Odbudowa Wieży Babel

Jeśli jesteś kobieta, najlepiej nauczysz się obcego języka od mężczyzny z obcego plemienia.

Odbudowa Wieży BabelZ autopsji wiem, iż nie ma jak własne doświadczenie, zwłaszcza nabyte z paszportem w kieszeni! I dodam jeszcze, że zdaniem mojej kuzynki Eli horyzonty umysłowe najprędzej rozszerza człowiekowi konflikt z zagraniczną policją, która nie wiadomo, o co się go czepia.

– No, a niuanse obcego języka w lot szlifuje konwersacja z urodziwym cudzoziemcem! – twierdzi Elżbieta. Dziwnym trafem w tym momencie zawsze odrzuca na plecy pyszne blond włosy sięgające pasa – i faluje takim biustem, jakiego Iga Wyrwał dorobiła się dopiero po dziecku.

Myślcie, co chcecie, ale Ela wie, co mówi. Jest hojnie obdarzona przez naturę talentem do maksymalizacji korzyści. Toż złamała wszystkie przepisy drogowe zaraz po przyjeździe do Grecji na praktyki, zanim w ogóle dojechała do tych swoich macedońskich grobowców po próbki bakterii! A w nagrodę, po serii konwersacji na migi ze zbulwersowanymi policjantami coraz wyższych szczebli, została żoną wpływowego nadinspektora greckiej drogówki i przeszła na dietę śródziemnomorską!

Mieszka na Peloponezie ze swoim przystojnym, zazdrosnym i namiętnym organem ścigania: ich prywatna Wieża Babel stoi dosłownie na gruzach Sparty. Tam wiodą codzienne porywcze rozmówki, czasem zakończone rzutem włocławskim fajansem o ścianę.

Tym samym zysk Eli z podróży trzeba rozszerzyć o wartości niematerialne... Bo uważam, że większa radość przydzwonić mężowi garem w łeb w Termopilach niż w łomżyńskim powiecie. I prowadzić dyplomowe wykopaliska podczas plewienia marchwi we własnym ogródku.

reklama

Gdy byłam na studiach, młodzi nie podróżowali dla edukacji czy rozrywki. Jechali zarabiać. Na handlu, na saksach. I ciułali, oszczędzali, harowali. Nie było mowy, żeby ówczesny emigrant wydał 25 dolców na koncert Dylana! Naprawdę, koleżanka z dziennikarstwa uznała mnie za niepełnosprawną intelektualnie, gdy dowiedziała się, że podczas wycieczki wrzuciłam „magiczną łapówkę” do fontanny w Rzymie! – bo za te parę groszy mogłam zanurkować w socjalistyczny luksus: kupić puszkę soku pomarańczowego w Peweksie... A może tylko bajerną plastykową reklamówkę?!

Żyliśmy, oglądając tamten nowy wspaniały świat przez szklaną szybę, a w umyśle mieliśmy żelazną kurtynę. Jednak nawet tamte wyjazdy rozwijały duchowo tych, którzy chcieli się uczyć.

Wielu wracało estetami. I ten mechanizm obrazuje rozmarzone wyznanie kuzyna po come-backu z USA:
– A żebyś wiedziała, jak wygląda taka czarna w... białej pościeli!

Ale najwięcej podróżników dochodziło do wniosku, iż różnice kultur, języków, wieku, płci i pochodzenia nie występują wcale, gdy jest korzystna różnica kursów walut. Że pies drapał dyktatury oraz demokracje, a także papieży, patriarchów i ajatollahów! Bo truskawki tak samo rosną pod folią w Grójcu, jak w Niemczech, Kuwejcie czy Norwegii. Bo po wszystkich stronach granic ludzie kupują majtki oraz złote obrączki... Zatem: są tak samo zbudowani, łakną tego samego: ci czarni, żółci i biało-czerwoni.

Każdy, kto godziwie zarobił, wracał do Polski pacyfistą. Był to pacyfizm handlowy, ale zawsze lepszy niż wojenny komunizm i inne smutne konsekwencje ruiny Wieży Babel. Choć naturalnie, sytuacja nie była komfortowa, gdyż prywatny handel międzynarodowy miał zawiłości, które zwijały rozum w precel. I tak, między innymi, do dziś nie daje mi spokoju szalona popularność polskiej wody kolońskiej o nazwie „Prastara” – na.. równiku.

