Specjalność: pomaganie

Jej telefon dzwoni od rana: „Pani Haniu, on do tej pory się nie odezwał, co mam robić? Wyciągnie pani karty? Nie mogę jeść, spać, pracować”.

Specjalność: pomaganieTrzydziestolatka z Warszawy prosi o pomoc już któryś raz w ciągu kilku dni. Nie potrafi rozstać się z narzeczonym. Hania za każdym razem wysłuchuje jej cierpliwie, dziś również, mimo że jest wcześnie, a telefon wyrwał ją z głębokiego snu. Wczoraj do późna rozmawiała z matką, która walczy z byłym mężem o opiekę nad synem.

„Poczekaj chwilę, jestem jeszcze w łóżku, muszę przenieść się do drugiego pokoju”, mówi do słuchawki. „Ile mam wyciągnąć kart? Trzy? Zabawa, decyzje, zmiany. Widzisz, znów to samo, on się tobą bawi, przetrzymuje, chce żebyś wciąż o niego walczyła. Zrozum wreszcie, to nie jest mężczyzna, który traktuje cię poważnie. Zacznie za tobą biegać, dopiero gdy się odsuniesz, będzie potrzebował wsparcia, rozmowy. Twoje potrzeby się nie liczą. Naprawdę uważasz, że warto się tak męczyć”? I kolejny raz tłumaczy dziewczynie: karty pomagają określić sytuację, wskazują, czy droga, którą idziesz, jest dobra, czy zła, ale w ostateczności ty sama podejmujesz decyzje!

Chwilę później komórka znów wibruje. Kolejna stała klientka Hani. Kilka miesięcy temu jej mąż stracił pracę, był na skraju załamania. Hania powiedziała jej wtedy: „Na jesieni problem się rozwiąże. Mąż dostanie propozycję od znajomej z dużej firmy. Na początku nie będzie zadowolony, ale właśnie tam szybko awansuje i poczuje się naprawdę spełniony”. W ciągu pół roku przepowiednia sprawdziła się co do joty. Od tego czasu kobieta dzwoni regularnie.

– Ludzie są smutni, mają problemy w związkach, nie potrafią radzić sobie ze stresem i najzwyczajniej nie mają komu o tym opowiedzieć. Spotkania ze mną nie polegają tylko na rozłożeniu kart, często zamieniają się w długie rozmowy. Próbuję dociec, dlaczego ktoś ma takie, a nie inne problemy. Pomaga w tym analiza numerologiczna. Dzięki niej możemy zrozumieć, jakie ktoś ma obciążenia karmiczne i długi z poprzednich wcieleń, które przerabia w tym życiu. To pomaga: bo zwykle okazuje się, że to, co nas spotkało, było nieuniknione, miało nas rozwinąć, czegoś nauczyć.

reklama

Dom w tajemniczym ogrodzie
Dom, w którym pracuje, stoi w centrum Lublina. Latem ogród tonie w kwiatach: róże, chryzantemy, bratki, konwalie, bez. Wokół biegają dwa dalmatyńczyki. Skayla i jej syn Kali uwielbiają wylegiwać się na ławce w słońcu, zimą z kolei razem z szaro-burą Merasią, ukochaną kotką Hani, walczą o miejsce na kanapie.

Ten dom Hanna Kurkiewicz kupiła kilka lat temu, chociaż był kompletną ruiną. Ale ona czuła, że to jej miejsce. Że właśnie tu powinna przyjmować i spotykać się z ludźmi. Zresztą – jak sama się śmieje – dostawała znaki. Znak pierwszy: dom, chociaż znajduje się w centrum, stoi na uboczu, między wysokimi blokami, łatwo go więc ominąć. Akurat spieszyła się do koleżanki i wybrała drogę na skróty. Nagle zobaczyła przepiękny żywopłot obrośnięty bluszczem, zerknęła przez furtkę i poczuła się, jakby znalazła się w „tajemniczym ogrodzie”. Raj w środku miasta. Potem dowiedziała się, że właściciele chcą tę działkę sprzedać. Nie posłuchała jednak głosu serca od razu, odradzali jej to bliscy: „Po co ci takie miejsce? Wynajmij gabinet, a z tym będziesz miała tylko problemy. Tu wszystko jest do wymiany: ściany, podłogi, rury, do tego brak łazienki, porządnej kuchni”. Hania jeszcze wtedy nie potrafiła stawiać na swoim. Dziś stwierdza:

– Często popełniamy ten błąd. Choć czujemy, że coś jest dla nas dobre, rezygnujemy, bo boimy się, co powiedzą inni. Zapominamy, że tylko odważne, czasem ryzykowne decyzje potrafią zaprowadzić nas do szczęścia. Ale dostała drugi znak: kilka miesięcy później do jej gabinetu przyszła kobieta. Od lat razem z mężem mieszkała we Włoszech. Teraz przyjechała do Polski pozałatwiać swoje sprawy. Okazało się, że jej mąż jest właścicielem tego domu. Hanka śmieje się: – Tak więc mój dom sam mnie odnalazł.

Może dlatego tak często powtarza: trzeba słuchać intuicji, iść za znakami, a gdy jest nam źle i nie wiemy, w którą stronę pójść, trzeba prosić o pomoc duchowych opiekunów. Ona tak robiła. I wtedy z tym domem, i wówczas, gdy starała się o kredyt, i wcześniej, gdy decydowała się pomagać innym. Najsilniej jednak podczas długich miesięcy, gdy rozsypywał jej się własny świat. Mąż odszedł, syn się ożenił, córka wyprowadziła się na studia do Warszawy.

