Piękno może mieć 90 lat

Grażyna Wolszczak jest wdzięczna czasowi, że obchodzi się z nią łaskawie. Ale uroda to dla niej coś więcej niż twarz bez zmarszczek.

Grażyna Wolszczak jest wdzięczna czasowi, że obchodzi się z nią łaskawieWiem, co o mnie mówią. Że to niemożliwe, żebym w tym wieku tak dobrze wyglądała bez ingerencji chirurga plastyka. Trudno. Zaprzeczanie nie ma sensu. Już dawno nie komentuję żadnych rewelacji na mój temat, nawet kiedy czytam, że odessałam sobie tłuszcz z pleców. Guzik mnie to obchodzi! Jednak często poranne spojrzenie w lustro łączy się z jękiem: „Rany!”. Ale potem, jak już się umaluję i uczeszę – a najlepiej, jak to zrobią profesjonaliści – czuję się świetnie. W ogóle dobrze się ze sobą czuję. Jako nastolatka nie lubiłam w sobie niczego. Uważałam, że jestem beznadziejna.

Przełom nastąpił dopiero, gdy skończyłam 30 lat. Oglądałam jakiś magazyn z zachodnią modą. I zobaczyłam modelkę, która miała szerokie ramiona tak jak ja, ale bez kompleksów prezentowała się w skąpym stroju kąpielowym. Przyjrzałam się sobie świeżym okiem i pomyślałam, że nie ma jednego typu urody, że atrakcyjne są i różne rozmiary kobiecości, i różne jej kształty.

Zrobiłam sondę wśród znajomych mężczyzn: „Jakie biusty lubisz najbardziej?”. No, jakie? Różne! Małe, ogromne, sterczące, obwisłe. Tak, obwisłe też! A znajomy Kolumbijczyk, który poślubił Polkę, powiedział mi: „Piękną mam kobietę, ale za chudą”. Bo w Ameryce Południowej obowiązuje inny kanon piękna. Tam kobiety kupują majtki z wszytymi poduszkami!

reklama

Z przyjemnością zaglądam do Miejskiej Farmy Piękności. Jak mnie tam oklepują, masują, nawilżają i ujędrniają, to nie dość, że się relaksuję, to jeszcze mam poczucie, że dbam o siebie. Pod warunkiem, że nie leżę dłużej niż półtorej godziny, bo wtedy to już nie relaks, tylko nerwica. Ostatnio odkryłam dwa zabiegi: Exilis (pobudza ciało do produkcji kolagenu) i stosowany na uda Skin Shock. Niezbyt przyjemne, ale efekt spektakularny. Moje uda wyglądały jak nowe! Szkoda, że skutek nie jest długotrwały. Znów więc muszę je „zszokować”. Tym bardziej, że teraz jestem w ciągłych rozjazdach, a bez wysiłku fizycznego ciało flaczeje.

Na szczęście lubię ruch. I stale szukam czegoś nowego. Teraz jest to golf. Tajniki tego, jak mi się niesłusznie zdawało, emeryckiego sportu, odkryłam w Tunezji. Trzeba sporo koordynacji ruchów, a także... głowy, by poradzić sobie z piłeczkami i dołkami.

Gdy brakuje czasu na ćwiczenia, pozostaje maskowanie niedoskonałości ciuchami. A zakupów nie znoszę! Ratują mnie stylistki, które na sesje zdjęciowe lub do programu „Przychodzi baba do lekarza”, który prowadzę w Polsat Cafe, przynoszą mi świetne rzeczy. Mogę wtedy odkupić to i owo.

Czy boję się upływającego czasu? Każdy się boi. Ostatnio jednak spojrzałam na to inaczej. W magazynie „Vogue” zobaczyłam niezwykłe zdjęcia. Dwie czarne kobiety, matka i córka, biegną po plaży. Obie pełne energii, przepełnion radością życia. Starsza miała… 94 lata, młodsza skończyła 60. Córka była instruktorką fitnessu i trenerką matki. Nie mogłam od nich oderwać oczu! Takie obrazki dają nadzieję, że młodość nie kończy się po trzydziestce. A piękno to coś więcej niż gładka buzia.


Sonia Ross
fot. Wojciech Olszanka/East News

Źródło: Wróżka nr 11/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020