Nic prócz życia

Czy wiemy, czego szukamy? Za czym gonimy? I po co? Być może ten ciągły pęd przeszkadza nam w zobaczeniu... siebie. Pustelnicy. Oni już zobaczyli.

Nic prócz życia Pewien wędrowiec chciał się dowiedzieć od napotkanego pustelnika, jaki jest sens wyrzeczeń i życia w samotności. Ten zaprowadził go do studni, wrzucił w nią kamień i zapytał:
– Co widzisz?
– Nic, zmąconą wodę – odpowiedział podróżnik.
Minęło trochę czasu, woda się uspokoiła i pustelnik ponownie zapytał:
– Co widzisz?
– Teraz widzę swoją twarz, widzę siebie.

Bywają takie chwile, że ma się wszystkiego dość i chciałoby się uciec od codziennego zamętu. Wyobraźnia podsuwa wtedy znane z obrazów, książek czy filmów postacie pustelników, którzy zaszyli się gdzieś w głuszy, by żyć w zgodzie z sobą i naturą. Wyrzekli się wszystkiego, ale w zamian otrzymali – jak mówią słowa znanej piosenki – „to, co najświętsze – święty spokój”. Jesteśmy oczywiście zbyt przywiązani do cywilizacji, by pójść ich śladem. Stać nas co najwyżej na krótki oddech i spędzenie paru dni w jakiejś samotni. Są jednak ludzie, którym nie wystarczają półśrodki i zrywają ze światem na zawsze lub na bardzo wiele lat. Kierują się różnymi motywami, od religijnych po całkowicie świeckie, ale łączy ich jedno – niezgoda na życie, w którym jedynym celem i miernikiem wartości człowieka są dobra materialne.

Odrzucona kariera

Nie czytają gazet, nie oglądają telewizji. Żyją zgodnie z rytmem natury, zimą śpią dłużej, latem wstają wcześniej, by cieszyć się widokiem wschodzącego słońca. W Niemczech jest ich około 50, we Francji – 150, w Polsce – kilkuset. Drogę do samotności rozpoczęli w klasztorach, potem za zgodą przełożonych osiedlili się za ich murami. Własnymi rękoma wybudowali sobie chaty w lasach i górach, wykonali najprostsze z możliwych meble: drewniane stoły, taborety, półki na religijne książki. W najbardziej znanej polskiej pustelni w Czatachowej na Śląsku niektórzy sypiają w trumnach. By nie zapomnieć, że na tym świecie wszystko jest ulotne i przemijające. Ojciec Stefan, przełożony pustelni w Czatachowej, jest z wykształcenia elektronikiem, założyciel niemieckiej wspólnoty eremitów „Czuwajcie i módlcie się” to prawnik, politolog i dziennikarz.
Co ich skłoniło do tak radykalnej przemiany i wyrzeczenia się wszystkiego prócz życia? Przede wszystkim wiara i pragnienie zbliżenia się do Boga, często odczuwane podczas nagłej iluminacji, duchowego wstrząsu.

reklama

Na pustelnicze życie decyduje się wielu buddystów. Wierzą, że jeżeli niczego się nie posiada, niczego też nie można stracić. Ta świadomość uwalnia. Życie w nieustannym wysiłku

Współcześni pustelnicy też zresztą nie zajmują się tylko medytowaniem i czekaniem na łaskawych ludzi, którzy przyniosą im coś do jedzenia. Na utrzymanie zarabiają pracą – hodują pszczoły, uprawiają warzywa, prowadzą rekolekcje. Muszą też zadbać o swoje domostwo – zabezpieczyć je przed deszczem i śniegiem, zgromadzić opał na zimę, uporządkować obejście. Nie zawsze poprzestają na pracy fizycznej. Jedna z polskich pustelniczek prowadziła internetowy blog, w którym dzieliła się swoimi refleksjami i odpowiadała na pytania związane z religią.

Niemka Maria Anna Leenen napisała książkę o ludziach takich jak ona. Dzięki łączącej ją z nimi wspólnocie losu udało się jej namówić innych eremitów i eremitki do udzielenia unikalnych wywiadów. Mówią w nich o wysiłku i potrzebie samodyscypliny, jakich wymaga trwanie w samotności. O tym, że łatwo się zaniedbać, załamać, popaść w dziwne stany psychiczne. Dlatego tak ważne jest posiadanie zawodu, wykształcenia i życiowego doświadczenia. Wiele zakonów pozwala swoim członkom na odejście do pustelni dopiero w wieku dojrzałym, po ukończeniu 40 lat. Bo wtedy już naprawdę wiedzą, czego potrzebują i na co się decydują.

– Nieustanna pogoń za tym, co oferuje współczesny świat, bez patrzenia na innego człowieka, bez życia w miłości, to pułapka, w którą wpada coraz więcej ludzi – mówi jedna z pustelniczek.
– Chcę pokazać, że można żyć nie tylko w zgiełku i zamęcie, ale także w ciszy i skupieniu – wyznaje mnich z pustelni pod Ratyzboną.