Na ścianach wiszą fotografie, zapis jej dawnego szczęścia, smutku, codzienności. Zdjęcia z młodości, z początków małżeństwa, i późniejsze, gdy dzieci były małe.
– Wtedy nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś pójdę jeszcze na studia, kupię i wyremontuję dom, zajmę się medycyną niekonwencjonalną, ezoteryką. Dlatego doskonale wiem, że wszystko jest możliwe. A nawet najtrudniejsze doświadczenia są po coś.

To samo tłumaczyła ostatnio młodej dziewczynie, którą po siedmiu latach rzucił chłopak. Gdy się poznali, byli na studiach, on walczył z uzależnieniem od narkotyków. Dziewczyna pomogła mu wyjść z nałogu, obdarzyła ogromną miłością, we wszystkim wspierała. Planowali ślub. Kilka miesięcy temu chłopak spotkał kolegę z dawnych czasów. Tamten zaproponował „porządny, fajny odlot”. Dalej to już była równia pochyła. „Tak bardzo mu pomogłam. Dlaczego mi to zrobił?", rozpaczała dziewczyna.

– Analiza numerologiczna czarno na białym pokazała, że właśnie taki związek miała do przepracowania. To było jej przeznaczenie. A z przeznaczeniem nie można walczyć – tłumaczy Hanna. – Są rzeczy, których nie unikniemy. Gdy przeżywamy stratę lub ktoś nas zranił, lepiej przebaczyć. Rozpamiętywaniem krzywdzimy tylko siebie i nie dajemy sobie szansy na otwarcie kolejnych drzwi – uważa Hanna.

„Co pani ma w tych rękach?”
Skąd u niej dar? Często sama zadaje sobie to pytanie. Przez wiele lat nie zdawała sobie sprawy z tego, że go posiada. Owszem, ludzie zawsze lgnęli do niej, opowiadali o swoich problemach. Potrafiła słuchać, doradzić. Czasem coś powiedziała i to się sprawdzało. Myślała: to intuicja, wszystko ma swoją przyczynę i skutek, nietrudno to przewidzieć. Ale tę zdolność miała po mamie.

– Ona nigdy nie wróżyła, po prostu „przeczuwała” pewne rzeczy. Jeszcze gdy moje dzieci były małe, potrafiła powiedzieć, co będą robić w przyszłości, gdzie mieszkać, jak żyć. Po latach wiem, że miała rację. Mama wiedziała też, że małżeństwo Hanny nie będzie udane.
– I to się sprawdziło – wspomina Hanna. – Rytm dnia przez całe lata był ten sam: wracaliśmy z pracy, ja wtedy byłam laborantką, podawałam obiad, wieczorami sprzątałam albo przygotowywałam posiłek na następny dzień. Wspólnie spędzany czas? Nawet tego nie pamiętam, bo mój mąż bardzo często wychodził sam.
Gdyby od niej nie odszedł, pewnie wciąż by tak żyła. W niedużym mieszkaniu, obok człowieka, z którym nie miała o czym rozmawiać.
– Prawie nie miałam znajomych, nie wierzyłam w siebie, moim jedynym celem były dzieci.
Córka od urodzenia miała problemy zdrowotne: alergie, kłopoty z jelitami, atopowe zapalenie skóry. Farmakologia nie zawsze pomagała. To wtedy Hanna poznała świat medycyny niekonwencjonalnej, zaczęła spotykać się z bioenergoterapeutami.
– Zainteresowania też miałam po mamie. Ona zawsze leczyła nas metodami naturalnymi, zresztą o pomoc zwracali się do niej przyjaciele i znajomi – przygotowywała syropy, lecznicze nalewki, robiła miód i specjalne dżemy.

Hanna właśnie z powodu córki chciała pogłębiać swoją wiedzę. Nie mogła patrzeć na bezradność lekarzy, zaczęła jeździć na różne szkolenia. Chciała jak najwięcej wiedzieć na temat tego, jak funkcjonuje organizm człowieka, jaki wpływ na zdrowie ma psychika, środowisko w którym żyje, i związane z tym emocje.
Z tą kobietą poznały się w sanatorium. Tamta była w kiepskim stanie psychicznym, z silnymi bólami kręgosłupa. Hanna robiła jej masaże. „Co pani ma w tych rękach? Taką czuję ulgę”, mówiła kobieta.

– Widząc efekty swojej pracy, postanowiłam zrobić kurs masażu – wspomina Hanna. Ale tak naprawdę dopiero rozwód pchnął ją do większych zmian.
– Jedna z koleżanek powiedziała: „ucz się, dar to za mało”. Wtedy zaczęła się kształcić: kurs radiestezji w Moskwie, potem bioenergoterapii i kolejny kurs pracy z wahadełkiem. W końcu zdecydowała się na studia psychologiczne.

Dziś mówi: – To są tak naprawdę różne narzędzia służące jednak temu samemu: poznaniu człowieka i pomaganiu mu w przezwyciężaniu problemów i słabości.
Na przykład masaż: – W naszym ciele zapisane jest wszystko to, co przeżyliśmy. Dotykasz kogoś i wiesz, jakie miał dzieciństwo, młodość, kiedy i z jakiego powodu cierpiał. Potrafię wyczuć, że kobieta poroniła albo dlaczego nie może mieć dzieci. Czasem kilka zabiegów energetycznych wystarczy, żeby blokady puściły. Gdy przepływ energii jest prawidłowy, człowiek odzyskuje swoją moc, otwiera się i jest świadomy, co może zmienić.

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020