzić. Aida opowiada historię sąsiada, komisarza z Batumi, który wszystkie krzyże w cerkwi połamał. Ludzie patrzyli na to ze zgrozą, a ktoś z tłum krzyknął: ukarze cię Pan Bóg, doczekasz tego! Niewiele czas płynęło - komisarz oślepł, a niebawem także jego dwaj synowie. - Bo relikwia wzięta w niewolę zemści się - tłumaczy wizjonerka.

Słucham tego i przypomina mi się historia pani profesor Ewy Łętowskiej, którą opowiedziała kiedyś "Wysokim Obcasom". To wspomnienie z czasów, kiedy żył jeszcze jej kochany mąż, Janusz. Chorował na parkinsona. Czuł się coraz gorzej, miał coraz dłuższe chwile "odpływania", a umarł nagle, w domu... na serce.

- Najlepszy reżyser nie mógłby tego lepiej wyreżyserować - wspomina pani profesor. - To chyba dzięki Nektariuszowi... Mąż go bardzo cenił.
Trafili na niego kilkanaście lat wcześniej, w Grecji. Byli tam 17 razy. Kiedyś znaleźli się w Koryncie, gdy wybuchł akurat strajk pracowników komunikacji.

- Z trudem wepchaliśmy się do autobusu - wspomina profesor Łętowska.- Jedziemy i nagle mówię do męża przerażona: nasze paszporty zostały w hotelu. To były lata 70., paszporty na wagę złota. Postanowiliśmy: zadzwonimy do hotelu i jeśli paszporty się znajdą, to my znajdziemy świętego, którego uhonorujemy za to świeczką. Były! Znaleźliśmy świętego Nektariusza.

Wybraliśmy go, bo bardzo przyzwoicie wyglądał na ikonie w cerkwi. Postanowiliśmy wziąć go za patrona. Trafiliśmy znakomicie, bo okazał się specjalistą od problemów egzystencjalnych na małą skalę i do tego postacią historyczną. Szukając informacji, bo oboje z mężem jesteśmy osobami dociekliwymi, dotarliśmy do arcybiskupa Jeremiasza, zacnego człowieka, który kieruje wrocławskim biskupstwem Kościoła prawosławnego. Jeremiasz naszą ekstrawagancję potraktował poważnie, opowiedział nam o Nektariuszu, dał książeczkę.

Gdy przestałam być rzecznikiem praw obywatelskich, pomyślałam, że dość dobrze przeszłam przez te wszystkie rafy i trzeba się Nektariuszowi za to odwdzięczyć. Pojechaliśmy do Jeremiasza zapytać, co można dla świętego zrobić. Arcybiskup odpowiedział, że każdy święty powinien mieć dużo ikon, a nasz Nektariusz ich nie ma, ponieważ wrocławska parafia nie jest zasobna. Znaleźliśmy więc malarza ikon, który wykonał dwa identyczne egzemplarze obrazu oraz malutką kopię, z którą mąż prawie się nie rozstawał. Jeden obraz pojechał do cerkwi, do Wrocławia (byliśmy na jego konsekracji), a drugi wzięliśmy do siebie, do domu. Wisi w sypialni. Podczas konsekracji zastanowiło mnie zamyślenie męża. Zapytałam go potem: - O co poprosiłeś Nektariusza?

- Żebym nie musiał korzystać z usług polskich szpitali - odpowiedział. Warto świętych prosić o wsparcie. Obok Aniołów to oni właśnie potrafią wyciągać z kłopotów nieraz beznadziejnych.

Niebiescy pomocnicy

D.G.

Źródło: Wróżka nr 4/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019