Wybacz, przeproś, żyj szczęśliwie

Huna, czyli starożytna wiedza tajemna Hawajczyków, może pomóc i nam. Musimy tylko oczyścić drogę, którą popłynie szczera modlitwa – przekonuje Katarzyna Kallwejt, malarka i nauczycielka Huny.

Katarzyna Kallwejt, malarka i nauczycielka HunyZ okna mieszkania Katarzyny Kallwejt, absolwentki warszawskiej ASP, tarocistki i od 30 lat nauczycielki Huny, widać dachy domów warszawskiej Saskiej Kępy. Katarzyna cieszy się, że mieszka wysoko, bo ponad drzewami unosi się czysta energia powietrza, która jest też energią radości. Wystarczy wyciągnąć rękę i poprosić, by do nas przyszła. Zawsze przychodzi.

– Wewnętrzna równowaga czterech energii: radości, miłości, oczyszczenia i stabilizacji sprawia, że człowiek żyje w harmonii – przekonuje Katarzyna i stawia przede mną herbatę. – Ludzie nie wiedzą, że braki energii łatwo uzupełnić. Nawet cierpiąc na depresję, można sobie pomóc. Zapalić świecę i poprosić, by przyszła do nas energia ognia, czyli miłości. Jest wtedy szansa, że poczujemy się lepiej. Gdy zastosujemy w życiu zasady starożytnej wiedzy Polinezyjczyków, nasz świat, stan ducha, zdrowia i finansów może się poprawić – Katarzyna jest o tym przekonana, bo przetestowała Hunę na własnej skórze.

Kobieta o czerwonych włosach z darami

– Dobiegałam czterdziestki. Szykowałam się na wyjazd do Afryki – opowiada. – Mój przyjaciel, ksiądz, prowadził w Togo misje wśród plemienia Wyznawców Węży. Miałam tam malować ołtarz. Przed podróżą zgromadziłam dary: cały statek lekarstw, ubrań, żywności i kosmetyków. Mam dobrą rękę do ludzi – uśmiecha się ciepło. – Wyprosiłam to wszystko w różnych firmach i instytucjach publicznych.

reklama

W tym samym mniej więcej czasie przyszły do księdza trzy szamanki i spytały, czy to prawda, że przyjeżdża do nich z darami kobieta o czerwonych włosach. Był zaskoczony, bo nikomu o Katarzynie nie wspominał. Miesiąc później znów przybiegły – zrozpaczone. „Kobieta o czerwonych włosach nie przyjedzie, bo jest śmiertelnie chora” – powiedziały. „Przywieź trzy włosy z jej głowy, to ją uzdrowimy”.

Tą śmiertelną chorobą okazał się nieoperacyjny nowotwór płuc. „Pół roku życia” – usłyszała Katarzyna od lekarzy. Załamała się. – W szpitalu odnalazł mnie mój przyjaciel misjonarz. Przywiózł mi książkę o Hunie. „Kupiłem po drodze. Mnie się nie przyda, ale może tobie?”. Opowiedział mi też historię o szamankach, ale nie dałam mu włosów. Nie wierzyłam, że mogłyby zlikwidować mój guz. Za to niemal natychmiast zabrałam się do czytania. Pochłonęłam książkę w kilka godzin.

Moje Ho’oponopono

Jeszcze w szpitalu zrobiła głęboki rachunek sumienia. Nie chciała umierać, ale skoro zachorowała, a rak był tak zaawansowany, odczuwała potrzebę przeproszenia wszystkich, których kiedykolwiek zraniła. I wybaczenia wszystkim, którzy jej wyrządzili krzywdę. Płakała i przepraszała. Wybaczała i płakała. Chciała, umierając, mieć czyste konto.

– Profesor wypuścił mnie do domu na trzy tygodnie, żebym się wzmocniła – wspomina. – Jeszcze dał mi nadzieję, że być może jednak podejmie się operacji. Od przyjaciela dostałam klucze do jego domu w lesie. Pojechałam sama. Cisza. Złoty październik. Sarny podchodziły pod drzwi. Wiedziałam już, co robić: najpierw rachunek sumienia. Okazało się, że w Hunie też trzeba zacząć od głębokich rozliczeń, oczyszczających wszystkie „rany”, które nas hamują i blokują kontakt podświadomości z Wyższym Ja. Ten niełatwy proces wybaczania i przepraszania nosi nazwę Ho’oponopono. Żeby pójść dalej, musimy mieć czystą ścieżkę.

Przez trzy tygodnie Katarzyna medytowała i modliła się zgodnie ze wskazówkami kahunów, czyli szamanów zamieszkujących w czasach starożytnych Polinezję. Dzięki ich wiedzy ludzie zdrowieli i byli przepełnieni miłością. Potem, gdy na Hawajach pojawili się chrześcijańscy misjonarze, Huna musiała zejść do podziemia.

Katarzyna Kallwejt, malarka i nauczycielka HunyJednak jej zasady, przekazywane wyłącznie drogą ustną, przetrwały, a świat usłyszał o niej dzięki amerykańskiemu psychologowi Maxwellowi F. Longowi. Przypłynął on na Hawaje w 1917 roku, żeby uczyć angielskiego. Żyjąc blisko rdzennych Hawajczyków, niemal codziennie słyszał niesamowite historie o kahunach. O tym, że potrafią „od ręki” wyleczyć każdą chorobę, chodzić po rozżarzonej lawie, a nawet wpływać na pogodę i zmieniać przyszłość na lepszą. Podobno korzystali przy tym z siły ludzkiego umysłu i praw kosmosu.

Long chciał się dowiedzieć, czy te opowieści to tylko legendy, czy może coś więcej. Jego ciekawość przerodziła się w 52 lata wnikliwych badań nad tą pradawną wiedzą Polinezyjczyków. Po wyjeździe z Hawajów kontynuował je w założonym w Missouri Światowym Centrum Huny.

To właśnie jedną z książek Longa kupił Katarzynie jej przyjaciel ksiądz. Swój pierwszy „kurs” Huny Katarzyna zakończyła rozpaleniem wielkiego ogniska, by zaczerpnąć z niego tak potrzebną jej energię miłości. – Poczułam, że jestem zdrowa – mówi. – Przyjechał po mnie brat. Zabrał mnie do szpitala. Zrobiono mi jedno prześwietlenie, drugie, kolejne. Gdy wezwał mnie do siebie profesor, byłam już bardzo zdenerwowana. A on mi powiedział, że stał się cud. Po chorobie nie ma śladu. Spytał, czy coś przez ten czas robiłam. „Tak” – przyznałam. „Medytowałam. Modliłam się”. „A zatem modlitwy zostały wysłuchane. Jest pani zdrowa”. Od tamtej pory minęło już 30 lat, a nowotwór nigdy się nie odnowił.

Źródło: Wróżka nr 11/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020