Prezydenckie Archiwum X

Ronald Reagan miał na etacie jasnowidzkę, George Bush wiedział na temat UFO… za dużo, a Abraham Lincoln – po śmierci – przechadzał się po swoich dawnych apartamentach. O „duchowej” stronie życia w Białym Domu pisze Maciej Kuczyński.

Prezydenckie Archiwum X Pewnego letniego dnia w Waszyngtonie, korzystając z tego, że prezydencka para – Bill i Hillary Clinton – była na wakacjach, pomaszerowałem do Białego Domu, aby stanąć w kolejce chętnych do ujrzenia Owalnego Gabinetu.

Do tej chwili myślałem o tym miejscu jako o politycznym centrum współczesnego świata. To, co spotkałem po drodze, sprawiło, że moje zainteresowanie zwróciło się w całkiem inną stronę. Idąc wzdłuż stalowych sztachet ogrodzenia, musiałem się przeciskać między demonstrantami trzymającymi nad głowami tablice z wypisanymi pod adresem prezydenta postulatami. Moją uwagę zwrócił siedzący na murku starszy człowiek z dziwną drucianą konstrukcją na głowie. Między kolanami trzymał zapisaną tekturę. Zacząłem czytać. Był to protest przeciw skrytemu wysyłaniu przez rząd USA promieni, zmieniających myślenie.

Uśmiechnąłem się i poszedłem dalej, aby wpaść na kilka osób chodzących w kółko z transparentem: „Natychmiast ujawnić tajemnicę Ufo! Obcy są w Białym Domu!”. I to wcale nie był koniec! Inna grupa, siedząca na chodniku, domagała się egzorcyzmów państwowych dla zdjęcia z kraju klątwy rzuconej dwieście lat temu przez indiańskiego szamana.

Prawdziwe zaskoczenie czekało mnie jednak we wnętrzu gmachu. Gdy już pokazałem swój bilet i przeszedłem kolejne kontrole, drepcząc w gromadce turystów za przewodniczką, znalazłem się w westybulu, gdzie ujrzałem rzeźbę z hebanu przedstawiającą olbrzymią nagą kobietę o monstrualnych pośladkach. Wyglądała odpychająco i złowrogo, zdziwiło mnie więc objaśnienie, że to ulubiona statua Pierwszej Damy, ustawiona tam przez nią samą.

reklama

Przedstawiała ni mniej, ni więcej, tylko czarną czarownicę Lilith, którą okultyści uważają za pierwszą żonę Adama i za hebrajskiego żeńskiego diabła. Ona miała nauczyć Adama sztuki czarów. A jej obecność na turystycznym szlaku w prezydenckiej siedzibie miała być znakiem – o czym dowiedziałem się już o wiele później – wysyłanym przez Hillary do okultystów, że Biały Dom jest pod kontrolą czarowników! No i wszystko stało się oczywiste: ujrzałem „ciemną stronę Księżyca” i zacząłem ją śledzić. Ostatnio, w związku z wkroczeniem nowych gospodarzy do Białego Domu, zadałem sobie pytanie – nie ja jeden – czy wniosą oni ze sobą nowe tajemnice takiego rodzaju? Bo przecież Barack Obama jest doskonałym kandydatem! Najbardziej nietypowym prezydentem w całej historii USA!

Nieżyjący od lat Abraham Lincoln nawiedzał mieszkańców Białego Domu.Urodzony na Hawajach z białej matki ateistki i czarnego ojca muzułmanina z Kenii, w wieku dziesięciu lat znalazł się w Indonezji, gdzie matka zawarła małżeństwo z innym muzułmaninem, który codziennie odprowadzał chłopaka do szkoły koranicznej. Po latach, gdy Obama znalazł się już w USA i studiował prawo w Chicago, przystąpił do jednego z „Kościołów Chrystusa” i tym samym przeszedł na chrześcijaństwo. Do tego powrócę, a teraz – po kolei!

Niezidentyfikowanych Obiektów, czyli Latających Talerzy wciąż nie traktujemy zbyt poważnie.
Jednak najwyraźniej zainteresowanie nimi nie narusza zbytnio prezydenckiego prestiżu. Przynajmniej tak jest w USA. Nie obawiał się tego Ronald Reagan, gdy w 1985 roku podczas spotkania w Genewie z Michaiłem Gorbaczowem powiedział: „Jak łatwa byłaby moja i Pana misja, gdybyśmy mieli do czynienia z zagrożeniem ze strony cywilizacji z innej planety!”. Gorbaczow odparł: „Bez wątpienia USA i Związek Sowiecki połączyłyby swoje armie dla odparcia takiej inwazji”. Komentatorzy odczytali to jako przyznanie, że przywódcy „coś” wiedzą.

Prezydent Ronald Reagan zainteresował się zjawiskiem UFO w 1974 roku, w czasie lotu awionetką.
Był wtedy gubernatorem Kalifornii i w trakcie jednej z podróży powietrznych zaobserwował niezidentyfikowany obiekt. Opowiedział o tym w wywiadzie dla „Wall Street Journal”. Jego pilot, Bull Painter, dodał zaś: „UFO przeszło w mgnieniu oka od szybkości normalnej do zawrotnej”. Po latach, 27 czerwca 1982 roku, podczas pokazu w Białym Domu filmu „ET”, w obecności wysokich rangą wojskowych i oficerów wywiadu, Reagan zwrócił się do reżysera Stevena Spielberga: „Wiesz? Nie ma w tym pokoju nawet sześciu osób, które by wiedziały, jak bardzo to jest prawdziwe!”.

