Czuły orgazm kupi­ę

Jest romantyczny, elokwentny i wygląda jak młody Bóg. Nie rozrzuca skarpetek, nie chrapie i zawsze ma ochotę na seks. Za romans jak z bajki każe sobie jednak płacić. 500 złotych za godzinę. Miłości w to nie wlicza.

Czuły orgazm kupi­ęNazywa się ich escorts, call-boyami, panami do towarzystwa. Słowo „prostytutka” pada rzadko. A już z ust klientek – prawie nigdy. Mężczyzna do wynajęcia bywa traktowany jak powiernik, „synuś”, ale nie jak „rzecz”. Polka, kupując seks, płaci także za przyjaciela.

Chłopaczek do towarzystwa i łóżka

49-letnia Bożena swojego nazywa „chłopaczkiem”, ze względu na uśmiech ośmiolatka i sposób, w jaki „po wszystkim” tuli się do jej obfitej piersi. Gdyby się kiedyś postarała, Rafał, 27-latek, mógłby być jej synem. Ale jako 20-latka miała w głowie studia, a nie rodzicielstwo, i dzieci się nie doczekała. Doczekała się za to rozwodu. Mężowski skok w bok zakończył się ciążą sekretarki i pokaźną rozwodową rekompensatą. Razem z pensją głównej księgowej ma teraz kilkanaście tysięcy miesięcznie.

Na wynajęcie chłopca do towarzystwa zdecydowała się rok po rozwodzie, ośmielona modą, która zapanowała wśród koleżanek. – Kiedy Ania, prawniczka, pojawiła się na jakimś balu z facetem o 20 lat młodszym, najpierw została obgadana, a później wszystkie koleżanki zaczęły do niej wydzwaniać po szczegóły. Ani się obejrzałam, a kolejne dwie zaczęły wychodzić z „kolegą syna” – opowiada Bożena. Okazało się, że wymuskany chłopak sprawdza się na babskich przyjęciach, że nie uwodząc, potrafi zabawić każdą z koleżanek.

reklama

Bożena złapała się na tym, że brakuje jej rozmów z Rafałem. – Zadzwoniłam do niego jeszcze tego samego dnia. Niby chodziło mi tylko o kawę, ale wiedziałam, że koleżanka nawet za to mu płaci. Spotkaliśmy się w kawiarni, potem poszliśmy na zakupy. Czułam się jak małolata. Po kieliszku wina w moim apartamencie wylądowaliśmy w łóżku – wspomina. Gdyby na odchodnym Rafał nie wsunął jej wizytówki z numerem konta i trzycyfrową kwotą na odwrocie, Bożena uwierzyłaby, że się zakochał.

Do dzisiaj kwestie finansowe regulują dyskretnie – po spotkaniu Rafał zostawia jej rozliczenie w kopercie. Czasem nawet schodzi z ceny, jakby uwzględniał koszty upominków, których Bożena mu nie szczędzi. – Złapałam się na tym, że traktuję go jak kogoś bliskiego. Raczej jak syna niż mężczyznę. Zastanawiam się, czy w nowym szaliku będzie podobał się dziewczynom, czy ma najnowszy gadżet ulubionej marki – śmieje się. 

O tym, co się dzieje w łóżku, mówi niechętnie: – Chyba dlatego, że nadal mam problem z przyznaniem przed sobą, co się dzieje. Katolickie wychowanie wpędza mnie w poczucie winy. I chociaż z psychoterapeutką pracuję nad tym od roku, nie potrafię jeszcze głośno powiedzieć, że wynajmuję męską prostytutkę. W sypialni na pewno nie traktuję Rafała jak syna. Jest ostro, czasem nawet brutalnie. Czegoś takiego nie dał mi żaden mężczyzna, a 20 lat i 15 kilo temu miałam spore powodzenie.

Zdobywca płatny z góry

Andrzej, 32-letni warszawiak z doświadczeniem za granicą, twierdzi, że rzadko która klientka nazywa go prostytutką. – Prędzej zdarza się słowo na „k...”, ale raczej w łóżku, podczas zabaw w dominację. Kobiety, które płacą za seks, bo nie mogą inaczej znaleźć mężczyzny, opłacają iluzję romansu. Nie umawiając się, wchodzimy z klientką w role – ja zdobywcy, ona obiektu pożądania. Zdarza się, że warunki ustalamy przez telefon, a wynagrodzenie czeka na stoliku przed rozpoczęciem randki. Moje pracodawczynie unikają sytuacji przekazywania pieniędzy. Bo one prócz seksu kupują sobie czułość – przekonuje Andrzej, który jako escort dorabia do pensji instruktora w klubie fitness. Jego klientki to w większości klubowe podopieczne.

Choć pracę na siłowni wybrał, by zerwać z „zawodem”, przeznaczenie samo go odnalazło. – Po miesiącu indywidualnego treningu jedna z pań zaprosiła mnie na kawę, a potem wcisnęła 300 zł napiwku, dodając, że jeśli ją odwiedzę, mam szansę na więcej. Zrozumiałem aluzję. Dzisiaj mam cztery klientki, które nie tylko trenuję – puszcza oko.

Czuły orgazm kupi­ęZdaniem Andrzeja zapotrzebowanie na usługi call-boyów jest ogromne, choć się o tym nie mówi. Świadczy o tym podaż – w internecie można znaleźć panów do towarzystwa po coraz niższych cenach. Renomowana agencja, gwarantująca usługę na najwyższym poziomie – przez co rozumie nie tylko nieskazitelny wygląd escorts, znajomość angielskiego, a czasem także innych języków obcych i nienaganne maniery, ale też aktualne badania na obecność wirusa HIV i chorób przenoszonych drogą płciową – za godzinę żąda nawet 1000 zł, a za całą noc 5,5 tys. zł.

Luksusowi, „prywatni” call-boye, którzy w praktyce mają także opiekuna, zaczynają się od 500-600 zł za godzinę i 4 tys. zł za noc. Ale początkujący, dopiero aspirujący do miana escorts, schodzą nawet do 150 zł za godzinę i opłaty za taksówkę. Takich jednak w środowisku Bożeny się odradza. – Są niesprawdzeni pod każdym względem, a cena jest po prostu podejrzana – tłumaczy Bożena.

Ekskluzywny towar z owłosioną klatą

Andrzej mówi, że szanujący się escort nie weźmie za godzinę mniej niż 350-400 zł. – Choćby dlatego, że ta godzina jest mocno umowna, nikt nie mierzy z zegarkiem czasu stosunku. Jeśli zasiedzę się u pani półtorej godziny, nie każę sobie płacić 150 procent. Z drugiej strony, ta usługa musi kosztować, bo wymaga sporych inwestycji – w trening, odżywki, solarium, kosmetyki, ciuchy… Klientka nie chce gościa w dżinsach z bazaru. Cały musisz być z wyższej półki – tłumaczy.

Równie ważne jest doświadczenie. – Wielu tych studentów, napakowanych miśków, którym wydaje się, że znaleźli sposób na łatwy zarobek, nie zdaje sobie sprawy, że w tym zawodzie trzeba być superaktorem i świetnym psychologiem. Wiedzieć, kiedy kobieta chce być uwodzona, a kiedy woli przejąć inicjatywę. Której trzeba podać płaszcz i spojrzeć głęboko w oczy, a którą, wzorem Borysa Szyca w „Testosteronie”, zagaić niskim głosem: „choć mała, tak ci sakwę przetrzepię, że nawet grosik w niej nie zostanie” – tłumaczy Andrzej.

Źródło: Wróżka nr 11/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019