Pustelnicy mają „to, co najświętsze – święty spokój”.Wolni od trosk i cierpienia

Drogi do ostatecznej Prawdy przez zejście z utartych szlaków i pogrążenie się w samotności poszukują nie tylko katolicy. Eremici znów pojawili się w bezkresnych lasach na północy prawosławnej Rosji. Niektórzy własnymi rękoma odbudowują cerkwie zniszczone przez komunistów. Zaczynają skromnie, od namiotu z folii, kilku ikon i krzyża, a potem mozolnie, dzień po dniu, wznoszą świątynie. To praca na lata, ale mają się na kim wzorować – w przeszłości wielu samotników podejmowało i kończyło podobne, na pozór przekraczające możliwości jednego człowieka, dzieła. W dalekiej Etiopii eremici jak przed wiekami osiedlają się w jaskiniach. Często ukrytych w tak stromych skałach, że wspiąć się do nich można tylko po sznurowanych drabinach. Gdy wciągną je na górę, mają pewność, że nikt nie zakłóci im spokoju.

Na pustelnicze życie decyduje się wielu buddystów. Przyświeca im zasada, że jeśli się niczego nie posiada, nie można też niczego stracić, co uwalnia człowieka od trosk, strachu i cierpień, a jego duszę przybliża do błogiej nirwany. Podobną filozofię wyznają asceci hinduscy, tyle że nie izolują się od ludzi, lecz żyją wśród nich.

Buddyjscy i hinduscy mędrcy porównują ludzki umysł do szklanki z wodą, w której rozpuszczają się różne substancje. Dopóki w szklance się miesza, wszystko wiruje, a roztwór jest mętny. Gdy się ją spokojnie odstawi, osad opadnie na dno, a woda stanie się krystalicznie czysta. Tak samo dzieje się z naszą świadomością, mąconą tysiącami spraw i myśli. Jeśli się uspokoimy, wyciszymy, wszystko, co zbędne osiądzie gdzieś głęboko. Umysł stanie się jasny i czysty, a wówczas dostrzeże to, co naprawdę ważne.

Niemiecki rzeźbiarz Manfred Gnadinger, który w wieku 26 lat zamieszkał na bezludnej plaży w pobliżu hiszpańskiej wioski Camelle.Na imię mam Człowiek

Niemiecki rzeźbiarz Manfred Gnadinger miał 26 lat, gdy znalazł swoje miejsce na Ziemi. Był nim skrawek bezludnej plaży w pobliżu hiszpańskiej wioski Camelle. Tak jak mnisi-pustelnicy, własnoręcznie wybudował tam drewnianą chatę, w której przeżył 40 lat. Nie poświęcił ich jednak na modlitwy i medytacje. W czasach, gdy nie istniały jeszcze ruchy ekologiczne, on postanowił żyć w absolutnej zgodzie z naturą i swoją artystyczną duszą. Nie tworzył jednak dzieł sztuki dla sławy czy pieniędzy, lecz wyłącznie z wewnętrznej potrzeby.

Nie zabiegał o sponsorów, zbierał to, co dała mu przyroda – kamienie, kości zwierząt, kawałki drewna, muszle, rozmaite przedmioty wyrzucane przez morze i wykonywał z tego oryginalne rzeźby. Z czasem wokół swej chaty stworzył przedziwne muzeum. Pozwalał je oglądać turystom, prosząc w zamian o pamiątkowy wpis do notesu i symboliczną opłatę w postaci jednej monety, najpierw hiszpańskiego peso, potem euro. To wystarczało mu aż nadto na utrzymanie. Jako prekursor ekologii był wegetarianinem, żywił się warzywami i owocami, które hodował w przydomowym ogródku. Za całe ubranie służyła mu przepaska na biodra. W domu nie miał prądu ani ciepłej wody, nigdy nie korzystał z usług fryzjera.

– Żyję tak, by nie wyrządzić żadnej szkody środowisku i niczego w nim nie zmienić – mówił tym nielicznym, do których w ogóle się odezwał. Mieszkańcom wsi pytającym, jak ma na imię, przedstawił się jako Mann, czyli po niemiecku Człowiek.

Gdy w Europie zaczęły powstawać organizacje ekologiczne, Gnadinger stał się dla nich tym, kim żyjący w samotniach mnisi dla ludzi religijnych – niemal świętym. I jak wielu świętych odszedł z tego świata jako męczennik. 17 listopada 2002 roku u wybrzeży Hiszpanii uległ awarii tankowiec „Prestige”, z jego zbiorników wyciekły tony ropy. Ciemna maź pokrywała plaże, zabijała ptaki i ryby, zniszczyła ogród i doskonale wkomponowane w pejzaż muzeum artysty-pustelnika. Przepadło wszystko, co kochał. Nie był w stanie tego znieść, miesiąc później znaleziono go martwego w jego chacie. Mieszkańcy Camelle tłumaczyli dziennikarzom, że Człowiek umarł z żalu i smutku.

Źródło: Wróżka nr 8/2009
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube