Staruszka z pałerem

Gdy będę starą kobietą, rozrywek mi nie zabraknie: będę chodzić na pogrzeby byłych kochanków.

Staruszka z pałeremStarość planuję od dawna, żeby wyszło z rozmachem; rozważam też warianty osobistego rozwoju. Ale wytyczam własne strategie geriatrycznej kariery, gdyż nasza kultura dostarcza sklerotyczkom nonsensowne wzorce. Na przykład z obserwacji poczynionych w telewizji wynika niezbicie, że one głównie pedałują z szerokim uśmiechem, zjeżdżając z działki, bo sobie popiły Geriavitu. Ten zaś wzorzec nie nadaje się dla mnie, bo ja tak tryumfalnie uśmiecham się dopiero po szóstej tequili – a wtedy już trudno się utrzymać prosto na rowerze.

Alternatywę stanowi wygrana walka ze zgagą czy nietrzymaniem moczu, zakończona naradą z przedstawicielem firmy ubezpieczeniowej. Też odpada, bo sama ze sobą zwycięsko walczyć nie będę, a mocz – chwalić Pana – jakoś się mnie trzyma, w przeciwieństwie do pieniędzy. Naprawdę więc nie wiem, o czym miałabym rozmawiać z tym przedstawicielem, bo „Gwiezdnych wojen” to on raczej nie oglądał tyle razy co ja. I w ogóle, już na pierwszy rzut oka widać, że jest po drugiej stronie mocy niż ja. Ach, jest jeszcze ewentualność z herbatką.

Wypijaną na tarasie z kulturalnym, odprasowanym dziadkiem oraz parką kulturalnych, odprasowanych wnucząt. Ale i ten wariant chromolę, bo nie dostrzegam żadnej wyprasowanej pokojówki, więc już ja doskonale wiem, kto to wszystko wyprasował! Chała! Nawet gdyby babcia miała indywidualny czajniczek, ten z tequilą zamiast herbatki, to i tak byłaby to starość tak samo sprawiedliwa, jak reprodukcja: krótka chwila przyjemności na tarasie za długi wyrok przy żelazku.

reklama

Moja opcja jest inna. Ale niestety nie znam serialu, w którym występuje rasowa stara wiedźma, więc ciekawe, czy uda się przybliżyć mój plan na stare lata. Tak więc wiedźmą będę: wszechpotężną babą magiczną, grubą, starą jak Matka Ziemia i równie nieobliczalną. Trochę schludniejszą niż babusy z „Makbeta”, ostatecznie mam w domu kanalizację, ale też bez przesady; nie wsadzają już do psychiatryka za wąsy, bluzkę, która wystaje ze spódnicy, dwa koty, przypalony czajnik oraz mamrotanie pod nosem. Wiedźmą będę. Odjechaną na maksa; kto odważy się takiej podskoczyć?! – mam nadzieję, że nikt, bo musiałabym wtedy odłożyć książkę i mu zrobić krzywdę, a nie lubię odrywać się od czytania.

…jeżeli już się zgadało: z zasady będę robić to, co lubię, a nie to, co powinnam. Będę samorealizować się na pełen zicher, np. skakać ze spadochronem z młodymi, przystojnymi instruktorami, i niekoniecznie w wyobraźni. No bo kiedy?!... W dzieciństwie musiałam być posłuszna, w młodości należało się uczyć, a teraz powinnam trzymać linię, żyć w monogamii, zarabiać pieniądze oraz pielęgnować dzieci i rodziców. Scenariusz na gros życia napisały mi dwa chromosomy X – i nie mogę skakać na spadochronie, bo nie mogę ryzykować; mam rodzinę. No to kiedy, pytam się, kiedy wreszcie będę mogła być sobą przez całą dobę na okrągło, bez obawy o konsekwencje?! Jedynie na starość tak można, chociaż niektórym paniom, niestety, ta faza odwala już podczas klimakterium, co wiedzie do powikłań, jak każdy przedwczesny wytrysk.

Ja się wstrzymam, choćby parło. Powstrzymam się do sześćdziesiątki czy siedemdziesiątki, gdyż wiem, że jak człowiek parę razy się wstrzyma, to potem satysfakcja jest gigantyczna – i zaraźliwa. Popatrzcie na afery emerytów pod Pałacem Prezydenckim. Mniejsza o poglądy, to szczegół – grunt, że staruch pałer to prawdziwa frajda! Przechodząc na grunt faktów, babą-singlem będę. Z wyrachowania. Bo dziadek na dożywociu w stanie inwentarza oznacza jak nie żelazko, to siorbanie ziółek na trawienie. No a dla kobiety, która zna ciekawsze ziółka, i zna się trochę na alkaloidach, i sama gotuje, może to być zbyt ciężką próbą charakteru, prawda? Niestety, żaden sąd nie przełknie gładko domowej pizzy z salami i sromotnikiem; chodzi o poważne różnice w definicji pojęć „problemy trawienne” i „dożywocie”. Na pewno wyczuwacie je intuicyjnie.

Dziadka trzeba będzie zatem przegonić zawczasu, dla naszego wspólnego dobra. I lepiej nie przegapić odpowiedniego momentu, gdyż samorealizacja znowu się odwlecze w czasie. Ale z drugiej strony, może nie ma o co się martwić – problem sam zniknie?! To możliwe, przecież kobiety żyją statystycznie dłużej od mężczyzn! Co zresztą pozwala im zaznać rozrywek mężczyznom nieznanych…

A skoro mimochodem weszliśmy na temat rozrywek, zaznaczę, że jednej na pewno sobie nie odmówię. Będę czytać nekrologi i pilnie uczęszczać na pogrzeby byłych mężów i kochanków. Aby naocznie dokonać radosnej konstatacji, że ziemia kryje nie tylko błędy chirurgów. Błędy kobiet też!... – jest więc jakaś wyższa sprawiedliwość; i to wspaniale być kobietą! Taaak, mam zagwarantowane te funeralne rozrywki, rozrywki ekologiczne – i w stu procentach naturalne – podejdźmy więc do ostatecznego rozwiązania kwestii dziadka z optymizmem.

Poza tym zamieszkam w domku z widokiem na rzekę. Najchętniej nieuregulowaną, aby podczas powodzi wdrapywać się ponad kipiel na dach. Zawsze chciałam siedzieć koło komina i majtać nogami. I patrzeć: na przestrzeń, na samotność, na to, jak ptaki pikują w zmierzwioną wodę. A jakoś mnie to ominęło. Tak samo jak romans z Winnetou, który obiecałam sobie już dawno temu – i parę podobnych, do których kiedyś miałam dorosnąć. Lecz do dzisiaj nie dorosłam.

Naturalnie, jestem przygotowana na opór materii. Bo społeczeństwo uważa, że najlepiej, żeby starcy nie mieli poglądów, gustów ani przyzwyczajeń. Marzeń zresztą też; snów z otwartymi oczami. Taaak, indywidualność to zawsze kłopotliwa sprawa – a w podeszłym wieku automatycznie śmierdzi wariactwem. Można całe życie przepadać za barszczem z grzybkiem i nikt tego nie komentuje, ale gdy w domu starców wali się o ścianę talerzem barszczu bez grzybka, zyskuje się opinię złośliwego dementa. Niewątpliwie moich spadkobierców wkurzy romans z Winnetou – i odkrycie, że wiek sterylizuje wyłącznie ciało z sił, a nie umysł, nie serce; że miłość jeszcze jest. Miłość. Miłość silniejsza od snu oraz śmierci. No ale cóż, wtedy odłożę książkę, żeby im zrobić krzywdę. Nie będzie innego wyjścia...

Umrę nad klawiaturą. I uśmiechnę się, gdy śmierć naciśnie przycisk „delete”.


Iwona L. Konieczna
fot. shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 11/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020