Ostatnio zauważyłam, że nie trzeba nigdzie jechać, aby odbyć podróż – i naśmiać się do rozpuku z Wieży Babel. Wystarczy obserwować zagranicznych pielgrzymów, którzy odkrywają u nas Amerykę w puszce od konserw. Jak, dla przykładu, Joel z Nowego Jorku, który przeleciał pół świata po tę egzotyczną prawdę, że kobiety są wredne. Ale historia potrzebuje wstępu. Mam pasierbice – bliźniaczki, Anię i Franię. W dzieciństwie bardzo chciały się odróżniać. Po maturze zaś nagle zaczęły się tak samo ubierać, strzyc i malować oraz... prowokować towarzyskie nieporozumienia.

Oprócz niebywałej urody obie cechuje jeszcze operatywność oraz umiłowanie wygody. Kiedy więc postanowiły zarabiać, to obeszły puby oraz kawiarenki wzdłuż jednej ulicy. No i załatwiły sobie cząstki kelnerskich etatów: Ania w dwóch lokalach, a Frania – w trzech... Tu po cztery godziny, tam po osiem – brały też dyżury nawzajem za siebie – i czasami zastępstwa na godzinkę-dwie za koleżanki z pracy.

Pewnego razu umówiłam się z Anią w „Gaiku Akademosa”, na wieczornym dyżurze u Frani. Przyszłam przed zamknięciem. Za mną wtoczył się nietrzeźwy Amerykanin. Bez dyskusji: Europa rzadko generuje dwumetrowe, czarnoskóre osoby z dreadami do pasa i w różowo-fioletowych, odblaskowych dresach. I cóż... Na widok Frani oryginalny młodzieniec zbladł, a ściślej zrobił się błękitno-popielaty, jakby miał zawał. Natomiast gdy do „Gaiku” wbiegła Ania... Gdy obie siostry wesoło pomachały do chłopca... Półprzytomny opadł przy moim stoliku.

Jestem przyzwyczajona do gwałtownych reakcji facetów na widok córek, które wniósł mi w wianie mąż. Platynowych blondynek o twarzach aniołów, z nogami do samej ziemi, naprawdę nie produkują w dużych seriach. Ale to było nietypowe!

– A ostrzegali! – zajęczał po angielsku. – Ostrzegali, że w Polsce można złapać delirium tremens! Ale tak szybko?!... – Czy wódka jest z blekotu?!

Joel był studentem rysunku. Przyleciał wczoraj do Polski w interesach: uznał koszt czesnego na stołecznej ASP za przyjazny. A dzisiaj wyskoczył do pubu po lekarstwo na kaca-giganta. Obsługiwała go foremna blondynka – więc spożył sporo alkoholu, żeby miała solidny obrót. Po czym zmienił lokal, a tam podeszła przyjąć jego zamówienie ta sama dziewczyna. Od poprzedniczki różniła się napisem na służbowym fartuszku... No i zachowywała się tak, jakby go w życiu nie widziała na oczy.

Joel i tutaj zadbał, żeby dziewczyna zrobiła obrót. Wykoncypował, że mała pracuje na dwa etaty – a w knajpie numer dwa kelnerki zachowują dystans wobec gości. Następnie zaczął się horror. W kolejnym lokalu podeszły do niego dwie kelnerki – co mógłby znieść, gdyż miał świadomość, że już mu się dwoi w oczach.

Gdyż wiedział, że dublet, który go obsługuje, jest złudzeniem optycznym – a w realu kelnerka jest jedna! Ale znieść mu to było trudno, ponieważ niestety, nadal była to ta sama blondyna, co wcześniej. Rozwiązania sytuacji widział takie: nielegalne klonowanie ludzi przez oprawców Józefa Stalina albo atak paranoi prześladowczej. Żeby rzecz rozstrzygnąć, przeniósł się do czwartej knajpy, gdzie przyjaźnie przywitały go cztery chwiejące się barmanki.

Nie dość że wszystkie identyczne, to jeszcze tradycyjnie – te same co zawsze. A wtedy Joel poczuł się baaardzo niedobrze. Teraz zaś – w piątym lokalu – zewsząd osaczyły go jego urojenia. W dodatku zmultiplikowane przez lustra, którymi obwieszono ściany w „Gaiku Akademosa”. Załamka! o niezbędnych wyjaśnieniach Joel zakrzyknął: – Zatem to prawda! Polki są niezmiernie wyrafinowane! A na dodatek tutaj wszystkie kobiety są piękne!


Iwona L. Konieczna

Źródło: Wróżka nr 10/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020