Niepokonana

„We don’t need another hero” – śpiewała. „Nie potrzebujemy innego bohatera – powtórzyła Oprah Winfrey, przedstawiając Tinę Turner na gali fetującej najwybitniejszych artystów Ameryki.
– Potrzebujemy takich bohaterów jak ty! Bo dzięki tobie możemy z dumą wypowiadać nasze wspólne imię: kobieta.

NiepokonanaNie były to jedynie zgrabne komplementy. Tina Turner należy do tych nielicznych artystów, którzy podnoszą na duchu nie tylko swoją sztuką, ale także życiem. Pokazała, że z sytuacji, które złamałyby na zawsze niejedną kobietę, można znaleźć wyjście i z samego dna wspiąć się na najwyższe szczyty. Dziś jest obsypywaną zaszczytami legendą muzyki, w której zapisała się jako „najbardziej dynamiczna wokalistka w historii”. Mogłaby już od dawna wieść komfortowe życie emerytki-milionerki, ale chociaż czterokrotnie zapowiadała definitywne zakończenie kariery, wciąż wraca na scenę. I pracuje na kolejny przydomek – „najbardziej żywiołowej babci”.

– Wróżka przepowiedziała mi, że dożyję stu lat – oznajmiła w wywiadzie telewizyjnym przed kolejną serią koncertów. – Staram się więc tak rozkładać siły, by starczyło mi ich jeszcze na długo.
Gdy wypowiadała te słowa, miała 69 lat. Kilka dni później wyskoczyła na scenę wydekoltowana, w obcisłych lśniących leginsach i dała dwugodzinny popis niesamowitej energii.
Pytana, w czym kryje się tajemnica jej wigoru i młodzieńczego wyglądu, odpowiedziała z uśmiechem, że w przestrzeganiu zasady jeden, dwa, trzy, cztery.
– Jedna godzina spaceru dziennie, dwa litry wody mineralnej, trzy minuty treningu na ruchomej bieżni i cztery godziny przyjemności – wyjaśniła, po czym już poważnie dodała: – Wszyscy mi mówią, że wyglądam teraz lepiej niż w czasach młodości. Jeśli to prawda, sekret kryje się w psychice, gdyż od dawna jestem kobietą szczęśliwą.

reklama

Królowie rytmu

Zanim nią się stała, musiało minąć ponad czterdzieści ciężkich lat. Miała trudne dzieciństwo, jeszcze trudniejszą młodość i dramatyczny początek dorosłości. Rodzice, prości robotnicy fabryczni, toczyli ze sobą niekończącą się wojnę. Ojciec był diakonem w Kościele baptystów i co jakiś czas obiecywał poprawę, ale ledwie kończył to mówić, wybuchała nowa awantura.

W swej autobiografii „Ja, Tina” artystka tłumaczyła żywiołowy temperament matki jej indiańskimi korzeniami. Jednak testy genetyczne przeprowadzone w 2008 roku na zlecenie badającego genealogię sławnych czarnych Amerykanów programu telewizyjnego „African American Lives”, tego nie potwierdziły. Wszyscy praprzodkowie Tiny pochodzili gdzieś z Afryki. Rodzice w końcu rozeszli się. Małą Anną Mae Bullock – bo tak się jeszcze wówczas nazywała, zaopiekowała się babcia. Dziewczynka śpiewała w kościelnym chórze, była jednak krnąbrna i nieposłuszna, więc została z niego wyrzucona. Na tym zakończyło się jej wychowanie religijne i edukacja muzyczna.

W wieku 16 lat przeżyła kolejny wstrząs – śmierć babci. Po pogrzebie wyjechała do starszej siostry Aleen, pracującej jako barmanka w nocnym klubie w Saint Louis. Rozglądała się za pracą, przy okazji podpatrywała występujące na scenie zespoły. Miała oryginalny głos, poczucie rytmu, świetną figurę, więc zapytała lidera popularnej grupy Kings of Rhythm (Królowie rytmu) Ike’a Turnera, czy nie mogłaby śpiewać z nimi. Odpowiedział opryskliwie, że nie.

Więcej życzliwości – tak się przynajmniej wydawało naiwnej nastolatce – okazał jej saksofonista zespołu. Efektem była ciąża i syn, o którym tatuś nie chciał słyszeć. Na szczęście po roku Ike zmienił zdanie i zaproponował Annie Mae Bullock występ w zastępstwie chorej chórzystki. Nie zmarnowała szansy, zaśpiewała tak, że przyćmiła wszystkich. Dostała angaż, a znajomość z Ike’em przerodziła się w płomienny romans zwieńczony małżeństwem. Przyjęła jego nazwisko i zgodnie z estradową tradycją nowe, lepiej brzmiące imię – Tina. Nazwę zmienił również zespół, odtąd występowali jako Ike & Tina Turner Revue. Wystarczyły niespełna dwa lata, by przebili się na pierwsze miejsca list przebojów. Zarobili fortunę, kupili dom, Tina urodziła drugiego syna. Po raz pierwszy poczuła się kobietą szczęśliwą. Piękny sen miał się jednak szybko zmienić w koszmar.

W pułapce

Kiedy szalała na scenie, zarażała wszystkich swą energią i entuzjazmem. Rozbawiona publiczność nie zdawała sobie sprawy, że pod ostrym makijażem Tina ukrywa siniaki, a za kulisami zamiast cieszyć się kolejnym sukcesem, coraz częściej płacze. Ike, jak wiele innych, oszołomionych nagłą sławą gwiazd rocka, pogrążał się w alkoholizmie i narkomanii, a nałogi odsłaniały najgorszą stronę jego natury. Stawał się agresywny i brutalny, złe emocje rozładowywał na żonie. Bił ją tak, że dwa razy w poważnym stanie trafiła do szpitala, przeszła operację twarzy i złamanego nosa. W „Ja, Tina” maltretowana artystka ujawniła, że zdarzały się rzeczy jeszcze gorsze – gwałt, gaszenie papierosa na jej ciele.

Byli wręcz wzorcowym toksycznym małżeństwem. Niszczyli się wzajemnie, ale wciąż kochali i nie potrafili się rozstać. Tę chorą więź dodatkowo wzmacniało uzależnienie zawodowe – zespół nie mógł istnieć ani bez niej, ani bez niego. Tina czuła, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Szukała pomocy u znajomych i przyjaciół. Wszyscy radzili, by odeszła od męża, ale na pytanie „co dalej?” już nikt nie umiał odpowiedzieć. W końcu jednak znalazł się ktoś, kto wskazał jej drogę. Był rok 1975. Podczas pobytu w Los Angeles wdała się w rozmowę z nową sekretarką firmy zarządzającej finansami grupy Ike & Tina Turner.

– To, co dziś przeżywasz, jest następstwem wszystkich twoich poprzednich działań – mówiła Valerie Bishop. – Co przeżyjesz jutro, będzie skutkiem tego, co zrobisz dzisiaj. Jeśli niczego nie zmienisz, każdy następny dzień będzie gorszy, bo do ujemnego bilansu dodasz kolejne minusy. Gdy jednak zaczniesz dodawać rzeczy dobre, po pewnym czasie to one przeważą szalę i znajdziesz się na drodze do szczęścia. Nie były to tylko dobre rady życzliwej osoby. Valerie Bishop należała do buddyjskiej wspólnoty Sokka Gakkai i przekazywała nauki jej duchowego mistrza Nichiren Daishonina.

Źródło: Wróżka nr 2/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020