Ronald Reagan zasięgał rad astrologów.Również Jimmy Carter, jeszcze jako gubernator Georgii, w październiku 1969 roku, podczas mityngu w miejscowości Leary wraz z dziesiątkami osób obserwował dziwny obiekt o rozmiarach tarczy księżycowej, o czerwonawym kolorze, który zmieniał jasność i kształt. Carter obiecał wtedy: „Jeśli dotrę do Białego Domu, wszystkie informacje na temat UFO udostępnię narodowi. Jestem przekonany, że one istnieją”. Słowa nie dotrzymał.

Próbował to zrobić Bill Clinton, ale i jemu się nie udało: ku jego zdumieniu dostęp do informacji zablokowały agendy rządowe. Coś więcej mógł wiedzieć John Kennedy, ale… Bill Holden, tajny agent, który służył na pokładzie samolotu prezydenckiego Air Force One w 1963 roku, zdradził prasie, że przy jakiejś okazji zapytał Kennedy’ego o sprawę UFO, na co ten odpowiedział: „Nie mogę o tym mówić, mam związane ręce”. I w końcu George Bush senior, gdy pełnił jeszcze funkcję dyrektora CIA, wyznał, uśmiechając się tajemniczo: „Coś wiem… No dobrze, wiem zbyt wiele”.

W innych kwestiach jednak prezydenci byli mniej powściągliwi. Powszechnie wiadomo było, że Ronald Reagan konsultował się stale ze słynną astrolog Joan Quigley. Została ona nawet wpisana na listę pracowników Białego Domu. Można sobie wyobrazić, jaką burzę wywołałoby coś podobnego w naszym kraju… Ale nie w USA! Może dlatego, że Quigley dobrze się spisała. W latach 70., kiedy państwo Reagan nie marzyli o stąpaniu po dywanach Białego Domu, w programie telewizyjnym przepowiedziała ona Nancy, że będzie Pierwszą Damą, jej mąż dotrze do prezydentury i zostanie raniony w zamachu. Spełniło się co do joty. 30 marca 1981 roku umysłowo chory zamachowiec strzelił do Reagana, poważnie go raniąc. I tak Nancy zaczęła zasięgać porad astrologów w sposób obsesyjny .

Bill Clinton chciał ujawnić tajne informacje o UFO, ale nie mógł tego zrobić.Od tej chwili Joan Quigley opracowywała stałe horoskopy, które wpływały na decyzje prezydenta.

Dotyczyły one zarówno dat ogłaszania rozporządzeń rządowych, jak i programów spotkań z obcym przywódcami. A nawet godziny startu prezydenckiego samolotu…Astrologowie zadomowili się w Białym Domu. W roku 2006 Timothy Naftali, profesor uniwersytetu w Wirginii i ekspert do spraw terroryzmu, odkrył w Archiwum Narodowym nagrania rozmów prowadzonych w Owalnym Gabinecie między Nixonem i Jean Dixon. Jasnowidząca, która zyskała sławę, przepowiadając wybór i zabójstwo Johna Kennedy’ego z siedmioletnim wyprzedzeniem, doradzała Nixonowi w sprawach politycznych o takiej wadze, jak konflikt o Kanał Panamski czy porozumienie z ZSRR o rozbrojeniu atomowym.

Inna popularna postać w polityce, Hillary Clinton, przyjaźni się od lat z dyrektorką Fundacji Badań Ducha, psychologiem i autorką kilkunastu książek o psychologii i rozwoju wewnętrznym, głosicielką Nowej Ery, Jean Houston. Plotkuje się, że Hillary, obecnie desygnowana przez Baracka Obamę na stanowisko Sekretarza Stanu, będąc Pierwszą Damą, nie robiła niczego, zanim nie zapytała swojej guru o zdanie.

Podobno Hillary jest również zafascynowana Eleonorą Roosevelt i rozmawia z nią w czasie specjalnych sesji.

Abraham Lincoln zdecydowanie wiódł tu prym, spacerując po Białym Domu od czasu gwałtownej śmierci w 1865 roku! Ważne osobistości nie kryły, że odczuwają jego obecność w korytarzach i gabinetach. W czasie jednej z wizyt w USA Winston Churchill, który miał zwyczaj kłaść się do snu dopiero o świcie, podczas długiej nocnej kąpieli siedział w wannie z nieodłącznym cygarem. Ujrzał wówczas ze zdumieniem, że materializuje się przed nim postać Lincolna. Niemłody już Churchill miał powiedzieć ze swoją charakterystyczną, niestępioną wiekiem ironią: „Dobrej nocy, panie prezydencie. Jak pan widzi, nie jestem stosownie ubrany”. Duch podobno uśmiechnął się i zniknął. Czy mamy wierzyć Churchillowi?

W każdym razie widzenie zdarzyło się nie tylko jemu. Podczas kadencji Franklina Delano Roosevelta jego żona, Eleonora, używała dawnej sypialni Lincolna jako gabinetu. I wciąż miała wrażenie, że ktoś z innego świata obserwuje ją podczas pracy. Tajemnicę rozjaśnił jej sekretarz, który wyznał, że wchodząc do pokoju, zobaczył ducha prezydenta, siedzącego na łóżku i sznurującego buty. Lincoln był gentlemanem i nie odwiedzał Eleonory w kąpieli. Ale jego żona nie okazała się damą. Królowa holenderska, Guillermina, która gościła w Białym Domu podczas podróży po USA, obudziła się w nocy z powodu trzaśnięcia drzwiami. Wyjrzała na korytarz i znalazła się oko w oko z eteryczną kobiecą postacią. Z opisu wydedukowano, że zjawa była duchem żony Abrahama Lincolna.

Źródło: Wróżka nr 3/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020